Chcemy alei Na Skarpie. Jak najszybciej!
07.10.2009
aktualizacja: 2009-10-06 21:24
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Zapis debaty "Chodźmy na skarpę". Trzeba jak najszybciej uchwalić plan skarpy w centralnej części miasta i urządzić na niej aleję spacerowo-rowerową. Jest pretekst: zapowiedź budowy Muzeum Historii Polski nad Trasą Łazienkowską.
Artur Filip: Tylko idiotów miasto nie obchodzi
Debatę "Chodźmy na skarpę" w redakcji "Gazety" zaczął w poniedziałkowy wieczór Artur Filip (z al. Na Skarpie broni dyplom na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej). Zacytował fragment naszego artykułu "Zamach na zielone". Na Dynasach w miejscu boiska do gry w piłkę mogą powstać apartamentowce. Dlaczego? Wysoki urzędnik ratusza mówił: "Mamy kryzys i trzeba szukać dochodów. Na zieleni się nie zarobi. Sprzedaż gruntu w tym rejonie to poważny zastrzyk inwestycyjny do kasy miasta".
- To nieprawda, że na zieleni się nie zarobi. Władze Nowego Jorku wykonały analizę zysków i strat zabudowy 400-hektarowego Central Parku, oazy zieleni wśród gęstej zabudowy. I okazało się, że park zarabia na siebie, bo podnosi wartość gruntów dookoła. Działka z widokiem na piękną zieleń jest droższa, więc w interesie miasta jest inwestowanie w zieleń - przekonywał.
Przypomniał historię al. Na Skarpie ("Piękne, urokliwe a zapomniane miejsce"), plan Tołwińskiego z 1916 r., zaangażowanie prezydenta Stefana Starzyńskiego w promowanie i realizację jej idei. - Wielkie założenie Centralnego Parku Kultury i Wypoczynku na osi dawnego KC PZPR (dziś park Śmigłego-Rydza) pomijało al. Na Skarpie. Bo kojarzyła się z przedwojenną wolną Polską - mówił.
Przywołał Arystotelesa i jego "Politykę". - Dla niego miasto to nie były budynki, ulice, drzewa, ale przede wszystkim wspólnota ludzi. Tych, którzy nie angażowali się w życie społeczne, polityczne, publiczne, nie walczyli o swoje prawa, nazywał idiotami.
Architekt przekonywał: - Żeby coś chronić, trzeba najpierw taką potrzebę zakorzenić w świadomości ludzi. Dopóki warszawiacy nie chodzą na skarpę, nie przekonają się, że Zamek Ujazdowski, Uniwersytet, Sejm nie leżą na jakichś osobnych górkach, ale właśnie na skarpie. A nią od Cytadeli na Żoliborzu do Królikarni na Mokotowie można przejść, nie wychodząc z zielonego łańcucha parków. Z subiektem Rzeckim z "Lalki" było nieco podobnie: mieszkał obok Starego Miasta, uważał je za brzydkie i nieinteresujące. Aż przeczytał o nim artykułu w "Tygodniku Ilustrowanym". Wybrał się na Stare Miasto i nie wyobrażał już sobie życia bez codziennych spacerów. Skarpa musi zaistnieć w świadomości ludzi jako wartość. To fantastyczne, że "Gazeta" o nią walczy i nie poprzestała na jednym tekście. Nagle się okazuje, że wszyscy marzą o al. Na Skarpie, także minister kultury. Czy ona powstanie? Jest na to szansa. Jaka? To zależy od odpowiedzi na pytanie: czyje jest miasto?
"Gazeta": Cynicy odpowiadają, że miasto jest deweloperów, z czym się nie zgadzamy. Pytamy więc: Jak skutecznie chronić skarpę? Planem zagospodarowania, którego brak? Ratusz zapowiedział konkurs na al. Na Skarpie. Ale po co konkurs i na co? - docieka dr Magdalena Staniszkis, architekt urbanista. Przecież jest studium Jazdowa autorstwa dr. Andrzeja Kicińskiego, prawie gotowy plan. Czego brak na skarpie? Podstawowych informacji o atrakcjach przy trasie spacerowej i nad Wisłą? Kawiarni? Muzeów? Parkingów? Boisk? Gdzie wyciąć drzewa, które zasłaniają widoki np. na Wisłę z tarasu Zamku Ujazdowskiego? Które płoty usunąć, które bramy otworzyć? Od czego zacząć?
Prof. Adam Zbigniew Pawłowski, konstruktor drapaczy chmur:
- Skarpa jest w dobrym stanie. Problemy z nią mogą się zacząć teraz. Dlaczego? Bo do tej pory Warszawa odwracała się do Wisły tyłem, a teraz zwraca się do niej frontem. Nad tunelem Wisłostrady - doskonale że powstał - budowane jest Centrum Nauki Kopernik. Wisła staje się w końcu częścią miasta. Ale skarpa z tego powodu może być dewastowana.
Pan Artur Filip pytał: czyje jest miasto. Odpowiadam: ono jest mieszkańców, a oni chcą miasta pięknego, bogatego i wygodnego do mieszkania. To też oznacza, że Warszawę trzeba zszywać nowymi mostami. Każdy z nich oznacza jakiś kłopot dla ciągłości skarpy. Zgadzam się, że Trasę Łazienkowską należy przykryć i przeznaczyć pod czterokondygnacyjną zabudowę. Traktujmy ten teren jako rezerwę miejską. Ostatnia rzecz: aleja Na Skarpie jest martwa, bo nie ma przy niej usług, kawiarni.
Dr Krzysztof Domaradzki, urbanista:
- Cel pierwszy to ocalić skarpę przed dewastacją, bo zabudowa też może być formą dewastacji. Choć wcale nie musi. Przedwojenne domy w rejonie Górnośląskiej i Kolonia Profesorska wzbogacają przestrzeń miasta. Cel drugi - określić, które rejony nie mogą być zabudowane, ustalić zasady, co można na tych terenach robić. Na tym etapie potrzebna jest dyskusja publiczna, a potem szczegółowe rozwiązania i plan. Kluczowe są: rejon Sejmu, Jazdowa, Podzamcze.
Trzeba zebrać już istniejące materiały, opracować zasady zagospodarowywania skarpy w większej skali, a potem sporządzać plany szczegółowe, by chronić ją przez zakusami zabudowy. Wciąż brak ogólnej wizji. Wciąż posługujemy się rysunkiem Jazdowa Andrzeja Kicińskiego z ideą Narodowego Parku Sztuki i Kultury. Tak naprawdę nie mamy nic nowego, co można by do tego dołożyć. A przecież Trakt Królewski, skarpa i jej styk z Wisłą stanowią trzy podstawowe elementy w strukturze przestrzennej Warszawy, które trzeba w mieście wygrać. I to wcale nie musi tak dużo kosztować.
To symptomatyczne, że zebraliśmy się, by rozmawiać o alei Na Skarpie, a rozmawiamy o mieście. To dowodzi, jak ogromną rolę pełni w jego przestrzeni. Przed chwilą usłyszałem, że mieszkańcy pragną pięknego miasta. Moje doświadczenia jako urbanisty jest inne. Może i mieszkańcy tego pragną, ale nie chcą, albo nie potrafią idei upiększania miasta poprzeć. Każdy ambitniejszy plan zagospodarowania jakiejś przestrzeni napotyka na opór. Stykam się tylko z interesami prywatnymi i ludźmi zaciekle walczącymi o każdy centymetr gruntu. Poprzez media trzeba pokazać, że miasto jest wspólną własnością, że trzeba w nim zabiegać o urządzanie przestrzeni publicznych, by było piękne i zielone. To musi w końcu przeniknąć do świadomości polityków.
Pewien berliński urbanista mówił mi, że kiedy przygotowuje plan, od razu pojawiają się u niego politycy. Jak to robisz? - zapytałem. Bo, kiedy ja pracuję nad planem, to u mnie pojawia się polityk tylko wtedy, jeśli on albo kuzyn ma działkę na tym terenie.
Jacek Skorupski, geograf, urbanista z Biura Planowania Rozwoju Warszawy:
- Przestrzeń Krakowskiego Przedmieścia została znakomicie poprawiona. Podobnie można myśleć o al. Na Skarpie. Ale przede wszystkim trzeba chronić zieleń, widoki i ciągłość alei, ustalić, gdzie zabudowa jest niemożliwa. Już 20 lat temu w BPRW zabiegaliśmy o utworzenie obszaru chronionego krajobrazu Skarpy Warszawskiej. Przewodniczącym naszego zespołu był prof. Zygmunt Skibniewski. O skarpie myśleliśmy na całej długości - 25 km od Klarysewa pod Konstancinem do Burakowa koło Łomianek.
Należy zebrać materiały, które już są, i bronić skarpę przed dewastacją. Spójrzmy na olbrzymie bloki w rejonie stacji metra Wilanowska. Niżej, w rejonie dawnej wsi Szopy straszą dzikie wysypiska śmieci. Muszą w końcu powstać plany zagospodarowania z regulacjami, gdzie, co i jak można budować.
Ważne są też działania lokalne, które udrożnią skarpę, zlikwidują bariery, ułatwią poruszanie się po niej rowerzystom, ludziom z dziećmi w wózkach, osobom niepełnosprawnym. Trzeba otworzyć bramę na tyłach Muzeum Wojska Polskiego na park. A w weekendy powinno działać przejście dla pieszych ze światłami między tym muzeum a przystankiem kolei średnicowej Powiśle.
Debatę "Chodźmy na skarpę" w redakcji "Gazety" zaczął w poniedziałkowy wieczór Artur Filip (z al. Na Skarpie broni dyplom na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej). Zacytował fragment naszego artykułu "Zamach na zielone". Na Dynasach w miejscu boiska do gry w piłkę mogą powstać apartamentowce. Dlaczego? Wysoki urzędnik ratusza mówił: "Mamy kryzys i trzeba szukać dochodów. Na zieleni się nie zarobi. Sprzedaż gruntu w tym rejonie to poważny zastrzyk inwestycyjny do kasy miasta".
- To nieprawda, że na zieleni się nie zarobi. Władze Nowego Jorku wykonały analizę zysków i strat zabudowy 400-hektarowego Central Parku, oazy zieleni wśród gęstej zabudowy. I okazało się, że park zarabia na siebie, bo podnosi wartość gruntów dookoła. Działka z widokiem na piękną zieleń jest droższa, więc w interesie miasta jest inwestowanie w zieleń - przekonywał.
Przypomniał historię al. Na Skarpie ("Piękne, urokliwe a zapomniane miejsce"), plan Tołwińskiego z 1916 r., zaangażowanie prezydenta Stefana Starzyńskiego w promowanie i realizację jej idei. - Wielkie założenie Centralnego Parku Kultury i Wypoczynku na osi dawnego KC PZPR (dziś park Śmigłego-Rydza) pomijało al. Na Skarpie. Bo kojarzyła się z przedwojenną wolną Polską - mówił.
Przywołał Arystotelesa i jego "Politykę". - Dla niego miasto to nie były budynki, ulice, drzewa, ale przede wszystkim wspólnota ludzi. Tych, którzy nie angażowali się w życie społeczne, polityczne, publiczne, nie walczyli o swoje prawa, nazywał idiotami.
Architekt przekonywał: - Żeby coś chronić, trzeba najpierw taką potrzebę zakorzenić w świadomości ludzi. Dopóki warszawiacy nie chodzą na skarpę, nie przekonają się, że Zamek Ujazdowski, Uniwersytet, Sejm nie leżą na jakichś osobnych górkach, ale właśnie na skarpie. A nią od Cytadeli na Żoliborzu do Królikarni na Mokotowie można przejść, nie wychodząc z zielonego łańcucha parków. Z subiektem Rzeckim z "Lalki" było nieco podobnie: mieszkał obok Starego Miasta, uważał je za brzydkie i nieinteresujące. Aż przeczytał o nim artykułu w "Tygodniku Ilustrowanym". Wybrał się na Stare Miasto i nie wyobrażał już sobie życia bez codziennych spacerów. Skarpa musi zaistnieć w świadomości ludzi jako wartość. To fantastyczne, że "Gazeta" o nią walczy i nie poprzestała na jednym tekście. Nagle się okazuje, że wszyscy marzą o al. Na Skarpie, także minister kultury. Czy ona powstanie? Jest na to szansa. Jaka? To zależy od odpowiedzi na pytanie: czyje jest miasto?
"Gazeta": Cynicy odpowiadają, że miasto jest deweloperów, z czym się nie zgadzamy. Pytamy więc: Jak skutecznie chronić skarpę? Planem zagospodarowania, którego brak? Ratusz zapowiedział konkurs na al. Na Skarpie. Ale po co konkurs i na co? - docieka dr Magdalena Staniszkis, architekt urbanista. Przecież jest studium Jazdowa autorstwa dr. Andrzeja Kicińskiego, prawie gotowy plan. Czego brak na skarpie? Podstawowych informacji o atrakcjach przy trasie spacerowej i nad Wisłą? Kawiarni? Muzeów? Parkingów? Boisk? Gdzie wyciąć drzewa, które zasłaniają widoki np. na Wisłę z tarasu Zamku Ujazdowskiego? Które płoty usunąć, które bramy otworzyć? Od czego zacząć?
Prof. Adam Zbigniew Pawłowski, konstruktor drapaczy chmur:
- Skarpa jest w dobrym stanie. Problemy z nią mogą się zacząć teraz. Dlaczego? Bo do tej pory Warszawa odwracała się do Wisły tyłem, a teraz zwraca się do niej frontem. Nad tunelem Wisłostrady - doskonale że powstał - budowane jest Centrum Nauki Kopernik. Wisła staje się w końcu częścią miasta. Ale skarpa z tego powodu może być dewastowana.
Pan Artur Filip pytał: czyje jest miasto. Odpowiadam: ono jest mieszkańców, a oni chcą miasta pięknego, bogatego i wygodnego do mieszkania. To też oznacza, że Warszawę trzeba zszywać nowymi mostami. Każdy z nich oznacza jakiś kłopot dla ciągłości skarpy. Zgadzam się, że Trasę Łazienkowską należy przykryć i przeznaczyć pod czterokondygnacyjną zabudowę. Traktujmy ten teren jako rezerwę miejską. Ostatnia rzecz: aleja Na Skarpie jest martwa, bo nie ma przy niej usług, kawiarni.
Dr Krzysztof Domaradzki, urbanista:
- Cel pierwszy to ocalić skarpę przed dewastacją, bo zabudowa też może być formą dewastacji. Choć wcale nie musi. Przedwojenne domy w rejonie Górnośląskiej i Kolonia Profesorska wzbogacają przestrzeń miasta. Cel drugi - określić, które rejony nie mogą być zabudowane, ustalić zasady, co można na tych terenach robić. Na tym etapie potrzebna jest dyskusja publiczna, a potem szczegółowe rozwiązania i plan. Kluczowe są: rejon Sejmu, Jazdowa, Podzamcze.
Trzeba zebrać już istniejące materiały, opracować zasady zagospodarowywania skarpy w większej skali, a potem sporządzać plany szczegółowe, by chronić ją przez zakusami zabudowy. Wciąż brak ogólnej wizji. Wciąż posługujemy się rysunkiem Jazdowa Andrzeja Kicińskiego z ideą Narodowego Parku Sztuki i Kultury. Tak naprawdę nie mamy nic nowego, co można by do tego dołożyć. A przecież Trakt Królewski, skarpa i jej styk z Wisłą stanowią trzy podstawowe elementy w strukturze przestrzennej Warszawy, które trzeba w mieście wygrać. I to wcale nie musi tak dużo kosztować.
To symptomatyczne, że zebraliśmy się, by rozmawiać o alei Na Skarpie, a rozmawiamy o mieście. To dowodzi, jak ogromną rolę pełni w jego przestrzeni. Przed chwilą usłyszałem, że mieszkańcy pragną pięknego miasta. Moje doświadczenia jako urbanisty jest inne. Może i mieszkańcy tego pragną, ale nie chcą, albo nie potrafią idei upiększania miasta poprzeć. Każdy ambitniejszy plan zagospodarowania jakiejś przestrzeni napotyka na opór. Stykam się tylko z interesami prywatnymi i ludźmi zaciekle walczącymi o każdy centymetr gruntu. Poprzez media trzeba pokazać, że miasto jest wspólną własnością, że trzeba w nim zabiegać o urządzanie przestrzeni publicznych, by było piękne i zielone. To musi w końcu przeniknąć do świadomości polityków.
Pewien berliński urbanista mówił mi, że kiedy przygotowuje plan, od razu pojawiają się u niego politycy. Jak to robisz? - zapytałem. Bo, kiedy ja pracuję nad planem, to u mnie pojawia się polityk tylko wtedy, jeśli on albo kuzyn ma działkę na tym terenie.
Jacek Skorupski, geograf, urbanista z Biura Planowania Rozwoju Warszawy:
- Przestrzeń Krakowskiego Przedmieścia została znakomicie poprawiona. Podobnie można myśleć o al. Na Skarpie. Ale przede wszystkim trzeba chronić zieleń, widoki i ciągłość alei, ustalić, gdzie zabudowa jest niemożliwa. Już 20 lat temu w BPRW zabiegaliśmy o utworzenie obszaru chronionego krajobrazu Skarpy Warszawskiej. Przewodniczącym naszego zespołu był prof. Zygmunt Skibniewski. O skarpie myśleliśmy na całej długości - 25 km od Klarysewa pod Konstancinem do Burakowa koło Łomianek.
Należy zebrać materiały, które już są, i bronić skarpę przed dewastacją. Spójrzmy na olbrzymie bloki w rejonie stacji metra Wilanowska. Niżej, w rejonie dawnej wsi Szopy straszą dzikie wysypiska śmieci. Muszą w końcu powstać plany zagospodarowania z regulacjami, gdzie, co i jak można budować.
Ważne są też działania lokalne, które udrożnią skarpę, zlikwidują bariery, ułatwią poruszanie się po niej rowerzystom, ludziom z dziećmi w wózkach, osobom niepełnosprawnym. Trzeba otworzyć bramę na tyłach Muzeum Wojska Polskiego na park. A w weekendy powinno działać przejście dla pieszych ze światłami między tym muzeum a przystankiem kolei średnicowej Powiśle.
1
2
następne »
-
Chcemy alei Na Skarpie. Jak najszybciej!
rasage
07.10.09, 11:06
Mam nadzieje ze Skarpa zajma sie projektanci przebudowy Krakowskiego Przedmiesca lub lepsi ;-) !Trzeba przywrocic te czesc miasta mieszkancom!»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


