Kompleks połączonych czterech bloków o kaskadowej wysokości od czterech do dziesięciu pięter chciała budować na skwerze między niskimi blokami przy ul. Cybisa, Dunikowskiego i Sosnowskiego firma Włodarzewska SA. Inwestycja zbulwersowała ursynowian. Pod naciskiem opinii społecznej, a także tekstów w "Gazecie Stołecznej", miejscy urzędnicy przyspieszyli prace nad planem zagospodarowania
Ursynowa Północnego. Dopuszcza on zabudowę tylko małego fragmentu skweru, i to budynkiem co najwyżej pięciopiętrowym, takim jak te w jego bezpośrednim sąsiedztwie.
Rada Warszawy uchwaliła go pod koniec grudnia.
Plany zagospodarowania wchodzą w życie, jeżeli zastrzeżeń nie zgłosi wojewoda. Ten właśnie skończył analizę dokumentu. Znalazł kilka błędów. Wytknął m.in., że plan, który musi być zgodny ze studium zagospodarowania miasta, wytycza
parking "parkuj i jedź" pomiędzy jezdniami al. KEN, chociaż nie ma go w studium. Dla niektórych terenów nie ustalono w planie wskaźnika powierzchni biologicznie czynnej. Miał też uwagi do sposobu sporządzenia rysunku planu - wykreślono go na nieczytelnej mapie, na której brakowało oficjalnych pieczątek. "Z powyższych względów organ nadzoru uważa uchwałę o planie zagospodarowania za naruszającą prawo w powyższym zakresie" - napisał wojewoda.
- To nie oznacza uchylenia planu zagospodarowania. Prawo naruszają jedynie poszczególne zapisy, które zaleciliśmy poprawić - zaznacza Ivetta Biały, rzeczniczka wojewody. To oznacza, że plan Ursynowa Północnego wchodzi w życie.
Kłopot w tym, że gdy
praca nad planem zagospodarowania wkraczała w końcową fazę, Renata Kunert, urzędniczka z miejskiego biura architektury, wydała Włodarzewskiej pozwolenie na budowę bloku na skwerze. Zrobiła to, choć kilka tygodni wcześniej to samo biuro odrzuciło wniosek Włodarzewskiej o uwzględnienie inwestycji o tych gabarytach w planie zagospodarowania Ursynowa Północnego. Pozwolenie zostało wydane w ekspresowym tempie, zaledwie kilkanaście dni po tym, jak inwestor po raz ostatni uzupełnił wniosek.
Burmistrz Ursynowa Piotr Guział zaskarżył dokument do wojewody, twierdząc, że nie powinien być wydany, bo niesłusznie za stronę nie została uznana dzielnica
Ursynów i okoliczne spółdzielnie mieszkaniowe. Wojewoda jeszcze nie podjął w tej sprawie decyzji, bo o przekazanie całej dokumentacji zwróciła się do niego warszawska prokuratura okręgowa. Ona też jeszcze bada sprawę.