- PO dryfuje w stronę SLD. Partia z solidarnościowymi korzeniami nie może swoim autorytetem odbudowywać pozycji postkomunistów - oznajmił podczas wczorajszej konferencji prasowej Wojciech Dąbrowski, szef warszawskiego PiS-u.
Jego zdaniem PO i PiS mają wspólny, solidarnościowy rodowód. Dlatego powinny współpracować. - Proponujemy Platformie lokalne porozumienie na rzecz rozwoju Warszawy- mówił Dąbrowski, ale nie potrafił powiedzieć, na czym konkretnie ten pakt miałby polegać.
Oba ugrupowania mają własnych kandydatów na prezydenta Warszawy. Z PiS-u wystartuje Kazimierz Marcinkiewicz, Platforma wystawi byłą prezes NBP.
Może więc chodzi o wspólne listy kandydatów na radnych? - dopytywali się dziennikarze. Też nie. Jeśli PiS zawiąże przedwyborczą koalicję, to z LPR lub Samoobroną. Ale na pewno nie z PO.
Co więc PiS tak naprawdę proponuje PO? - Lokalną współpracę w radzie miasta i zarządach stołecznych dzielnic po wyborach. Po to, by stworzyć stabilne zaplecze nowemu prezydentowi, którym zostanie nasz Kazimierz Marcinkiewicz - mówił Dąbrowski.
- To jakiś żart - komentuje propozycję PiS-u Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem PiS już dwa razy oszukał w Warszawie PO. Pierwszy raz po wyborach samorządowych w 2002 r. - Wtedy mimo porozumienia ekipa prezydenta Lecha Kaczyńskiego szukała kompromitujących teczek na naszych działaczy i przy pierwszej okazji zerwała koalicję, wchodząc w układ z LPR. W zeszłym roku PiS mamił nas obietnicami koalicji po wyborach parlamentarnych. Bylibyśmy naiwni, wierząc, że teraz partia braci Kaczyńskich chce nas potraktować poważnie - mówi była szefowa NBP.
Zapowiada, że przed wyborami żadnych rozmów z warszawskim PiS-em nie będzie. - Mówienie o naszym rzekomym zbliżeniu do SLD to nonsens. Nie wystartujemy razem w wyborach. To PiS ma koalicję z Samoobroną, którą można określić mianem partii lewicowej i postkomunistycznej - oburzają się działacze warszawskiej PO.
Źródło: Gazeta Wyborcza