Dramat w zamkniętym schronisku. A ludzie wciąż podrzucają
14.02.2011
aktualizacja: 2011-02-14 09:39
Co się stanie z psami, które mieszkają w zamkniętym schronisku w Celestynowie pod Warszawą? - Jak się zrobiło głośno o Celestynowie, że mamy kłopoty, to pod bramy podrzucają nam jeszcze więcej psów. Bo adres poznali
ZOBACZ TAKŻE
- Pies bezdomnych pogryzł rowerzystkę: A co nam zrobicie? (26-08-10, 07:00)
- Nietypowy konwój na ulicach Warszawy: holowali samolot (18-02-11, 11:54)
- Psy hasają po lesie, właściciele nie widzą problemu (20-08-10, 11:00)
- Protest pod ambasadą Chin. A gdyby to był twój pies? (30-07-10, 20:28)
- Zdechł pies zamknięty w aucie. "Tylko na 20 minut" (11-07-10, 15:47)
- Policjanci aresztowali psa: "To dowód rzeczowy" (13-08-11, 12:00)
- "Precz z foliówkami" - w Śródmieściu rozdawali ekotorby (21-03-11, 22:23)
- Często słyszą w schronisku: Poproszę ładnego pieseczka (22-02-11, 08:00)
- Chcieli pomóc psom - wpakowali się w kłopoty (15-02-11, 09:00)
- Psy nienawidzą sylwestra. Ale można im pomóc (30-12-09, 22:12)
- Te psy uratowały życie wielu osobom (03-12-09, 11:00)
- Psy ze schroniska czekają na pomoc (16-09-09, 00:00)
Jest ich pół tysiąca. Wylegują się w spróchniałych kojcach. Skaczą z radości, ujadają zza siatek boksów. Wybiegają z domu, w którym mieści się schroniskowe biuro. Na podłodze, na schodach - wszędzie psie futro. Rozbudzone patrzą z pretensją. Duże, małe. Czarne, białe. Psia komuna. Dwa tysiące łap, a wszystkie na wpół legalnie.
Decyzję o zamknięciu schroniska z powodów sanitarnych podjął powiatowy lekarz weterynarii w Otwocku. Internauci go nie oszczędzają: "Bo najlepiej to zamknąć, a z psami co?". Jednak wiele osób krytykuje lekarza za opieszałość. Od dawna było wiadomo, że schronisko ma problemy. Nie zrobiło nic, by poprawić warunki. Biuro Ochrony Zwierząt Fundacji Argos, która zajmuje się monitorowaniem schronisk, zawiadomiło otwocką prokuraturę. Powiatowego lekarza weterynarii oskarża o tolerowanie nadmiernego zagęszczenia zwierząt. Dyrektorce schroniska Izabeli Działak zarzuca znęcanie się nad nimi (bo trzyma je w nieodpowiednich warunkach i poza klatkami). Sugeruje też, że schronisko odpłatnie przyjmowało psy od hycli, dlatego jest ich tak dużo.
Do sądu - administracyjnego - poszło też Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, właściciel schroniska. Izabela Działak: - Odwołaliśmy się od decyzji o zamknięciu. Może sąd na to spojrzy jakoś rozsądniej?
Jeśli nawet, to schronisko wymaga generalnego remontu. Pieniądze, według dyrektorki się znajdą ("Społeczeństwo jest hojne"), pomoc obiecała też niemiecka fundacja TSV Neuss. Prac nie można jednak zacząć, póki psów jest tak dużo.
Inne schroniska nie mogą ich przejąć, też są przeładowane. Jak najwięcej psów musi więc trafić do adopcji. - Same tu przecież nie przyszły. To ludzie je odrzucili - mówi Izabela Działak. Teraz ludzie powinni je przyjąć z powrotem.
"My to byśmy wszystkie wzięli"
- A patrzcie na tych. Chodzą, rozglądają się. Jak na wystawie pudli rasowych. Odjeżdżają z pustymi rękami. Pewnie na wejściu powiedzieli: "O, my to byśmy wszystkie wzięli". Jak ktoś tak mówi, to wiadomo, nie weźmie żadnego- kiwa głową Izabela Działak, dyrektorka schroniska dla psów w Celestynowie. Teraz jak wszędzie trąbią, że w Celestynowie źle się dzieję, jak plakaty wiszą i jeszcze trwa akcja adopcyjna na Facebooku, po psy przyjeżdża więcej chętnych. To jednak i tak za mało. - A tyle ładnych psów u nas - zachwala Władysława Masna, pracownica schroniska. - Zobaczcie! - zaprasza.
Robimy krok za bramę i jesteśmy w schronisku, którego nie ma. Z każdej strony otula nas psie futro. Radosne pyski, długie czerwone jęzory. Biegają dookoła całą sforą. Inne pozamykane w kojcach szczękają zazdrosne. Pod nogami chrupią poobgryzane kości. Pogoda też zupełnie pod psem. Pada deszcz, pluska błocko. Zapach mokrego futra.
Władysława Masna: - O, to jest Bastyna. W schronisku od dwóch miesięcy. Przywiózł ją właściciel. Znudziła mu się. Teraz cały czas ucieka i go szuka. A tu Zuzia. Mężczyzn nie lubi. Od razu się rzuca do nogi. Może jaki jej co zrobił? W schronisku od roku, ktoś ją tu podrzucił.
Pracownicy się uwijają, taczkami wywożą nieczystości. Kucharz miesza gotowaną paćkę. Psy w boksach czekają na śniadanie. Boksy są duże, ale zniszczone, spróchniałe, przegnite. Teren jest podmokły. Psy taplają się w błocie. Ale są porządnie odkarmione, a niektóre to prawdziwe grubasy.
- Wciąż dostajemy mięso od supermarketów. Póki jest odwołanie w sądzie. Jak wyrok będzie niekorzystny, nie będziemy mieli prawa już go zabierać. Karmę dostarcza nam też Pedigree. Nasze psy nie cierpią głodu - mówi Izabela Działak.
Od 16 lat w schronisku
- A tu Muszka - oprowadza dalej pani Władysława. - I owczarek niemiecki Max, cztery lata. To znaczy ja tak mówię cztery lata, ale czasem to mniej więcej. Kiedy one do nas trafiają, to nie możemy wiedzieć dokładnie. Poznajemy np. po zębach. A to Kama. W schronisku od 16 lat. Tyle co ja.
Izabela Działak: - A Kogut, staruszek, ma 20, to z kolei tyle, ile ja pracuję. No, ja trochę więcej: 21. Koleżanka zaprosiła mnie na zebranie: "Zobaczysz, jak jest" - powiedziała.
Schronisko w Celestynowie działało już wtedy od kilkunastu lat. W latach 70. pani Plechcińska w testamencie ofiarowała budynek i trzy hektary na "dom starości dla zwierząt".
- Przez to ostatnie zamieszanie chciałam odejść, ale potem pomyślałam: co psy winne? Kocham zwierzęta od dziecka. U nas w domu to nawet sowy były i wiewiórki, którym trzeba było pomóc. Sama mam dziś w domu sześć psów i dwa koty. Przylatują też trzy kruki, bo ja w lesie mieszkam. I dziki przychodzą - wylicza Izabela Działak.
Psy ujadają, trudno zrozumieć słowa. Na widok dyrektorki stają się jeszcze głośniejsze. Ona zmęczona Narzeka na pracowników, że trzeba pilnować, żeby byli dla psów dobrzy. I na lekarza weterynarii, że nie przyjechał, nie porozmawiał. - Ale po cichu trochę żałuję tego wszystkiego - mówi. - Byłam nauczycielką w szkole, prowadziłam zajęcia praktyczno-techniczne. Uczniowie bardzo mnie lubili, a ja jak ta głupia zeszłam na psy.
Decyzję o zamknięciu schroniska z powodów sanitarnych podjął powiatowy lekarz weterynarii w Otwocku. Internauci go nie oszczędzają: "Bo najlepiej to zamknąć, a z psami co?". Jednak wiele osób krytykuje lekarza za opieszałość. Od dawna było wiadomo, że schronisko ma problemy. Nie zrobiło nic, by poprawić warunki. Biuro Ochrony Zwierząt Fundacji Argos, która zajmuje się monitorowaniem schronisk, zawiadomiło otwocką prokuraturę. Powiatowego lekarza weterynarii oskarża o tolerowanie nadmiernego zagęszczenia zwierząt. Dyrektorce schroniska Izabeli Działak zarzuca znęcanie się nad nimi (bo trzyma je w nieodpowiednich warunkach i poza klatkami). Sugeruje też, że schronisko odpłatnie przyjmowało psy od hycli, dlatego jest ich tak dużo.
Do sądu - administracyjnego - poszło też Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, właściciel schroniska. Izabela Działak: - Odwołaliśmy się od decyzji o zamknięciu. Może sąd na to spojrzy jakoś rozsądniej?
Jeśli nawet, to schronisko wymaga generalnego remontu. Pieniądze, według dyrektorki się znajdą ("Społeczeństwo jest hojne"), pomoc obiecała też niemiecka fundacja TSV Neuss. Prac nie można jednak zacząć, póki psów jest tak dużo.
Inne schroniska nie mogą ich przejąć, też są przeładowane. Jak najwięcej psów musi więc trafić do adopcji. - Same tu przecież nie przyszły. To ludzie je odrzucili - mówi Izabela Działak. Teraz ludzie powinni je przyjąć z powrotem.
"My to byśmy wszystkie wzięli"
- A patrzcie na tych. Chodzą, rozglądają się. Jak na wystawie pudli rasowych. Odjeżdżają z pustymi rękami. Pewnie na wejściu powiedzieli: "O, my to byśmy wszystkie wzięli". Jak ktoś tak mówi, to wiadomo, nie weźmie żadnego- kiwa głową Izabela Działak, dyrektorka schroniska dla psów w Celestynowie. Teraz jak wszędzie trąbią, że w Celestynowie źle się dzieję, jak plakaty wiszą i jeszcze trwa akcja adopcyjna na Facebooku, po psy przyjeżdża więcej chętnych. To jednak i tak za mało. - A tyle ładnych psów u nas - zachwala Władysława Masna, pracownica schroniska. - Zobaczcie! - zaprasza.
Robimy krok za bramę i jesteśmy w schronisku, którego nie ma. Z każdej strony otula nas psie futro. Radosne pyski, długie czerwone jęzory. Biegają dookoła całą sforą. Inne pozamykane w kojcach szczękają zazdrosne. Pod nogami chrupią poobgryzane kości. Pogoda też zupełnie pod psem. Pada deszcz, pluska błocko. Zapach mokrego futra.
Władysława Masna: - O, to jest Bastyna. W schronisku od dwóch miesięcy. Przywiózł ją właściciel. Znudziła mu się. Teraz cały czas ucieka i go szuka. A tu Zuzia. Mężczyzn nie lubi. Od razu się rzuca do nogi. Może jaki jej co zrobił? W schronisku od roku, ktoś ją tu podrzucił.
Pracownicy się uwijają, taczkami wywożą nieczystości. Kucharz miesza gotowaną paćkę. Psy w boksach czekają na śniadanie. Boksy są duże, ale zniszczone, spróchniałe, przegnite. Teren jest podmokły. Psy taplają się w błocie. Ale są porządnie odkarmione, a niektóre to prawdziwe grubasy.
- Wciąż dostajemy mięso od supermarketów. Póki jest odwołanie w sądzie. Jak wyrok będzie niekorzystny, nie będziemy mieli prawa już go zabierać. Karmę dostarcza nam też Pedigree. Nasze psy nie cierpią głodu - mówi Izabela Działak.
Od 16 lat w schronisku
- A tu Muszka - oprowadza dalej pani Władysława. - I owczarek niemiecki Max, cztery lata. To znaczy ja tak mówię cztery lata, ale czasem to mniej więcej. Kiedy one do nas trafiają, to nie możemy wiedzieć dokładnie. Poznajemy np. po zębach. A to Kama. W schronisku od 16 lat. Tyle co ja.
Izabela Działak: - A Kogut, staruszek, ma 20, to z kolei tyle, ile ja pracuję. No, ja trochę więcej: 21. Koleżanka zaprosiła mnie na zebranie: "Zobaczysz, jak jest" - powiedziała.
Schronisko w Celestynowie działało już wtedy od kilkunastu lat. W latach 70. pani Plechcińska w testamencie ofiarowała budynek i trzy hektary na "dom starości dla zwierząt".
- Przez to ostatnie zamieszanie chciałam odejść, ale potem pomyślałam: co psy winne? Kocham zwierzęta od dziecka. U nas w domu to nawet sowy były i wiewiórki, którym trzeba było pomóc. Sama mam dziś w domu sześć psów i dwa koty. Przylatują też trzy kruki, bo ja w lesie mieszkam. I dziki przychodzą - wylicza Izabela Działak.
Psy ujadają, trudno zrozumieć słowa. Na widok dyrektorki stają się jeszcze głośniejsze. Ona zmęczona Narzeka na pracowników, że trzeba pilnować, żeby byli dla psów dobrzy. I na lekarza weterynarii, że nie przyjechał, nie porozmawiał. - Ale po cichu trochę żałuję tego wszystkiego - mówi. - Byłam nauczycielką w szkole, prowadziłam zajęcia praktyczno-techniczne. Uczniowie bardzo mnie lubili, a ja jak ta głupia zeszłam na psy.
-
Urzędników od cholery!
bamber0
14.02.11, 10:32
Problem bezpańskich i pańskich zwierząt dotyczy całej Polski. A w urzędach wydziały ochrony środowiska, lekarze weterynarii kilku szczebli, komisje, straże miejskie itp. I co? I nic! Gdyby »
-
Dramat w zamkniętym schronisku. A ludzie wciąż ...
villianna
14.02.11, 10:36
Oto jak wygląda polski "miłośnik zwierząt". Sterylizować zwierząt nie wolno, bo po coś te narządy są potrzebne i wysterylizowanemu zwierzęciu zmieni się charakter, utyje i będzie »
-
Dramat w zamkniętym schronisku. A ludzie wciąż ...
meggy47
15.02.11, 21:21
Nie wiem czy ja jeszcze za swego zycia doczekam, kiedy Polska wyjdzie z ciemnogordu i zacznie sterylizywac zwierzeta, koty, psy. Czy to tak trudno zrozumiec ze im mniej narodzin tym mniej »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]








