http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Warszawa >  Bielany

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Dziesiątki osób czekały na lekarzy na oddziale ratunkowym

dżek
2009-11-13, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 10:35

Szef NFZ zmienił zarządzenie ws. leczenia chemioterapią niestandardową
Szef NFZ zmienił zarządzenie ws. leczenia chemioterapią niestandardową
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG

- Horror przypominało oczekiwanie wczoraj wieczorem na przyjęcie na oddziale ratunkowym szpitala na Bielanach - poskarżył się Alertowi24 internauta z Warszawy. - Mieliśmy wyjątkowo ciężko ostry dyżur, tak bywa - tłumaczy szpital.

Internauta Jack był wczoraj po południu w szpitalu na warszawskich Bielanach, do którego trafiła po wypadku jego dziewczyna - Pomiędzy godz. 17.30 a 19.30 nie pojawił się w izbie przyjęć nikt, kto zająłby się pacjentami. Do dwóch recepcjonistek ustawiła się kilkudziesięcioosobowa kolejka. Chorzy musieli czekać, zabrakło miejsc siedzących. Widziałem staruszki i kobietę w zaawansowanej ciąży, które nie miały gdzie usiąść - napisał na Alert24 Jack.

Dzwonię na policję

- Zadzwoniłem na policję. Moim zdaniem doszło do sytuacji zagrożenia zdrowia i życia osób przebywających w tej poczekalni. Tłumaczyli mi, że powinienem zwrócić się do lekarzy albo ordynatora - piekli się Alertowicz - Po około 30 minutach zgodnie z moimi przewidywaniami, zemdlał jeden z oczekujących pacjentów. Na szczęście udzielono mu natychmiast pomocy - opisuje Jack. Jak jest w innych szpitalach? Wypowiedz się na naszym alertowym forum

Szpital tłumaczy: ostry dyżur

W czwartki lecznica na Bielanach ma ostry dyżur. To tu trafiają osoby po wypadkach (na SOR, tzw. "czerwoną część") z całego terenu miasta. - System może niedoskonały, ale tak jest - tłumaczy nam Krzysztof Jarząbek, kierownik działu organizacji i nadzoru szpitala bielańskiego.

W części tzw. zielonej znajdują się pacjenci, którzy przyszli do szpitala po urazach, z bólem brzucha, wysoką temperaturą. Tam też jest przeprowadzana analityka i diagnostyka - pobierana jest krew, robione są zdjęcia RTG, USG. Część z osób, które czekają na konsultację lekarską w ogóle na oddział ratunkowy nie powinna trafić. To przypadki dla lekarzy rodzinnych - tłumaczy Jarząbek.

W "zielonej" jest zawsze największy tłok. Tam też czekają rodziny ofiar wypadków na wiadomości o swoich bliskich, którzy są np. w części "żółtej", gdzie zakłada się im gips albo są szyte rany.

Tajemnicza kamera

Dziewczyna Alertowcza, która po wypadku trafiła na SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy), opowiadała nam, że lekarz, który ją badał miał przypięty mikrofony, a obok stał człowiek z kamerą. Kręcili film? - zastanawiała się.

Robimy dokument o lekarzach

Od pół roku w szpitalu na Bielanach kręcony jest dokument "Dyżur". W czwartki wieczorem można go zobaczyć w TV Puls. To zapis tego, co się dzieje na SOR.

Czy to możliwe, żeby obecność kamery tak utrudniła pracę szpitala? - My pracujemy tylko na SOR-ze, do którego ludzie nie mają dostępu. Skupiamy się na pracy tamtego personelu i nie przeszkadzamy. Nie mamy np. dodatkowych reflektorów, a wszystko kręcimy małą kamerą. Od lekarza i pacjenta zależy, czy rejestrujemy badanie - tłumaczy nam Marcin Kwiatkowski, producent programu.

Jak to wygląda z jego strony? - To są emocje, ludzie się denerwują, gdy muszą zbyt długo czekać. Dla mnie najlepszym dowodem, że szpital nie ma nic do ukrycia, jest to, że zgodzili się, żeby film był u nich realizowany - dodaje Kwiatkowski.

Czwartek gorszy niż wszystkie

- Ten pan miał wyjątkowego pecha - tłumaczy prof. Wojciech Zgliczyński, internista.

W czwartek na SOR na Bielanach pracowało na ostrym dyżurze urazowo-wypadkowym 6 lekarzy (2 internistów, endokrynolog, chirurg ogólny, chirurg-ortopeda i anestezjolog). Przyjęto 221 pacjentów, z czego 125 było "urazowych", czyli po wypadkach. Aż 53 z nich trafiło na oddziały. Karetki przyjeżdżały co 16 minut - To był jeden z cięższych dyżurów, choć bywały gorsze - tłumaczy prof. Zgliczyński.

System jest taki, że najpierw leczone są ofiary wypadków z części tzw. czerwonej, potem jest "żółta", a na samym końcu "zielona". - Dlatego dla osób, które tam czekają - a jest ich najwięcej - teoretycznie nic się nie dzieje - mówi prof. Zgliczyński.

Dlaczego więcej szpitali nie ma ostrego dyżuru? Przyczyna prosta - nie wszystkie szpitale mogą przyjąć pacjentów z urazami wielonarządowymi, poza tym brakuje kadry, a na dodatek - a jakże - pieniędzy.

- Na oddziały ratunkowe trafiają chorzy, którzy powinni iść do lekarza pierwszego kontaktu, ale kiedy ich coś boli wolą iść do specjalisty. To logiczne. Co poradzimy na to, że system jest taki, że SOR-y są niedoinwestowane i brakuje w nich chętnych do pracy na "polu walki" za niezadowalającą pensję? - rozkłada ręce profesor.

Źródło: Alert24.pl

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.3

20 głosów