Wojna o Pole Mokotowskie trwa. Biznesmen poszedł do sądu

Michał Wojtczuk
18.01.2010 aktualizacja: 2010-01-17 21:47
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel / AG
  • Czerwiec 2009. Rada Warszawy debatuje nad planem zagospodarowania Pola Mokotowskiego
Unieważnić plan zagospodarowania Pola Mokotowskiego - domaga się tego biznesmen, który w ubiegłym roku zbulwersował opinię publiczną, grodząc fragment parku. W tym miesiącu sąd ma rozpatrzyć jego skargę.
SERWISY
- Naszym zdaniem plan zagospodarowania został uchwalony nieprawidłowo. Radni nie mieli pełnej wiedzy na temat konsekwencji, jakie pociąga za sobą przyjęcie tego dokumentu. A to dlatego, że analiza skutków finansowych planu została wykonana aż dwa lata przed jego uchwaleniem - mówi adwokat Paweł Juszkiewicz. Plan uchwalono w połowie 2009 r., a analiza powstała w 2007 r. Przez dwa lata ceny nieruchomości podskoczyły. Dlatego wykazane w analizie wpływy m.in. z podatków od nieruchomości (od firm i instytucji na obrzeżach parku objętym przez plan) oraz wydatki na infrastrukturę techniczną (wykup gruntów, drogi, alejki, place zabaw) nie są aktualne.

Kancelaria Juszkiewicza reprezentuje biznesmena Marka Czeredysa. W 2005 roku za 20 mln zł kupił on czterohektarowy fragment Pola Mokotowskiego położony przy ul. Rostafińskich. Działka stanowiła część parku na Polu Mokotowskim, a w chwili sprzedaży widniała w ewidencji gruntów jako "tereny rekreacyjno-wypoczynkowe". Mimo to inwestor liczył, że zdobędzie zgodę na budowę osiedla trzy- i czteropiętrowych apartamentowców. Jego wnioski o warunki zabudowy kilkakrotnie ratusz odrzucał. Wiosną 2009 r. znużony oczekiwaniem na kolejną odpowiedź biznesmen podjął decyzję o ogrodzeniu działki. Jego adwokaci nie ukrywali, że chodziło o wywołanie oburzenia i zmuszenie urzędników do zajęcia się tematem. Sprawy poszły jednak inaczej, niż oczekiwał Czeredys.

Zbulwersowani warszawiacy zaalarmowali naszą redakcję. Zebraliśmy prawie 15 tysięcy podpisów protestujących przeciwko grodzeniu Pola. W imieniu warszawiaków naciskaliśmy na władze Warszawy, by przyspieszyły prace nad planem zagospodarowania Pola Mokotowskiego. Dokument ten zakazuje grodzenia parku i chroni jego zieleń. Nacisk okazał się skuteczny, plan został uchwalony w ciągu kilku tygodni.

Okazuje się jednak, że biznesmen nie złożył broni i zaskarżył plan. Rozprawa w sądzie administracyjnym zaplanowana jest na 29 stycznia.

Plan jest na lata

W sukurs prawnikom Czeredysa idzie Wojciech Nurek z Polskiej Izby Gospodarczej Rzeczoznawstwa Majątkowego. - Plan uchwalono, posiłkując się informacjami, które straciły świeżość. Nie można prognozować przyszłych zdarzeń na podstawie cen z jednego roku, nie uwzględniając dynamiki cen. Taka analiza skutków finansowych jest wadliwa - oburza się. Uważa, że analizę należało powtórzyć tuż przed uchwaleniem planu.

Inaczej sprawę ocenia Jolanta Przygońska z Okręgowej Izby Urbanistów: - Przepisy nakazują, by analiza była aktualna na dzień wyłożenia, a nie uchwalenia planu - podkreśla. - Plan został zaś wyłożony w grudniu 2007, tylko kilka miesięcy po opracowaniu analizy.

Jej zdaniem nie było potrzeby powtarzać analizy. - Przecież decyzji takich jak wykup gruntów pod drogi nie podejmuje się na następny dzień po uchwaleniu planu. Mogą minąć lata, zanim do tego dojdzie, zapisy planu realizuje się czasami nawet przez dekady. I w międzyczasie ceny nieruchomości się zmienią.

Prawników Czeredysa to nie przekonuje. Czekają na rozprawę. Zresztą nie tylko tę. Czeredys założył bowiem w sądzie jeszcze jedną sprawę. Domaga się, by miasto wykupiło od niego działkę przy Rostafińskich za ponad 200 mln zł. - Nie zamierzamy nic płacić - ucina krótko Marcin Bajko, dyrektor miejskiego biura gospodarki nieruchomościami. Ratusz przekonuje, że nie ma mowy też o odszkodowaniu za utracone korzyści z działki, bo przed wejściem planu w życie biznesmen nie dysponował żadną decyzją dającą mu szansę na jakąkolwiek inwestycję na tym terenie. - Biznesmen z własnej woli kupił za 20 mln zł kawałek parku. Jego sprawa - odpowiadają urzędnicy.

Z dużej chmury mały deszcz

Właściciel gruntu przy Rostafińskiej nie był jedynym przeciwnikiem planu zagospodarowania Pola Mokotowskiego. Po wielekroć o rzekomych błędach w planie i niezgodnym z procedurą trybie jego uchwalania przekonywała firma deweloperska Global Property Inwestment Fund, wieczysty użytkownik terenów klubu sportowego Skra w narożniku Wawelskiej oraz Żwirki i Wigury. Liczyła, że zbuduje tam apartamentowce i biura, w jednej z wersji proponowała nawet ponaddwustumetrowe wieżowce.

Przedstawiciele Global Partners straszyli "nieuchronnym" obaleniem uchwalonego planu przez sąd. Jednak firma w ogóle nie zaskarżyła planu do sądu. Nie pozwała też ratusza o odszkodowanie. Skupia się na walce o uratowanie gruntu na Skrze - miejscy urzędnicy założyli w sądzie sprawę o nieprzedłużenie jej wieczystej dzierżawy, której termin upływa w 2014 r. Ratusz zwraca uwagę, że w umowie dzierżawy istnieje zapis, że dzierżawca ma utrzymywać "w należytym stanie" tereny sportowe, tymczasem stadion Skry jest ruiną. Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.

Przeczytaj także: Pole Mokotowskie uratowane planem



Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Podziel się