Fani "Rancza" pielgrzymują do Wilkowyj, czyli Jeruzala

Grzegorz Szymanik
04.09.2010 aktualizacja: 2010-09-03 17:38
A A A Drukuj
 Na kultowej ławce przed sklepem Maria i Jerzy Dukowie - przyjechali z Siedlec obejrzeć serialowe plenery Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Sklepowa Hanna Gostołek z butelką filmowego 'Mamrota'.
  • Jeruzal - to tu kręcone jest 'Ranczo'
  • Fani 'Rancza' pielgrzymują do wilkowyj
  • Maria i Jerzy Dukowie - przyjechali z Siedlec obejrzeć serialowe plenery
Jak pielgrzymi do Jerozolimy, do Jeruzala ciągną ranczersi z całej Polski. Zwiedzają sklep spożywczo-przemysłowy U Krysi. Zajrzą do szklarni, na plebanię. Zrobią zdjęcia ogródków, kupią tanie filmowe wino
- Zabierze mnie pan do Serialu?

- Że co?

- Ulgowy do Jeruzala.

- Aha. Dzie-ęć zotych.

No, proszę! Za "dzie-eć zotych" bezpośrednim porannym autobusem z szarego, zalanego deszczem placu Zawiszy prosto do Serialu. Przeciskam się do tyłu. Czuję wlepiony w siebie wzrok. Na prawo siedzi ona. W pomarańczowym sweterku. I śmieje się: - Pan to chyba pierwszy raz, co?

Odcinek I: Ranczers w ogródku

Autobus mknie drogą na Mińsk Mazowiecki. Pomarańczowy Sweterek nie chce się przedstawić: - Rodzina i tak się już ze mnie chichra.

Dlaczego się chichra? - Z zawodu jestem urzędniczka, lat 32. Ale zbieram, wycinam z gazet główki wójta i księdza. Jestem ranczersem. Świeżutkim, dopiero od kilku miesięcy.

Jak pielgrzymi do Jerozolimy, do Jeruzala ciągną ranczersi z całej Polski. Zamiast Kopuły na Skale, zwiedzają sklep spożywczo-przemysłowy U Krysi. Zamiast po dzielnicy ormiańskiej, spacerują po rynku. Zajrzą do szklarni i do ośrodka zdrowia. Zrobią zdjęcia ogródków, kupią tanie wino.

"Ranczo" - komediowy serial o małej wsi Wilkowyje i młodej Amerykance, która się do niej sprowadza, o dwóch skłóconych braciach bliźniakach - księdzu i wójcie - o filozofujących smakoszach wina Mamrot z ławki przed sklepem - jest emitowany w TVP od 2006 r. Ogląda go ponad 8 mln widzów. Powstała wersja kinowa. 3 sierpnia rozpoczęły się zdjęcia do piątej serii - to zasługa ranczersów, czyli fanów "Rancza". Słali listy do telewizji i się udało. Bo z ranczersami nie ma żartów. Dużo ich i są dobrze zorganizowani. Prowadzą forum, organizują zloty, zbierają autografy, wymyślają fabuły kolejnych odcinków. Ale najważniejsze dla każdego ranczersa to odbyć pielgrzymkę do Jeruzala.

Odcinek II: Smak Mamrota

- To było tak: pan reżyser Wojciech Adamczyk jechał od Warszawy. Przypadkowo przejeżdżał przez nasz Jeruzal. A tu są i piekarnia, i szkoła, i stary kościół, i sklepik, i rynek. Wszystko ładnie razem - opowiada Barbara Wróblewska, sołtyska Jeruzala. - Więc się zatrzymał i powiedział: Mamy nasze Wilkowyje.

Autobus staje na średniowiecznym rynku, który przypomina, że malutki Jeruzal dawno temu posiadał prawa miejskie. Stoi tu pomalowany w unijne gwiazdki sklep spożywczo-przemysłowy z tablicą "U Krysi. Sklep Więcławskiej". Jestem w Serialu. Przed sklepem z piskiem zatrzymuje się beemka. Dwóch wbiega do sklepu, wracają z butelkami. Na ławeczce robią sobie zdjęcie w żulerskiej pozie. Piją do dna, odjeżdżają.

W sklepie U Krysi mydło i powidło. I pasztetowa, i cukierki, i krem do golenia, i zeszyty. Wszystko jak w telewizji. Aż się człowiek rozgląda, czy kamer nie ma. Tylko za ladą żadna pani Krysia, tylko Hanna Gostołek. Najprawdziwsza sklepowa, a nie udawana. Mamrot, wino pite w serialu przez ławkowych filozofów, kosztuje tu piątaka. Pan Kazik, który w sklepie schronił się przed deszczem, kręci nosem: - Niedobre!

- Skąd wiesz, że niedobre, jak nie pijesz? - złości się Hanna Gostołek.

Na pomysł, żeby z serialowego Mamrota zrobić prawdziwego, wpadł miłośnik serialu z okolic Radomia. Przechytrzył filmowców, zastrzegł znak firmowy. Ruszyła produkcja Mamrota z Wilkowyj. Sprzedawany jest w filmowym sklepie U Krysi. Idzie jak świeże bułeczki. - W zwykły dzień, jak dziś, to się sprzeda kilka, kilkadziesiąt - oblicza Hanna Gostołek. - Ale w weekend albo w dożynki, jak turystów się zwali, to nawet czterdzieści, pięćdziesiąt skrzynek. Każdy ranczers jako suwenir musi Mamrota kupić.

Wychodzę przed sklep i siadam na ławeczce, bo jak inaczej? Etykieta Mamrota: 700 ml "fermentowanego napoju winopodobnego, owocowego, aromatyzowanego" zawiera między innymi aspartam, acesulfam K, azorubinę, siarczyny i inne takie. Ale to nie mineralna - jak powiedzieliby w serialu - tam to dopiero diabli wiedzą, jaką chemię ładują. Korek wyciągnięty zębami, jak należy. Gul, gul. Prawie jak kompot truskawkowy.

Odcinek III: Tablica księdza proboszcza

- Widzę, że Mamrota pan już nabył - ksiądz proboszcz zerka na wystającą z chlebaka szyjkę od butelki.

Kilkanaście metrów od sklepu U Krysi stoi piękny modrzewiowy kościół. Na tablicy, obok ogłoszeń parafialnych i grafiku mszy świętych, przyklejone zdjęcia aktorów: Cezary Żak w sutannie, Artur Barciś w peruce. I wiadomość: w zakrystii można nabyć książkę "Ranczo w Jeruzalu Mińskim" (dochód przeznaczony na porządkowanie terenu wokół kościoła). Są też ranczerskie widokówki i broszury.

Podziel się