Vinarius
12.06.2009
aktualizacja: 2010-11-23 14:59
Śródmieście, ul. Bednarska 28/30
Z zupełnie niezrozumiałych powodów oszałamiająco piękne sklepy dawnego Towarzystwa Dobroczynności na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Bednarskiej cierpią na gastronomiczną migotliwość. Restauracyjne szyldy zmieniają się tam jak w kalejdoskopie i słowo daję, że tym razem to nie moja wina. O każdej z działających tu knajp pisałem z sympatią, ale najwyraźniej to za mało, by zapewnić im dłuższą karierę. Czy Vinarius przełamie złą passę, nie mam zielonego pojęcia, ale z całą pewnością wpisuję sobie ten lokal do karneciku i bywać tu będę. Jest tu smacznie i nadzwyczaj pięknie.
Vinarius to połączenie sklepu z winami z restauracją. Obok sushi barów to najmodniejszy dzisiaj w Warszawie gatunek gastronomiczny. W sklepie wybierasz samodzielnie butelkę wina, którą przekazujesz kelnerowi. Ten w zależności od potrzeb schładza ją lub natychmiast otwiera, doliczając korkowe w wysokości 30 proc., co wydaje się stawką bardzo przyjazną. Szczególnie gdy tak jak my traficie na obłędne prosecco, od którego nie da się wyzwolić przed wysuszeniem piątej butelki. Wtedy cenową życzliwość odczuwa się szczególnie. Masz poczucie, że nie wszystkich dotknęła jeszcze znieczulica na elementarne potrzeby ludzkości. Bo zimne prosecco, o idealnie wyważonej smakowej harmonii, mocne i żywiołowe, z pewnością do nich należy. Zwłaszcza w gorące czerwcowe popołudnie.
Do wina zamawiamy dania wypisane kredą na tablicy. W Variusie nie ma stałej karty, menu jest uzależnione od kaprysu kucharza, plam na słońcu i hurtowni zaopatrujących wszystkie warszawskie knajpy. To skądinąd poważny problem, że nasza gastronomia działa pod dyktando hurtowników. W większości lokali znajdujemy identyczne produkty: krewetki, sole, łososie, filety wołowe, polędwiczki wieprzowe i kurczacze piersi. Mało który lokal poczytuje sobie za punkt honoru znalezienie własnego dostawcy z ofertą, której nie ma konkurencja. A gastronomia rozpoczyna się od dobrego i wyjątkowego produktu. Wyczarowanie z nudnego zestawu sola/łosoś/kurczak jakiegoś bardziej oryginalnego zjawiska kulinarnego jest niemal niemożliwe. Dlatego trzeba nauczyć się cieszyć drobiazgami, takimi jak na przykład urzekający sos pieprzowo-truskawkowy podany do steku wołowego (57 zł) czy salsa z czerwonych grejfrutów towarzysząca łososiowi (41 zł). W ogóle cały obiadowy repertuar Vinariusa zdominowany był w zeszłym tygodniu przez wiosenne, zielono-owocowe kompozycje. Dużo sałat garnirowanych truskawkami, mięsa z grilla i bardzo dobre desery. Do tej pory wydawało mi się, że najlepszą Pannę Kotkę serwuje Renato w Mella verde. Byłem jednak w błędzie. Do Renato nadal będę chodził na najlepszy stek w mieście, czyli wielką i pyszną costatę, ale białą leguminę, w której czuć wyraźnie świeżą śmietankę, jadać już będę wyłącznie w Vinariusie.
Vinarius, ul. Bednarska 28/30, www.restauracjavinarius.pl, można płacić kartą, tel. 0-22 828 88 61

Vinarius to połączenie sklepu z winami z restauracją. Obok sushi barów to najmodniejszy dzisiaj w Warszawie gatunek gastronomiczny. W sklepie wybierasz samodzielnie butelkę wina, którą przekazujesz kelnerowi. Ten w zależności od potrzeb schładza ją lub natychmiast otwiera, doliczając korkowe w wysokości 30 proc., co wydaje się stawką bardzo przyjazną. Szczególnie gdy tak jak my traficie na obłędne prosecco, od którego nie da się wyzwolić przed wysuszeniem piątej butelki. Wtedy cenową życzliwość odczuwa się szczególnie. Masz poczucie, że nie wszystkich dotknęła jeszcze znieczulica na elementarne potrzeby ludzkości. Bo zimne prosecco, o idealnie wyważonej smakowej harmonii, mocne i żywiołowe, z pewnością do nich należy. Zwłaszcza w gorące czerwcowe popołudnie.
Do wina zamawiamy dania wypisane kredą na tablicy. W Variusie nie ma stałej karty, menu jest uzależnione od kaprysu kucharza, plam na słońcu i hurtowni zaopatrujących wszystkie warszawskie knajpy. To skądinąd poważny problem, że nasza gastronomia działa pod dyktando hurtowników. W większości lokali znajdujemy identyczne produkty: krewetki, sole, łososie, filety wołowe, polędwiczki wieprzowe i kurczacze piersi. Mało który lokal poczytuje sobie za punkt honoru znalezienie własnego dostawcy z ofertą, której nie ma konkurencja. A gastronomia rozpoczyna się od dobrego i wyjątkowego produktu. Wyczarowanie z nudnego zestawu sola/łosoś/kurczak jakiegoś bardziej oryginalnego zjawiska kulinarnego jest niemal niemożliwe. Dlatego trzeba nauczyć się cieszyć drobiazgami, takimi jak na przykład urzekający sos pieprzowo-truskawkowy podany do steku wołowego (57 zł) czy salsa z czerwonych grejfrutów towarzysząca łososiowi (41 zł). W ogóle cały obiadowy repertuar Vinariusa zdominowany był w zeszłym tygodniu przez wiosenne, zielono-owocowe kompozycje. Dużo sałat garnirowanych truskawkami, mięsa z grilla i bardzo dobre desery. Do tej pory wydawało mi się, że najlepszą Pannę Kotkę serwuje Renato w Mella verde. Byłem jednak w błędzie. Do Renato nadal będę chodził na najlepszy stek w mieście, czyli wielką i pyszną costatę, ale białą leguminę, w której czuć wyraźnie świeżą śmietankę, jadać już będę wyłącznie w Vinariusie.
Vinarius, ul. Bednarska 28/30, www.restauracjavinarius.pl, można płacić kartą, tel. 0-22 828 88 61

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

