Ziuta Grabecka

Miłka Kanicka
08.02.2010 aktualizacja: 2010-02-08 20:50
A A A Drukuj
Pożegnanie (23 marca 1920 - 6 grudnia 2009)
Przez wiele lat przechodziłam koło Jej drzwi nieświadoma, że tu mieszka.

Na naszym piętrze wszyscy się znali, pożyczaliśmy sobie szklankę mąki i składaliśmy życzenia świąteczne. Ci, co mieszkali wyżej i niżej, byli sąsiadami, którym mówiło się tylko "dzień dobry".

Gdy zostałam sama, przestałam się spieszyć, przystawałam, rozmawiałam.

Wtedy poznałam Ziutę. Pogodna, życzliwa, zawsze uśmiechnięta i zawsze ciepła, przyjazna.

Tylko raz weszła na moje drugie piętro, zwykle ja zbiegałam do Niej.

Ziuta kochała książki, czytała je i zachwycała się nimi. Lubiła książki biograficzne, historyczne, kochała Kresy - choć się z nich nie wywodziła. Rozmawiałyśmy o ich losach godzinami - ja z Kresów pochodzę.

Nigdy o nikim nie mówiła źle, zawsze znajdowała wytłumaczenie dla ludzkich słabości, dla ich przywar. Była życzliwa, umiała słuchać, znała życie.

Lubiłam, gdy opowiadała o swojej młodości, o rodzinie, rodzeństwie.

Życie nie było zawsze dla niej łaskawe, przeżyła tragedię - ale nie było w Niej cienia goryczy, żalu.

Kochała ludzi.

Gdy stan Jej zdrowia się pogarszał, gdy pobyty w szpitalu były coraz częstsze - nie narzekała, nie skarżyła się, zawsze znajdowała ciepłe słowa o opiekujących się nią lekarzach i pielęgniarkach.

I uśmiechała się tymi pogodnymi, niebieskimi oczami dziecka.

Uśmiechała się do końca...

Ziuta, dziękuję Ci, że byłaś. Dziękuję, że mogłam do Was przychodzić. Dziękuję, że zawsze miałaś dla mnie czas i serce.

Dziękuję Ci za każdy Twój uśmiech.

Podziel się