Filtry Café

Maciej Nowak
19.06.2009 aktualizacja: 2010-11-23 14:57
A A A Drukuj
Ochota, ul. Niemcewicza 3
Nazwisko Naomi Klein musi być sennym koszmarem właścicieli i menedżerów Starbucksa. Odkąd w "No Logo" porównała ich kawiarnie do wirusa, który zabija wszystkie lokale w promieniu kilkuset metrów, każdy publicysta opisujący rynek gastronomiczny czuje się zobowiązany przytoczyć ten pogląd. Również ja. Tyle że sprawa wydaje mi się trochę bardziej skomplikowana, bo przynajmniej w Warszawie, pojawienie się Starbucksa na Nowym Świecie raczej zamknęło pewien proces, niż go zainicjowało. I dobicie działającej nieopodal legendarnej Bajki było tylko gestem rytualnym. Przypominało chełpliwe potrząsanie dzidą z nabitą głową wroga, a nie rzeczywisty akt agresji. Wszystko i tak dokonało się wcześniej i dziś na Nowym Świecie nie uświadczycie już ani jednej kafeterii niesieciowej.

Warszawa głowę pod topór kawiarni serwujących kawę w tekturowych kubkach złożyła sama, i to prawie 10 lat temu. Na samym początku próbowałem nazywać je kawiarniami mlecznymi, jako że z połączenia kawy i mleka (na szkodę alkoholu!) zrobiły swój główny atut. Pierwszym lokalem tego typu, wyraźnie sformatowanym na wzór Starbucksa, była Mała Czarna na rogu Hożej i Marszałkowskiej otwarta na przełomie wieków. Dopiero teraz widzę, jak paradoksalny był to szyld, bo zamiast małej czarnej podawano tam głównie duże bure. Miejscówkę tę powitałem, nucąc piosenkę Mieczysława Fogga o Marszałkowskiej i śniąc sen o życiu mieszkańców Manhattanu, którzy dzień rozpoczynają od parzenia sobie ust kawą na wynos. Dziś trochę się tego wstydzę, ale przynajmniej mary już mnie opadły. A na przykład takiego prof. Hausnera krojącego polską kulturę na miarę prowincjonalnego amerykańskiego college'u ciągle trzymają.

Niezależnie od ideologicznych uwikłań model kawiarni mlecznej warszawska gastronomia przerobiła po swojemu. Bo nie da się ukryć, że jest on ciekawym kontrapunktem dla tradycyjnej kawiarni wiedeńskiej z obsługą kelnerską, mikroskopijnymi stolikami i filiżankami kawy jak dla lalek, podawanymi w towarzystwie szklanki wody. Dzisiaj człowiek sukcesu nie zadowoli się homeopatycznymi dawkami hebanowego naparu. Dzisiaj kawę pijemy na bogato, obficie, najlepiej w porcjach nie mniejszych niż ćwierć litra. I stąd zawrotna kariera samoobsługowych lokali z menu wypisanym na ścianie ponad głowami barmanów, z ladą zastawioną paterami chrupkich ciast i ciasteczek, tart oraz kanapek w bułach. Wedle tego wzoru działa kilkadziesiąt miejsc w Śródmieściu, najczęściej tworzących większe i mniejsze sieci. Jednak najsympatyczniejsze są mleczanki poukrywane w zakamarkach dzielnic, spełniające funkcję niegdysiejszych klubów osiedlowych, będące centralami życia sąsiedzkiego.

Z radością dotarłem niedawno na mojej Ochocie do Filtry Café na rogu Niemcewicza i Raszyńskiej. Słyszałem o niej od dawna i cieszę się, że wieść gminna nie zawodzi. Oferta gastronomiczna jest tu spójna gatunkowo, na tablicy przy drzwiach moc ogłoszeń drobnych, przy oknie sterty gazet, a na półeczce kilkanaście zestawów gier towarzyskich. Na lepszą pogodę czekają stoliki ustawione na trawniku przed lokalem. Zwykły dla mleczanek brak alkoholu sprawia, że do Filtry Café ściągają również dzieciaki z pobliskiej szkoły. Notuję to jako istotną zmianę obyczajową. Za moich pacholich lat urywaliśmy się z lekcji do pobliskiego spożywczaka. Bułka, kefir, lepiący się od lukru pączek - to były nasze przekąski. W chwilach szczególnej fantazji pozwalaliśmy sobie - ho, ho, ho, co to była za brawura! - na małego browara. Dzisiaj długie przerwy i okienka w planie lekcji wielkomiejska młodzież spędza w lokalach bardziej ambitnych, grając w scrabble i popijając owocowe koktajle. Co za idealni ludzie z nich wyrosną! Już się boję.

Filtry Café, ul. Niemcewicza 3, tel. 798 409 356, www.filtrycafe.pl





Podziel się