Five

Maciej Nowak
05.06.2009 aktualizacja: 2010-11-23 14:59
A A A Drukuj
Śródmieście, ul. Grzybowska 5
Książek i artykułów o niedobrym jedzeniu w McDonald's i innych tego typu sieciach fastfoodowych napisano bez liku. I co z tego? Lokale z klaunem w logo pękają w szwach i nikt sobie nic nie robi z wymądrzań kulinarnych krytyków. Na naszym lokalnym rynku równie złą opinią znawców cieszą się restauracje Sphinx i Chłopskie Jadło. A że w knajpach tych panuje duża rotacja personelu, to wrażenia mądralińskich recenzentów wzbogacane są efektownymi szczegółami byłych i rozżalonych pracowników. Czy ma to jakikolwiek wpływ na obroty Sphinxa? Najmniejszego. Firma otwiera nowe lokale, a w już istniejących trzeba nierzadko czekać w kolejce na wolny stolik. Analogiczny będzie pożytek również z tego tekstu, czyli żaden. Cóż z tego, że napiszę, że w restauracji Five na Grzybowskiej podają najbardziej koszmarny stek Warszawy (41 zł)? Sadystycznie rozbity, a może nawet - rozdeptany, wysmażony na wiór i ociekający tłuszczem. Ale gdy w karcie napisanej w stylu amerykańskich dinersów rekomenduje się ten strzęp zmasakrowanej wołowiny jako soczysty i obdarza dopiskiem ,,hit!'', to jasne, że publiczność będzie zadowolona. I jest zadowolona. W niewielu warszawskich lokalach w poniedziałkowy wieczór widziałem taki ruch jak w Five na początku tego tygodnia.

Tajemnica tkwi w skutecznym marketingu oraz ułożeniu karty pod masowe gusta. A że Polacy doceniają, gdy na talerzu jest dużo, mokro, zawiesiście i troszkę po włosku, to właśnie takie dania przygotowuje się na Grzybowskiej. Tutejsza pizza (17-30 zł w zależności od ingrediencji), obwołana nie wiadomo przez kogo ,,najlepszą w mieście'', jest tylko daleką powinowatą oryginalnej włoskiej. To raczej nieodrodna córuchna polskiej pizzy osiedlowej: pulchna, ciągliwa, ciężko dysząca pod naporem dodatków i spocona na pomidorowo i czosnkowo. Komu mało, może sobie dolać jeszcze więcej sosu z dzbanuszków stojących na stole. To dopiero uczta, gdy wszystko kapie i łatwo się dziamga! Ulubieńcem naszych smakoszy są też ciężkie sosy serowe. W Five opatulają one m.in. naleśniki wypełnione kurczakiem i szpinakiem (,,nasze sławne'' - 25,50 zł) oraz pierś drobiową nadziewaną serem camembert. Generalnie to trochę bez sensu, bo sos jest na bazie sera niebieskiego, który średnio komponuje się z camembertem, ale znów można sobie przyjemnie podziamgać. I poddać się sugestii, że oto na stole pojawił się ,,hit!''. Jeżeli już jeść kurczaka, to radziłbym skusić się na niehitowe udko kurczaka (37 zł) w marokańskim jakoby sosie na bazie curry, cytryny i oliwek. Mniej przekombinowane, a dużo bardziej interesujące. Tylko dlaczego takie drogie?

Śmietanowe sosy królują oczywiście w pastach. Różnią się od siebie niewiele i zasadniczo są w pełni jadalne. Z jednym wszak wyjątkiem. Lasagne z mięsem (również ,,hit!'' - 23 zł) nadaje się do uszczelniania akwariów, a nie konsumpcji. Konsystencję brei, tyle że pomidorowej, miała również aztecka zupa z nachos, mozzarellą, awokado i ,,kolędrą'' (,,hit!'' - 17 zł). Ortografii czepiać się nie będę, od lekarza można przecież wydębić zaświadczenie o dysgrafii zwalniające ze sprawdzianów ortograficznych. Dla braku smaku wytłumaczenia jednak żadnego nie ma. Dodanie awokado do potrawy gorącej jest zwykłym przestępstwem. To wbrew naturze tego pysznego warzywa. Pulpa z tomatów była też podstawą portugalskiej niby-zupy z owocami morza (13 zł). Przepis na nią jest prosty - weź pudełko przecieru, wrzuć mrożonkę frutti di mare. Przyprawiać nie trzeba. Gruby Nowak i tak będzie kaprysił, a ludność zje wszystko. Five rules. Taka jest kibiców wola.

Five, ul. Grzybowska 5, tel. 022 402 31 91, www.fiverestaurant.eu





Podziel się