Al volo
23.03.2007
aktualizacja: 2007-03-21 23:25
Dawna Ploteczka zamieniła się dzisiaj w prościutką włoską restaurację
RAPORTY
Bez Chmielnej to ja sobie Warszawy nie umiem wyobrazić. Nawet za czasów PRL-u, gdy nosiła miano lewicowego bojowca Henryka Rutkowskiego miała swój niepodważalny czar. (dopiero teraz przyjrzałem się życiorysowi Rutkowskiego, który wraz z Władysławem Hibnerem i Władysławem Kniewskim został stracony za zamach na policjanta będącego agentem służb specjalnych II RP w ruchu komunistycznym; w latach PRL-u ich imiona nosiły krzyżujące się ze sobą ulice w centrum miasta, na których rozegrały się tragiczne wydarzenia tamtego napadu). Przemierzam Chmielną kilka razy dziennie. A to w kierunku Trafficu, a to na pogaduchy do Mercer'sa. A to na przekąskę do Officyny, a to na gorące pączki z różą do Pawłowicza. A to na filiżankę czekolady do Czekolady, a to pozachwycać się oficerkami u Kielmana. A to popatrzeć na refleksy światła w kryształkowych żyrandolach w sklepie Kare, a to poodkrywać na nowo uroki Cepelii. W trakcie tych wędrówek od kilku tygodni coraz bardziej uwierała mnie pusta przestrzeń w miejscu, gdzie od zawsze królował café bar Ploteczka. Jego ostatnie przeistoczenie w grecką tawernę nie było szczęśliwym rozwiązaniem, ale to naprawdę grzech, by w pępuszku naszego miasta świecił wyłącznie jarzeniówkami lokal tak charakterystyczny. Nie, on nie jest porzucony - przez ogromne okna widać, że w środku w równym ordynku stoją drewniane stoliki, przy nich żółte i czarne plastikowe krzesełka, w głębi spina się do boju dobrze zaopatrzony bar. I tylko jakoś brakuje chętnych do batalii. Minął tydzień, dwa, trzy, minął miesiąc, pojawiły się transparenty krzyczące wielkimi literami ,,Al volo Bar & Restaurant otwarte", a wewnątrz ciągle cisza. No cóż, poczułem się w końcu jako nieszczęsny Ordon, od którego zależy los tej ważnej reduty warszawskiej gastronomii. I wstąpiłem na obiad.
Dawna Ploteczka zamieniła się dzisiaj w prościutką włoską restaurację, tak prostą, że niektórym kojarzyć się może wręcz ze stołówką. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom i natychmiast przystępujcie do oblężenia. Nie znajdziecie tu jednak ani pizzy (uff, dzięki temu nie wychodzi się stąd jak z wędzarni), ani lasagne (drugie uff za oryginalność). Zjecie za to pyszny posiłek złożony z ciabatt, bruschett, sałat, antipasti, past i secondi. Z całego menu radzę ominąć jedynie zupy, które choć obfite i solidne, to przysypane furą szybko mięknących grzanek zamieniają się po chwili w jakieś niejadalne paciaje. Fundamentalistycznych wrogów tłustości mogą też zniechęcać tutejsze ciabatty i bruschetty, ale ja, szczęśliwie, do tego akurat spisku nie należę. I z pełnym przekonaniem zachwycałem się bułami wypełnionymi z barokowym nadmiarem: a to sałatką z grillowanej papryki, smażonej cukinii, orzechów, sera, świeżej bazylii i mięty (Caprina - 13 zł), a to masłem z anchois, kaparami, pietruszką i suszonymi pomidorami (Siciliana - 11 zł). Równie smakowite wydały mi się zapieczone pod plastrami sera bruschetty z karczochami i boczkiem (Affumicata - 13 zł) lub z anchois (Acciuga - 10 zł).
Generalnie kucharz Al volo preferuje włoszczyznę w stylu bardziej północnym, czego dowodzą także makarony. Miękkie, może nawet trochę zbyt miękkie, gnocchi otulił sosem orzechowym, smażonym boczkiem i liśćmi szpinaku (24 zł), zaś do papardelli dodał rozgotowane niemal do poziomu włókien ragout z kaczki (24 zł). Jedno i drugie bardzo smaczne i oryginalne. Kreatywności nie zabrakło mu przy filecikach z soli (30 zł) glazurowanych zieloną zasmażką z bułki tartej i pesto oraz przy tagliata di manzo (30 zł), czyli paskach usmażonego cienkiego rostbefu, doprawionego balsamico. Nie do pogardzenia są także paski piersi kaczej (35 zł) marynowanej w czerwonym winie, nieco mniej natomiast smakowało towarzyszące im ziemniaczane purée, zapieczone w formie mdłego placka.
A gdy już ochłoniecie po ataku na kuchnię Al volo nie przegapcie deserów: ogromnego domowego tiramisu z orzechami (14 zł) oraz delikatnego i rzadkiego w naszych knajpach kremu chantilly (14 zł). I przez wielkie okna zachwycajcie się teatrem ulicy Chmielnej. Z rogu Brackiej dochodzą ryki dzikich zwierząt biorących udział w widowiskach istniejącej tam na przełomie XVIII i XIX wieku Hecy, kilka metrów stąd uciekający przed policjantami Rutkowski zabija przez przypadek studenta Aleksandra Kempnera, a uczniowie świętujący pierwszy dzień wiosny wesoło zaczepiają przechodniów.
Al volo, ul. Chmielna 27/31, tel. 0 22 499 39 79, można płacić kartą
Dawna Ploteczka zamieniła się dzisiaj w prościutką włoską restaurację, tak prostą, że niektórym kojarzyć się może wręcz ze stołówką. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom i natychmiast przystępujcie do oblężenia. Nie znajdziecie tu jednak ani pizzy (uff, dzięki temu nie wychodzi się stąd jak z wędzarni), ani lasagne (drugie uff za oryginalność). Zjecie za to pyszny posiłek złożony z ciabatt, bruschett, sałat, antipasti, past i secondi. Z całego menu radzę ominąć jedynie zupy, które choć obfite i solidne, to przysypane furą szybko mięknących grzanek zamieniają się po chwili w jakieś niejadalne paciaje. Fundamentalistycznych wrogów tłustości mogą też zniechęcać tutejsze ciabatty i bruschetty, ale ja, szczęśliwie, do tego akurat spisku nie należę. I z pełnym przekonaniem zachwycałem się bułami wypełnionymi z barokowym nadmiarem: a to sałatką z grillowanej papryki, smażonej cukinii, orzechów, sera, świeżej bazylii i mięty (Caprina - 13 zł), a to masłem z anchois, kaparami, pietruszką i suszonymi pomidorami (Siciliana - 11 zł). Równie smakowite wydały mi się zapieczone pod plastrami sera bruschetty z karczochami i boczkiem (Affumicata - 13 zł) lub z anchois (Acciuga - 10 zł).
Generalnie kucharz Al volo preferuje włoszczyznę w stylu bardziej północnym, czego dowodzą także makarony. Miękkie, może nawet trochę zbyt miękkie, gnocchi otulił sosem orzechowym, smażonym boczkiem i liśćmi szpinaku (24 zł), zaś do papardelli dodał rozgotowane niemal do poziomu włókien ragout z kaczki (24 zł). Jedno i drugie bardzo smaczne i oryginalne. Kreatywności nie zabrakło mu przy filecikach z soli (30 zł) glazurowanych zieloną zasmażką z bułki tartej i pesto oraz przy tagliata di manzo (30 zł), czyli paskach usmażonego cienkiego rostbefu, doprawionego balsamico. Nie do pogardzenia są także paski piersi kaczej (35 zł) marynowanej w czerwonym winie, nieco mniej natomiast smakowało towarzyszące im ziemniaczane purée, zapieczone w formie mdłego placka.
A gdy już ochłoniecie po ataku na kuchnię Al volo nie przegapcie deserów: ogromnego domowego tiramisu z orzechami (14 zł) oraz delikatnego i rzadkiego w naszych knajpach kremu chantilly (14 zł). I przez wielkie okna zachwycajcie się teatrem ulicy Chmielnej. Z rogu Brackiej dochodzą ryki dzikich zwierząt biorących udział w widowiskach istniejącej tam na przełomie XVIII i XIX wieku Hecy, kilka metrów stąd uciekający przed policjantami Rutkowski zabija przez przypadek studenta Aleksandra Kempnera, a uczniowie świętujący pierwszy dzień wiosny wesoło zaczepiają przechodniów.
Al volo, ul. Chmielna 27/31, tel. 0 22 499 39 79, można płacić kartą
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- Walentynkowy wtorek w Warszawie [NA ZYWO]
- O męża najłatwiej w Rembertowie. O dziecko w Wilanowie
- Walentynki w Warszawie w restauracjach i klubach. Dla par i singli
- Tutaj wyjdziesz z metra. Dokładne lokalizacje [ZDJĘCIA]
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?


