Obsessja

Maciej Nowak
24.07.2007 aktualizacja: 2010-11-23 16:17
A A A Drukuj
Nowo otwarta restauracja na rogu Belwederskiej i Sulkiewicza
Zaczynam tracić cierpliwość do art déco. Ten styl w architekturze i projektowaniu form użytkowych powstał w połowie lat 20. ubiegłego stulecia jako reakcja na perwersje secesji, przesyt wiktorianizmu i inne przejawy drobnomieszczańskiej estetyki ówczesnego życia codziennego. Moda na art déco powróciła jakieś dziesięć lat temu i odegrała identyczną rolę jak 70 lat wcześniej dała wytchnienie po nuworyszowskich aranżacjach poprzedniej dekady. Klarowne geometryczne kompozycje, powściągliwe ornamenty z trójkątów i rombów, szlachetne materiały pozwalały zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza po tych wszystkich przesłodzonych, przytulnych ,,gemütlich'' wnętrzach, które pojawiły się w Polsce wraz z rozwojem kapitalizmu. I to w zreanimowanym art déco było sexy. Pamiętam spisane w tym miejscu moje zachwyty nad Nu Jazz Bistro na Żurawiej czy Deco Kredensem na Ordynackiej, których projektanci pięknie rozwijali założenia art déco. Minęło kilka lat i, niestety, jego impet i czar wygasł - stał się kolejnym językiem zaanektowanym przez drobnomieszczaństwo. Czuć to boleśnie w nowo otwartej restauracji Obsessja na rogu Belwederskiej i Sulkiewicza, pełnej odniesień do art déco. Nie, to nie jest wnętrze złe, jego szykowność, przestrzenność, wygodne meble z pewnością będą się podobać bogatej publiczności. Ale brakuje już tej podniecającej przed laty surowości formy. Art déco zarasta już pluszem, tyje i traci linię.

Nie można tego powiedzieć o J., który towarzyszył mi podczas tej wyprawy. Jest smukły niczym trzcina i dodatkowo katuje się jakąś modną dietą, by zrzucić tajemnicze wałeczki tłuszczu. Wizyta w Obsessji w walce z wałeczkami z pewnością mu nie pomogła, bo mimo zarzekania się, że będzie się tylko przyglądać, nie wytrzymał i złamał swe dietetyczne śluby. A zdarzyło to się przy podanym w pucharku na wysokiej nóżce olśniewającym bukiecie zielonych sałat, cytrusów, kopru włoskiego i grillowanych krewetek (25 zł). A gdy już raz pękł, to dalej nie mógł się pohamować. W pełni go rozumiem, bo kucharz Obsessji jest rzeczywiście Kubicą gastronomii. Gotuje wedle Formuły 1. Należałoby zainstalować baterię słoneczną, by nie marnować energii płynącej z błysku oczu tych, którzy wkładają do ust zrobioną przez niego pierś kurczaka w sosie czekoladowym (31 zł). Nie ma banalniejszego dziś mięsa niż drobiowy filet, a jednak w Obsessji uczyniono zeń arcydzieło: mięsisty, soczysty kurzy przodek został diagonalnie ponacinany, usmażony na masełku na złocisty kolor, a następnie udekorowany gęstym sosem z gorzkiej czekolady. Wstrząsające! Podobnie jak salzburski suflet z ubitej piany (19 zł), rumiany i bujny, podlany sosem z truskawek. Wobec panoszącej się w naszym mieście tyranii tiramisu suflet ów należy do najbardziej rewolucyjnych i radykalnych deserów Warszawy. To suflet na sztandary!

Sałatka z krewetek, kurczak w czekoladzie i suflet to trzy szczyty Obsessyjnej kuchni. Ale pozostałe potrawy też godne są uwagi: świetny dorsz zapiekany w warzywach i ziołach (27 zł), smażony turbot z grzybami (29 zł), carpaccio z czerwonego tuńczyka (28 zł), delikatne pierożki z cielęciną podawane z filiżanką barszczu esencjonalnego niczym krew (19 zł) oraz rzadkie w naszych knajpach przegrzebki smażone ze szpinakiem, czosnkiem i parmezanem (26 zł). Mniej przekonania mam wobec trochę niewyraźnej zupy rakowej oraz medalionów cielęcych, które zamiast na obiecywanych w menu kluseczkach pietruszkowych wydano na banalnym makaronie.

Powab utracony przez art déco kucharz Obsessji rekompensuje w trójnasób. Tworzy dania z pogranicza afrodyzjaków. Pełne blasku i dobrej energii. Możecie mi wierzyć. Przecież nie byłem tam sam.

Obsessja, ul. Sulkiewicza 11 (róg Belwederskiej, vis-a-vis ambasady Federacji Rosyjskiej), tel. 0 22 684 21 15, www.obsesja.pl, czynne od 12 do 24



Podziel się