Nie odstraszał jesienny chłód ani mocno sfatygowany entourage - w niedzielę, 14 października, na murawę Stadionu Dziesięciolecia wbiegł szwajcarski performer Massimo Furlan. W ciągu kilkudziesięciu następnych minut był Zbigniewem Bońkiem z legendarnego meczu Polska - Belgia rozegranego w czasie mistrzostw świata w 1982 r. Polska rozgromiła wówczas Belgię 3:0 (z mundialu wróciliśmy z brązowym medalem).
Dwadzieścia pięć lat później na Stadionie Dziesięciolecia były hymny obydwu reprezentacji, był profesjonalny komentarz Tomasza Zimocha - mistrza wśród piłkarskich sprawozdawców, kibicie dopingowali, a Boniek/Furlan samotnie biegał, kiwał i strzelał bramki. To nie była pierwsza stadionowa akcja 40-letniego Massima Furlana. Wcześniej odegrał już piłkarskie One Man Show we Włoszech, Szwajcarii i na paryskim Parc des Princes. Wszędzie wykorzystywał techniczne możliwości, jakie daje nowoczesny stadion: telebimy, doskonałe nagłośnienie, rozsuwany dach. W Warszawie postawił na wyobraźnię widzów. Nie zawiódł się.
Zabawne były reakcje i samych widzów, i serwisów informacyjnych, które odnotowywały to wydarzenie zarówno w rubrykach sportowych, jak i kulturalnych. Akcja "Boniek!" była jednym z wydarzeń "Finisażu Stadionu Dziesięciolecia i Jarmarku Europa", zorganizowały ją fundacja Laury Palmer i fundacja Bęc Zmiana pod kuratorską opieką Joanny Warszy.
A w pamięci zapisze się jako wydarzenie mocno absurdalne, acz wprawiające w pogodny nastrój.
Mówi Tomasz Zimoch, sprawozdawca sportowy, uczestnik akcji "Boniek!": - Kiedy zwrócono się do mnie z prośbą o wzięcie udziału w tym nietypowym piłkarskim meczu, byłem ogromnie zdziwiony. Nie jestem zwolennikiem komentowania widowiska sportowego oglądanego w TV, tym bardziej widowiska sprzed lat. Z grzeczności zadałem autorkom akcji pytania - po co to wszystko, choć cisnęły się na usta nieco inne stwierdzenia. Jednak gdy opowiedziano mi o Massimo Furlanie, jego zawodowym szaleństwie, od razu go polubiłem i zapaliłem się do pomysłu.
Jednocześnie to było wyzwanie dla sprawozdawcy. Trzeba było przenieść się w czasie do roku 1982. Nie mogłem np. o Bońku powiedzieć nic więcej niż tylko, co było aktualne do mistrzostw w Hiszpanii. Nie mogłem "nauczyć się" komentowania, nie oglądałem wcześniej zapisu spotkania Polska - Belgia, bo najgorsze dla sprawozdawcy jest wyuczenie się czegoś na pamięć.
Odświeżyłem swoje archiwum, przesiedziałem sporo czasu w czytelni, przeglądałem prasę z tamtych lat. Na ile mogłem, starałem się pomóc głównemu aktorowi. To była przyjemność, frajda. Uśmiecham się , jak przypominam sobie pierwszą rozmowę na temat tego przedsięwzięcia. Moja mina wyrażała ogromna rezerwę. Dzisiaj, gdy o tym mówią, zapalam się niczym Boniek w tym pamiętnym spotkaniu na mistrzostwach świata w Hiszpanii.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna