Budynki atrialne - arcydzieło wykorzystania powierzchni

Jerzy S. Majewski
14.06.2010 aktualizacja: 2010-06-13 21:22
A A A Drukuj
Jan Maciej Chmielewski w czasie prelekcji Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
  • Jan Maciej Chmielewski w czasie prelekcji
Do środka domów atrialnych przy ul. Orężnej udało mi się wejść po raz pierwszy w życiu. To była największa atrakcja czwartej już edycji festiwalu Otwarte Ogrody na Sadybie.
- Pomysł na festiwal przenieśliśmy z Anglii. W ostatni weekend Otwarte Ogrody odbyły się też w Podkowie Leśnej i Milanówku. Tydzień temu swoje ogrody otwierał Komorów, a we wrześniu Konstancin i warszawskie Włochy - mówi Andrzej Łokaj z towarzystwa Miasto Ogród Sadyba.

W niedzielę o domach atrialnych opowiadał ich mieszkaniec i współprojektant prof. Jan Maciej Chmielewski z Politechniki Warszawskiej. Domy atrialne na Sadybie to arcydzieło wykorzystania powierzchni. Na niewielkiej działce wykrojono 12 budynków z atriami ogrodami. - Gdyby budować je tradycyjnie, z zachowaniem obowiązujących 4 metrów od ściany do granicy działki, takich domów zbudowano by trzy lub cztery. W dodatku z ogródkami małymi jak znaczki pocztowe - przekonywał

Budowla wlokła się przez wiele lat. Od 1968 r. do 1975 r.

- Za późnego Gomułki materiałów budowlanych kupić się nie dało. Nie było nawet piasku. Żeby go zdobyć, trzeba go było ukraść. Profesor Wejchert wpadł na pomysł, by naszą budowę nazwać eksperymentalną. Wtedy już patrzono na nas inaczej. Mieliśmy zielone światło. Na Żeraniu udało się kupić pustaki z gazobetonu. Ktoś skombinował białą cegłę silikatową - mówił. Jego opowieść wzbudziła emocje, gdy zaczął opowiadać o kosztach budowy: - To była stosunkowo tania realizacja. Taki domek kosztował pół miliona ówczesnych złotych, równowartość dzisiejszych 50 zł - wspominał.

- Tak nie wolno liczyć! Wtedy to było 5 tysięcy dolarów. Ja dziesięć lat później zbudowałem dom w Podkowie za 3 tysiące - prostował znany architekt i urbanista Krzysztof Domaradzki.

Cała dyskusja toczyła się w atrium domu Wejchertów, znanych architektów i projektantów kolonii, w której zamieszkali pracownicy Politechniki.

- Tu się naprawdę przyjemnie mieszkało. Atrium jest jak wielki dodatkowy pokój. W ciepłe dni wystarczyło otworzyć szklane drzwi i wyjść do atrium, by znaleźć się w ogrodzie - opowiada córka projektantów Dorota Wejchert-Gajczyk.

W trakcie trzydniowego festiwalu na Sadybie można było też uczestniczyć w ekopikniku dla dzieci, zobaczyć pierwszy po 70 latach publiczny pokaz fotografii archiwalnych wrześniowej obrony fortu na Sadybie w 1939 r., wysłuchać koncertu chopinowskiego, muzyki klezmerskiej, poznać historie miłosne przedwojennych mieszkańców dzielnicy czy obejrzeć wystawę poświęconą architektowi Antoniemu Jawornickiemu, współautorowi projektu urbanistycznego Miasto Ogród Czerniaków, czyli dzisiejszej Sadyby

- W tym roku zrezygnowaliśmy z organizowania konkursu i spaceru po najpiękniejszych ogrodach dzielnicy. Wrócimy do nich za rok - zapowiada Andrzej Łokaj.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się

  • 500.000 zł = 1.250 pensji w roku 1975 felicjan15 14.06.10, 18:29

    W roku 1975 średnia pensja wynosiła ok. 4.000 zł czyli podobnie co i teraz. Dzisiaj ziemia byłaby znacznie droższa niż 40 lat temu natomiast sam koszt budowy w tym materiały niższy. Domy »