Mars & Venus

Maciej Nowak
29.05.2009 aktualizacja: 2010-11-23 15:00
A A A Drukuj
Wola, ul. Leszno 14
Kolejny lokal na Woli i kolejny raz dojmujące poczucie opuszczenia. Wokół nowoczesna zabudowa, biurowce, hotele, zapchane arterie, a jednak już koło godz. 20 kelner przypomina, że czas zamykać. Nie dziwię się, bo też i komu chciałoby się wieczorem zaglądać w te rozwalone urbanistycznie okolice, pourywane znienacka ciągi kamienic, poszarpane przez wojnę ulice? Niby rozwidlenie Okopowej i Leszna, ale konia z rzędem temu, kto wytłumaczy, dlaczego właściwie nie można tego traktować jako ronda Towarowej i alei "Solidarności". Przestrzennej logiki nie znajdziecie tu żadnej. Raczej jedną wielką bliznę po dawnej dzielnicy i jej wymordowanych mieszkańcach. Gdy prawie dwa lata temu pisałem w podobnym tonie o lokalu na Muranowie, wywołało to sporo emocji, a ja poczułem się, jakbym oberwał pałą przez łeb. Jeden z czytelników sugerował, bym skupił się na meritum i roztkliwiał "nad serdelkami czy kotletami restauratorów i nad niczym więcej". Przypomniał, że "przedwojenny koloryt i barwność tej dzielnicy, o której tak pan pisze w zachwycie, to może smród i barbarzyństwo azjatyckie? Nie pomyślał pan o takiej alternatywie, dla mnie akurat oczywistej?". Przyznam, że aż mnie wtedy przygięło, ile złości tkwi w warszawiakach starszego pokolenia i jak skrupulatnie liczone są nadal rachunki krzywd.

Wracam zatem do serdelków i kotletów, tak będzie bezpieczniej. Mars & Venus pozycjonuje sam siebie w kategorii barków lunchowych, choć w innej okolicy prawdopodobnie miałby szansę na nieco bardziej bujną karierę. Minimalistyczny i gustowny wystrój, dla którego punktem wyjścia są trzy pomarańcze ułożone na oświetlonej wnęce w ścianie, zachęca do dłuższych posiadów. Również spójne i treściwe menu, wzbogacane specjałem dnia wypisanym na tablicy nad barem, świadczy jak najlepiej o filozofii tego miejsca. Arcydzieł nie zarejestrowałem, spotkałem za to porządne kulinarne rzemiosło.

Najsłabiej wypadły krewetki. W obu wersjach - z marynowanym imbirem i z czosnkiem na klarowanym maśle - były zaledwie poprawne i trochę chuderlawe. 28,90 zł za sześć sztuk wydaje się ceną nieco wygórowaną. Lepiej zaprezentowały się sałatki. Wprawdzie wszystkie skomponowane były na tym samym miksie zielonych liści dosmaczanych kawałkami truskawek, ale przynajmniej dodatków nie pożałowano. Cieszyłem się z odkrycia wśród zieleniny sporych porcji surowego tuńczyka czy smażonej wątróbki. W wersji sałatkowej dużo bardziej opłaca się też zamówić krewetki. Jest ich również sześć, a kosztują tylko 17,50 zł.

Niewyraźna uwertura przeszła w bardzo solidną część koncertową. Dzięki lekcjom J. wysilę się na bon mot, że to może nie Bach, ale przynajmniej Johann Friedrich Fasch. Zresztą rozumcie to, jak chcecie. Mnie smakowały filety z kurczaka w sosie ze słodkiego krupniku z winogronami (23,90 zł), pyszne pierogi z farszem cielęcym (18 zł) oraz wyśmienity makaron z mieloną jagnięciną podprawiany czymś słodkawym i czerwonym jednocześnie (19 zł). Nie zawiedziecie się też na tagliatellach z łososiem i kaparami (19 zł) oraz zaskakująco świeżym jak na poniedziałkowy wieczór smażonym sumie w białym sosie (24,90 zł). Jedyne, przed czym przestrzegam, to tortilla z rzekomo delikatnym nadzieniem z raków (23,90 zł). Z delikatnością nie miało to nic wspólnego, a rybny zapaszek zwiastował, że raczki pierwszą wiosnę miały już dawno za sobą.

Przyzwoity lokal w smutnej dzielnicy. Wielkiej wiosny to nie czyni, ale zawsze dobrze wiedzieć, że na Woli znajdują się miłe schroniska dla bywalców.

Mars & Venus, ul. Leszno 14, tel. 022 535 64 22, można płacić kartą, czynne do godz. 20, szef kuchni: Krzysztof Grodzki



Podziel się