Lesław Porczak
08.02.2010
aktualizacja: 2010-02-08 20:59
To, że już Go nie ma - jest wciąż nieprawdopodobne. Bez Leszka świat teraz będzie gorszy, bo nie będzie Kogoś, kto tak bezwarunkowo kochał ludzi. Będzie gorszy bez Jego zawsze pogodnej twarzy, uśmiechu, dystansu do siebie, poczucia humoru i dobroci. Bo Leszek był wyjątkowy, pomimo tych kilku ułomności, jakie posiadał, jak każdy człowiek.
Poznaliśmy się sto lat temu, kiedy szczytem elegancki była kurtka z Turcji, buty z NRD i kolacja w Victorii. Ale jednocześnie przegadaliśmy setki wieczorów, spędziliśmy razem wiele świąt, imienin, urodzin. Za nami tysiące godzin śmiechu, ale też niemało godzin łez. Przez te lata zmienialiśmy miejsca, samochody, knajpy, znajomych, przybywało nam doświadczeń i kolejnych zmarszczek. Ale nasza przyjaźń zawsze była czymś niezmiennym, pomimo jakichś tam sukcesów, porażek, czy chwil trudnych w życiu. Pogoda ducha Leszka zawsze była zaraźliwa i nawet w latach chudych pomagał innym.
Miał swoje miejsce na ziemi. To nie była Warszawa, ale Pieczarki na Mazurach. Dom pod lasem, z wielkim bocianim gniazdem. Wędki stojące w kącie. Zawsze włączony telewizor. Iwa w kuchni, Ala czytająca coś na tarasie. A On zawsze z papierosem, uśmiechnięty, wrośnięty w swoje Mazury. Wieczorem grill, siódma kawa, jeśli alkohol, to czysta wódka i rozmowy o życiu, o głupotach, o planach. Jesteśmy tam z Nim, grzejemy się nie przy grillu, ale przy Jego dobroci, serdeczności, wsparciu.
Leszek całe swoje życie zawodowe związał z poligrafią, na której znał się jak mało kto. Wiele lat prowadził własną firmę Printcard i jako pierwszy prywatny przedsiębiorca sprowadził do swojej firmy czterokolorowego Haidelberga. W każdym miejscu w Polsce można było kupić imieninowe, urodzinowe, świąteczne kartki z Printcard. Leszek jako jeden z pierwszych zaczął drukować "Walentynki". Wymyślił i na własny koszt zrealizował akcję "Pocztówka do Świętego Mikołaja". Bo też jak mało kto niezwykle wrażliwy był na potrzeby drugiego człowieka, a w szczególności dzieci.
Nigdy o siebie nie dbał, nienawidził lekarzy, zakazów, recept. Kolejny papieros, kolejna kawa. I to Jego serce. Musiało być niebotycznych rozmiarów. Iwę kochał tak, jak niewielu facetów kocha swoje żony z wieloletnim stażem, tak jak się kocha raz w życiu. Uwielbiał swoją córkę Alusię, dumny z jej osiągnięć szkolnych, ale też dumny z jej wrażliwości, uzdolnień, zainteresowań. Kochał też Hanię, Grażynę, mamę Alę, Marka, Wojtka, Piotrka, swoich Braci. Ale przez nas wszystkich też był kochany, bo kochać Go było łatwo. Naszego Leszka, takiego Leszka jedynego na całym świecie. Zasnął w fotelu przy kawie, z palącym się papierosem, jak zawsze w taki sposób, by nie absorbować swoją osobą najbliższych.
Poznaliśmy się sto lat temu, kiedy szczytem elegancki była kurtka z Turcji, buty z NRD i kolacja w Victorii. Ale jednocześnie przegadaliśmy setki wieczorów, spędziliśmy razem wiele świąt, imienin, urodzin. Za nami tysiące godzin śmiechu, ale też niemało godzin łez. Przez te lata zmienialiśmy miejsca, samochody, knajpy, znajomych, przybywało nam doświadczeń i kolejnych zmarszczek. Ale nasza przyjaźń zawsze była czymś niezmiennym, pomimo jakichś tam sukcesów, porażek, czy chwil trudnych w życiu. Pogoda ducha Leszka zawsze była zaraźliwa i nawet w latach chudych pomagał innym.
Miał swoje miejsce na ziemi. To nie była Warszawa, ale Pieczarki na Mazurach. Dom pod lasem, z wielkim bocianim gniazdem. Wędki stojące w kącie. Zawsze włączony telewizor. Iwa w kuchni, Ala czytająca coś na tarasie. A On zawsze z papierosem, uśmiechnięty, wrośnięty w swoje Mazury. Wieczorem grill, siódma kawa, jeśli alkohol, to czysta wódka i rozmowy o życiu, o głupotach, o planach. Jesteśmy tam z Nim, grzejemy się nie przy grillu, ale przy Jego dobroci, serdeczności, wsparciu.
Leszek całe swoje życie zawodowe związał z poligrafią, na której znał się jak mało kto. Wiele lat prowadził własną firmę Printcard i jako pierwszy prywatny przedsiębiorca sprowadził do swojej firmy czterokolorowego Haidelberga. W każdym miejscu w Polsce można było kupić imieninowe, urodzinowe, świąteczne kartki z Printcard. Leszek jako jeden z pierwszych zaczął drukować "Walentynki". Wymyślił i na własny koszt zrealizował akcję "Pocztówka do Świętego Mikołaja". Bo też jak mało kto niezwykle wrażliwy był na potrzeby drugiego człowieka, a w szczególności dzieci.
Nigdy o siebie nie dbał, nienawidził lekarzy, zakazów, recept. Kolejny papieros, kolejna kawa. I to Jego serce. Musiało być niebotycznych rozmiarów. Iwę kochał tak, jak niewielu facetów kocha swoje żony z wieloletnim stażem, tak jak się kocha raz w życiu. Uwielbiał swoją córkę Alusię, dumny z jej osiągnięć szkolnych, ale też dumny z jej wrażliwości, uzdolnień, zainteresowań. Kochał też Hanię, Grażynę, mamę Alę, Marka, Wojtka, Piotrka, swoich Braci. Ale przez nas wszystkich też był kochany, bo kochać Go było łatwo. Naszego Leszka, takiego Leszka jedynego na całym świecie. Zasnął w fotelu przy kawie, z palącym się papierosem, jak zawsze w taki sposób, by nie absorbować swoją osobą najbliższych.
Najczęściej czytane24 htydzień
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Mucha nie siada: będzie biegła dookoła Narodowego!
- Pośród ruin pasą się kozy. Nieznane zdjęcia z odbudowy
- Mucha nie siadła. Przebiegła Stadion Narodowy [ZDJĘCIA]
- Pożar w Śródmieściu - jedna osoba nie żyje
- Kibice Legii przeszli pod Narodowy. "Zakpili" z policji i nie zrobili zadymy [MINUTA PO MINUCIE]
- Czytelnicy o "paście": radni robią pośmiewisko
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Unikalna osada fabryczna sprzed 100 lat. Zobacz zdjęcia
- Deweloper: "oaza luksusu". Mieszkańcy idą do sądu
- Nietypowa knajpa. Sam oceń ile zapłacisz za jedzenie


