Obserwują samoloty na Okęciu. Z aparatami i pasją

Aleksandra Muzińska
14.08.2010 aktualizacja: 2010-08-13 19:19
A A A Drukuj
Łukasz Lorenc (z lewej) i Marek Kozyra Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Cezary Zionkowski
Siedzą na drzewach i drabinach przy płocie lotniska. Godzinami. Uzbrojeni w lornetki, radia i aparaty fotograficzne czekają na samolot.
- Wielu ludzi ma nas za wariantów. My mówimy o sobie: miłośnicy lotnictwa - podkreśla Czarek Zionkowski, 37-latek, pracownik banku. - Choć to, co robimy, pewnie nie jest normalne. Pół dnia czekamy na samolot, przez drugie pół obrabiamy zdjęcia. I tak w kółko.

Takich osób jak Czarek jest w Warszawie może z sześćdziesiąt. Gdy dostają informację, że na Okęciu będzie lądował wyjątkowy samolot, rzucają wszystko i pędzą pod płot. Spotterzy, bo tak się fachowo nazywają, robią zdjęcia samolotom. A potem zamieszczają je w internecie.

Po czym poznać benka

Spotykamy się przy Instytucie Lotnictwa w al. Krakowskiej. - O słyszysz, "benek" startuje - mówi Czarek.

- Przecież jest mgła, nic nie widać - zauważam.

Czarek: - Samoloty rozpoznajemy po dźwięku silnika.

Już wiem, że chodzi o Boeinga. Wydaje lekko irytujący świst. Airbus raczej brzęczy i gwiżdże.

- Znajomi zabrali mnie na piknik lotniczy. Momentalnie się zaraziłem, choć z lotnictwem nie miałem nigdy nic wspólnego. A teraz współtworzę portal spotter.pl. Wrzucamy tam zdjęcia, oceniamy je, wymieniamy się wiedzą - opowiada Czarek. - Nie chodzi jednak tylko o fotografię. Spotter opowie ci o konstrukcji samolotu, jego historii i zasadach ruchu lotniczego. No i wytłumaczy, dlaczego to w ogóle lata.

Podobnie było z jego kolegą Maćkiem Nowickim, sprzedawcą kopiarek i drukarek - Robiłem raz zdjęcie z długim czasem naświetlania. W kadr weszło mi kilka samolotów, pozostawiając białe smugi. Doznałem olśnienia.

Ruszamy pod płot lotniska. Maciek i Czarek z zawieszonymi na szyi aparatami. Do tego statywy i obszerne torby ze sprzętem.

- Przede wszystkim trzeba mieć dobre informacje. Wśród spotterów zdarzają się pracownicy obsługi naziemnej, a nawet kontrolerzy lotu. I to od nich reszta dostaje cynk o maszynach, które pojawią się na lotnisku - zdradza Czarek.

Maciek: - Do tego dochodzi internet i zbieranie informacji "pod płotem", czyli lotniskowym ogrodzeniem. Miejscem pielgrzymek był kiedyś hotel przy lotnisku, w którym nocowały załogi samolotów. Ich komputer był pełen ciekawych informacji. Ale w końcu odcięto nam dostęp. Pod płotem też nie jest jest łatwo. Kilku chłopaków na zdjęciach zarabia, sprzedają je zagranicznym magazynom. Wszystkich traktują jak konkurencję. Nie dzielą się wiedzą.

Dwie górki i pole sołtysa

Kolejny krok to wybór dobrej miejscówki. Oprowadza po nich Łukasz Lorenc, 28-letni student AWF. - Mamy dwie górki spotterskie. Do tego dochodzi taras widokowy, płot przy ul. Wirażowej i "pole sołtysa", czyli spory kawał ziemi po południowej stronie lotniska. Samoloty przelatują tam naprawdę nisko - wylicza.

Po raz pierwszy przyszedł "pod płot" w szkole średniej. - Z kumplami urywaliśmy się z lekcji i chodziliśmy tam na piwo. Grupa się w końcu wykruszyła, ale mnie ciągnęło do samolotów - opowiada. - Zacząłem interesować się lotnictwem i wpadłem w spotting.

Do pierwszej górki docieramy wyboistą drogą odchodzącą od al. Krakowskiej. To spory wał ziemny porośnięty trawą i krzakami. Zwłaszcza w weekendy górka obstawiona jest samochodami, a uwagę kierowców jadących al. Krakowską zwracają dziesiątki obiektywów wycelowanych w niebo. - Czasem gromadzą się tu prawdziwe tłumy, bo to dobry punkt widokowy na całe lotnisko. Widać kołujące samoloty. Dobre miejsce do robienia zdjęć maszyn startujących z 29-tki - mówi Łukasz.

- Czyli? - dopytuję.

- To jeden z dwóch pasów lotniska, o numerze 11-29.

Ta sama wyboista droga prowadzi do drugiej górki, obok wieży kontroli i lotniskowej straży pożarnej. Są tu schodki i ławeczki. - O tę górkę dbają władze lotniska. Ale najlepszy widok jest stąd na wraki samolotów, które służą strażakom do ćwiczeń - zauważa Łukasz.

Wychodzimy na ul. Paluch i po 30-minutowym spacerze, tuż za schroniskiem dla zwierząt, skręcamy ponownie w stronę lotniska. Brnąc po kostki w błocie docieramy do jego ulubionej miejscówki. Stąd świetnie widoczny jest punkt, w którym przecinają się dwa pasy lotniska. - To najlepsze miejsce do uchwycenia "mgiełki", która pojawia się przy zetknięciu kół samolotu z płytą. Zaraz wyląduje "benek", to sama zobaczysz - wyjaśnia.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Włoch
Najnowsze wiadomości z Warszawy