Niestety, znowu musimy poruszyć ten temat. Chodzi o styl, w jakim pani prezydent Hanna
Gronkiewicz-Waltz rozstaje się ze swoimi pracownikami. Zwracaliśmy już na to uwagę przy zmianach na stanowiskach dyrektorów warszawskich teatrów. Przypomnijmy choćby jedną historię - szefów Teatru Dramatycznego Anny Sapiego i Piotra Cieślaka. Najpierw dostali list z gratulacjami od pani prezydent, która objęła patronatem jubileusz Teatru Dramatycznego, "jednego z najważniejszych i najbardziej prestiżowych, cieszących się artystyczną renomą ośrodków teatralnych w
Warszawie i Polsce", a zaraz potem wymówienie bez konkretnych, merytorycznych uzasadnień. Formułka przy tego typu zwolnieniach jest zawsze taka sama: "Utrata zaufania", a potem już zamknięte drzwi i zero dyskusji.
Podobnie, z zaskoczenia, zwolniona została 28 listopada Renata Czarnkowska-Listoś, wicedyrektor miejskiego biura kultury, szefowa zespołu przygotowującego kandydaturę
Warszawy w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Na tym prestiżowym stanowisku pracowała zaledwie pół roku, ale już udało jej się sporo zrobić. Wraz z zespołem przygotowała strategię, logo i film promujący naszą kandydaturę.
Nie wszystko było idealne, punktowaliśmy to zresztą na naszych łamach. Nie powiodła się próba stworzenia centrum informacji kulturalnej IQ 2016 na pl. Konstytucji. Strona internetowa prezentująca naszą kandydaturę też pozostawia wiele do życzenia.
Czarnkowska-Listoś w dniu zwolnienia z pracy nie usłyszała jednak od swojego pracodawcy konkretnych zarzutów, ale że "ma trudny charakter i nie umie pracować w zespole". Tak właśnie uzasadnił decyzję pani prezydent rzecznik miasta
Tomasz Andryszczyk w wypowiedzi dla "Gazety".
Nieoficjalnie mówi się, że pretekstem do zwolnienia Czarnkowskiej-Listoś był film promujący kandydaturę Warszawy - z Pałacem Kultury widzianym z pola kapusty, barami mlecznymi, blokami i grafficiarzami. Dowcipny i niekonwencjonalny, zaakceptowany zresztą przed odpowiedzialnego za kulturę współpracownika Hanny Gronkiewicz- Waltz Adama Leszkiewicza. Film na pierwszym pokazie publicznym 8 listopada na kongresie Europejskiego Forum Sztuki i Dziedzictwa zebrał bardzo dobre oceny. Dzień później zaprezentowano go dziennikarzom. I tu już opinie były podzielone, ale też z przewagą na tak (zdecydowanie negatywnie ocenił go "Dziennik"). Dopiero gdy "Fakt" 19 listopada napisał w sensacyjnym tonie o Czarnkowskiej-Listoś, że: "Chce zrobić z nas głąbów", i zażądał od Hanny Gronkiewicz-Waltz zwolnienia podwładnej, nagle atmosfera zgęstniała. Pani prezydent natychmiast poprosiła o wyjaśnienia na piśmie, które jeszcze nie zdążyły trafić na jej biurko, a już Czarnkowska-Listoś dostała wymówienie. "Fakt" zatriumfował: "Kapuściana głowa poleciała. Już nie poniży mieszkańców stolicy. Brawo, pani prezydent!".
Teraz biuro prasowe miasta może nas długo przekonywać, że pani prezydent nie pracuje pod dyktando "Faktu". Bo póki nie usłyszymy merytorycznej oceny pracy Renaty Czarnkowskiej-Listoś, tak to właśnie wygląda.