Struzik obiecał drogę, ale słowa nie dotrzymał

Dominika Olszewska
22.12.2009 aktualizacja: 2009-12-21 22:34
A A A Drukuj
Marszałek Struzik (z prawej, obok członek zarządu województwa Waldemar Roszkiewicz) podczas październikowego spotkania z mieszkańcami Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Władze Mazowsza nie przewidziały ani złotego w przyszłorocznym budżecie na remont drogi przecinającej Kampinoski Park Narodowy, po której dziś pędzą tiry. - Nie odpuścimy tej sprawy! - zarzekają się mieszkańcy.
Od ponad dwóch lat przez środek parku narodowego, drogą łączącą Kazuń-Leszno każdego dnia przejeżdza tysiące ciężarówek. Pojawiły się w puszczy po remoncie drogi, którą przeprowadził podległy marszałkowi Adamowi Struzikowi (PSL) Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich. Zniknął wówczas znak zakazujący wjazdu tirom. Pod kołami zaczęli ginąć ludzie i zwierzęta.

Jak pisaliśmy w październiku, mieszkańcy założyli Komitet Obywatelski "Puszcza Kampinoska 2009" i zażądali od marszałka wprowadzenia zakaz wjazdu tirów, budowy ścieżek rowerowych, chodników i kładek dla zwierząt. Do ich protestu przyłączyły się władze parku. Marszałek Adam Struzik na spotkaniu z mieszkańcami parku pod koniec października obiecał spełnić te postulaty. Problem w tym, że w przyjętym wczoraj budżecie Mazowsza na 2010 r. nie ma na ten cel ani grosza.

- Obiecywałem tylko postawienie znaku zakazu wjazdu dla tirów. Nic innego! Poza tym wykup terenów pod chodniki i ścieżki oraz budowa kładek dla zwierząt są niezwykle kosztowne - tłumaczy marszałek Struzik.

Tyle że tiry wciąż po parku jeżdżą, choć urząd marszałkowski zapewniał, że znaki zakazu pojawią się przy drodze na początku grudnia. - Marszałek obiecał, więc powinien dotrzymać słowa. Będę tego pilnował. Chodniki, ścieżki rowerowe i przejścia dla zwierząt też muszą powstać - uważa mazowiecki radny Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.

- Wciąż czekamy, aż tiry przestaną rozjeżdżać park. I na chodniki, i kładki. Nie odpuścimy tej sprawy - zapewnia Piotr Kochański ze wsi Kępiaste.

Przeczytaj także: Tiry pędzą przez Kampinos. Ludzie grożą blokadami



Podziel się