Euforia

Maciej Nowak
08.06.2007 aktualizacja: 2010-11-23 16:22
A A A Drukuj
No cóż, Euforia w przesadną euforię mnie nie wprowadziła. W ponurawym wnętrzu przypominającym opustoszały klub studencki z przełomu lat 80. i 90. dudni głośna muza, jest duszno od kuchennych zapachów, a menu grube niczym książka telefoniczna od razu znać daje, że łatwo nie będzie.
No cóż, Euforia w przesadną euforię mnie nie wprowadziła. W ponurawym wnętrzu przypominającym opustoszały klub studencki z przełomu lat 80. i 90. dudni głośna muza, jest duszno od kuchennych zapachów, a menu grube niczym książka telefoniczna od razu znać daje, że łatwo nie będzie. Nie umiem zrozumieć, skąd u naszych gastronomików ten pęd do komponowania jadłospisów jak na rzymskie bachanalia. To jakaś nuworyszowska chęć imponowania obfitością, a nie jakością oferty. Przecież jest jasne, że proponując kilkadziesiąt pozycji, większości z nich nie da się zapewnić odpowiedniej świeżości. Przygotowane dużo wcześniej czekają w zamrażarkach długo, bardzo długo, a czasem za długo na ten szczęsny moment, gdy pojawi się amator perliczki z dufinkami czy giczy cielęcej (26 zł). A chwile takie nadchodzą naprawdę rzadko. I tutaj rodzi się pytanie bardziej generalne: po co w ogóle gicz cielęca albo golonka w piwie w restauracji, która szczyci się, jak wynika z opisu w menu, klubową atmosferą? Kawał giry młodego byczka to specjał na sute posiady w biesiadnej karczmie i w ogóle nie pasuje do śródmiejskiej miejscówki z lansiarskimi ambicjami. Nie czepiam się samej giczki, która skądinąd przygotowana została bez zarzutu, dręczy mnie kompletny brak wyczucia stylu u osoby, która decydowała o kształcie karty. Jej bezmyślny układ sprawia, że autentyczny talent miejscowego szefa kuchni idzie w dużym stopniu na marne. W powodzi nudnych, albo źle dobranych potraw łatwo przeoczyć pyszną kulę mozzarelli zawiniętą w plaster szynki parmeńskiej (31 zł), opieczoną w piekarniku i wydaną na pokrojonych świeżych warzywach. Tego rewelacyjnego pomysłu może nikt nie zauważyć, bo komu chce się przedzierać przez nieprzebyte zapory z pospolitych polędwiczek wieprzowych w sosach kurkowym, kaparowym, szpinakowym, steków, kurczaków, szaszłyków wołowych i sznycli. W tej lawinie banału umkną też uwadze wyjątkowo dobre żeberka w miodzie (15 zł) oraz pachnąca intensywnie pomarańczami luzowana, pieczona kaczka (25 zł), zakamuflowana zresztą w rozdziale Kurczak. Warto też docenić pyszny sos orzechowo-winny, podawany z płatkami polędwicy wołowej, choć klienci Euforii z pewnością bardziej interesować się będą makaronami (przyzwoite) i plackiem z gulaszem po węgiersku (21 zł - od biedy ujdzie).

Skąd mój brak wiary w tutejszą publiczności? Otóż Euforia na swoje nieszczęście mieści się w pasażu Wiecha, ostatecznie zarżniętym dla miasta przez zeszłoroczną przebudowę. Niestety, nie umiem w sobie odnaleźć tyle entuzjazmu dla tego przedsięwzięcia, co moi znakomici koledzy, zajmujący się w "Gazecie Stołecznej" krytyką architektoniczną. Z zapuszczonego, brudnego - to prawda - założenia w stylu minimal artu lat 60. stworzono coś o wdzięku i proporcjach betonowego kanionu z porzuconą linią wysokiego napięcia. Ludzie w moim wieku, wychowani na romantyce wielkich budowli komunizmu, Biełomorkanału czy Bajkalsko-Amurskiej Magistrali, mogą sobie jeszcze z tego żartować, ale inni po prostu uciekli. Pasaż Wiecha jest opustoszały, szary i kuriozalny z dekoracjami fasady domów towarowych wykonanymi z siatki maskującej. Myślę, że błąd tkwi w złej ocenie funkcji tej ulicy. Wbrew pozorom nie jest to bowiem stołeczne corso (tę funkcję spełnia równoległy chodnik przy Marszałkowskiej i ulica Chmielna), lecz zaułek, zaplecze wielkomiejskiego świata, gdzie czas i przestrzeń powinny meandrować, przystawać i zawieszać się. Świetnie czuli to projektanci sprzed 40 lat, tworząc ciąg kwietników i wyrafinowanych modernistycznych pergoli w guście Gio Pontiego, które z biegiem czasu oczywiście uległy okrutnej dewastacji. Dziś zamiast kameralnej uliczki mamy monumentalną, nieprzytulną i prowadzącą donikąd pustą aleję. Nie chce się po niej spacerować, nie chce się umawiać na randki ani odwiedzać lokali. W całym pasażu Wiecha można zresztą się ich doliczyć raptem aż dwóch, a jakaś zadowolona z siebie miejska kancelistka doniosła kilka dni temu, że zlikwidowała ostatnie budki z hamburgerami. Czy komuś poza pobliską restauracją Pizza Hut przeszkadzają stoiska z gorącymi kanapkami? Czy swoich imbissów wstydzi się Berlin? Czy kiosków z naleśnikami wypiera się Paryż, a Wiedeń przegania ulicznych handlarzy z piecykami do kasztanów? Takie drobiazgi tworzą czar wielkich metropolii. Warszawscy urzędnicy tego nie czują. W efekcie w mieszczącym się w samym centrum miasta pasaż Wiecha zapędzają się dzisiaj tylko zagubieni przechodnie oraz przyjezdni z planami miasta w ręku. Nie udawajmy, że tego typu publiczność ma jakieś większe aspiracje gastronomiczne. W Euforii czuć to, niestety, bardzo dotkliwie.

Euforia, ul. Złota 11 (wejście od pasażu Wiecha), czynne od godz. 10.30, tel. 0 22 828 22 10, można płacić kartą



Podziel się

  • Re: Euforia literatpolski 28.06.07, 02:03

    Czy p Nowak pisalby w takim samym wicowym stylu o "romantyzmie wielkich piecow hitlerowskich "?Ta zludna, "dowcipna " nostalgia za komunizmem, zemsci sie kiedys na nas ( a raczej na naszych »