Zamykają kolejne kultowe miejsce na Nowym Świecie

Tomasz Urzykowski
18.12.2009 aktualizacja: 2009-12-17 19:02
A A A Drukuj
Janusz Stodulski, właściciel zamykanego sklepu przy Nowym Świecie Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Najbardziej znany w Warszawie sklep zoologiczny po 63 latach przestaje istnieć. Nowy Świat traci kultowe miejsce odwiedzane przez kilka pokoleń.
SERWISY
Po zwierzaki dla wnuków przyjeżdżała tu żona Władysława Gomułki. Pierwszy prezenter telewizyjny Jan Suzin kupował kanarki, a muzyk Tomasz Stańko zięby australijskie. W Egzotyce bywali Monika Żeromska, znakomity aktor Jan Świderski i tysiące zwykłych warszawiaków. Dziś pozostała tylko garstka najwierniejszych klientów. Dług sklepu wobec miasta przekroczył 100 tys. zł.

- Pracujemy jeszcze do końca roku. Potem zwierzęta wracają do hurtowni, a my oddajemy miastu lokal - zapowiada właściciel sklepu Janusz Stodulski. Przy wejściu wywiesił już pożegnalny list.

Egzotykę założył brat jego babci Adolf Berhardt, absolwent studiów przyrodniczych w Berlinie. Swój pierwszy sklep zoologiczny otworzył w 1936 r. przy Miodowej, gdzie dziś przebiega Trasa W-Z. W rodzinnym archiwum zachowały się z tamtego czasu pieczątki i druki. Rok po wojnie Adolf Berhardt podpisał umowę z miastem na wynajem lokalu na sklep w kamienicy przy Nowym Świecie 41. Pięć rodzin złożyło się na jej odbudowę. Otwarcie Egzotyki w 1947 r. utrwaliła Polska Kronika Filmowa. Sklep stał się atrakcją. Sprzedawał nie tylko kanarki, papugi, chomiki, świnki morskie i rybki, ale też kury i gołębie, warany i legwany, a nawet małpki. Był dystrybutorem pijawek lekarskich, które dostarczał m.in. do Akademii Medycznej we Wrocławiu. Przyjmował do wypchania upolowane zwierzęta. Najlepszy okres przeżywał w latach 60. i 70.

- Ludzie stali przed witryną i patrzyli, co się kłębi w klatkach. To były czasy bez internetu, telewizja raczkowała, mało kto jeździł za granicę. Wiele osób znajdowało u nas swoją niszę - mówi Janusz Stodulski.

Założyciel sklepu zmarł w grudniu 1981 r. Pogrzeb odbył się w przeddzień stanu wojennego. Prowadzenie Egzotyki przejęła jego żona, a cztery lata później pan Janusz, były dziennikarz telewizyjny. Jeszcze w latach 90. zatrudniał sześciu pracowników, teraz pomaga mu tylko ojciec. Poważne kłopoty zaczęły się po 2000 r. Nowy Świat opustoszał, klienci odpłynęli do centrów handlowych, gdzie też są sklepy ze zwierzętami. Kiedyś przed Bożym Narodzeniem Egzotyka sprzedawała jednego kanarka dziennie, teraz - jednego w tygodniu.

Śródmiejski Zakład Gospodarowania Nieruchomościami już pięć lat temu wymówił Stodulskiemu umowę najmu. Gdy w 2006 r. opisaliśmy to w "Gazecie", urzędnicy pozwolili płacić zaległości w ratach. Znalazł się partner biznesowy, który przez pewien czas pomagał utrzymywać sklep. Ta pomoc się jednak skończyła i dług znowu poszedł w górę. Trzy miesiące temu ZGN skierował do sądu wniosek o eksmisję. Równocześnie zamiast 35 zł za m kw. zażądał za bezumowne użytkowanie lokalu 280 zł za m kw.

- To koniec. Nie jestem w stanie płacić za lokal 20 tys. zł miesięcznie - oświadcza Janusz Stodulski. - Nie chciałem zamykać sklepu ze względu na ojca, który tego nie przeżyje. Teraz widzę, że nie mam innego wyjścia.

Burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski nie widzi ratunku dla Egzotyki: - Zgadzam się, że to miejsce kultowe. Sam tam nieraz bywałem i mam do niego duży sentyment. Ale ten sklep nie wytrzymał konkurencji w nowych czasach.

- Mają prawo nas wyrzucić, chociaż jesteśmy cząstką historii Nowego Światu. W Paryżu sklepy, które działają ponad 50 lat w jednym miejscu, uznawane są za dziedzictwo i mają wsparcie państwa. A w Warszawie mojej rodzinie nie wolno było nawet wykupić tego lokalu. Do kamienicy były ponoć jakieś roszczenia, ale zostały już oddalone - żali się właściciel Egzotyki.

Witold Fizyta ze stowarzyszenia Nowy Świat przyznaje, że prawa rynku są nieubłagane, a sklep Egzotyka jest niedoinwestowany i wygląda dużo skromniej niż te w centrach handlowych. - Z drugiej strony trudno nie mieć pretensji do urzędników. Zasłużona rodzina, która sama odbudowywała tę kamienicę, nie miała prawa wykupić sklepu. Zawsze łatwiej walczyć z konkurencją, gdy się jest na swoim - twierdzi.

Przeczytaj także: Hala KDT tania jak barszcz: 100 tys. zamiast 10 mln



Podziel się