Karafka i inne

Maciej Nowak
26.06.2009 aktualizacja: 2009-06-24 23:59
A A A Drukuj
Wojtuś, Amatorska, a niedawno również Bajka czy Poziomka. Wszystkie te miejsca to café bary z czasów PRL. Ostatnie dwie dekady przetrwały jako schroniska dla tych, którzy w nowej rzeczywistości nie czują się najlepiej
Odkąd pamiętam, na najwyższej półce regału Kowalski, w cieniu którego się wychowywałem, przykuwała uwagę książka "Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze" ułożona przez Zdzisława Bienieckiego. Z tym ,,odkąd pamiętam" to trochę przesada, bo gdy właśnie spojrzałem na kartę tytułową, okazuje się, że tom ten wydały Wydawnictwa Artystyczno-Graficzne w roku 1972, czyli w czasie, gdy z trudem i niemałą dumą kończyłem pierwszą klasę szkoły podstawowej. A przecież w pamięci pozostało sporo wspomnień z lat jeszcze wcześniejszych. Ale ,,odkąd pamiętam" dobrze brzmi, więc mimo oczywistego nadużycia pozwolę sobie frazę tę zostawić. Tym bardziej że "Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze" to książka właśnie o pamiętaniu. Fascynująca. Jej autor na podstawie źródeł ikonograficznych i literackich zebrał i usystematyzował najbardziej charakterystyczne postaci Warszawy poprzedniego fin de siecle'u. Są tu obywatele starej daty i starzy wiarusi, panny na wydaniu i birbanci, bywalcy maskarad i wyścigów konnych, bilardziści i szklarze, cymbaliści i hecarze i dziesiątki innych figur, które zaludniały nasze miasto ponad sto lat temu. Ten poczet oryginałów działa na wyobraźnię i przyznać się muszę, że pisząc felietony gastronomiczne od lat już kilkunastu, nieraz myślałem o tym, czy uda się z nich ułożyć za wiek kolejną analogiczną galerię warszawskich mord i mordeczek przełomu XX i XXI stulecia. W każdym razie mam taką ambicję i dziś poprowadzę państwa do miejsca, gdzie nasza komedia ludzka wzbogaci się o kolejne bezcenne eksponaty.

Idziemy do Karafki na rogu Bonifraterskiej i Sapieżyńskiej, ale tak naprawdę zasiąść moglibyśmy też w Wojtusiu lub Amatorskiej na Nowym Świecie, a niedawno również w Bajce czy Poziomce. Wszystkie te miejsca, a również jeszcze kilka innych rozproszonych po peryferyjnych dzielnicach, to café bary z czasów PRL. Ostatnie dwie dekady przetrwały jako schroniska dla tych, którzy w nowej rzeczywistości nie czują się najlepiej. I są to przestrzenie z zasady przedemancypacyjne, zarezerwowane dla zmęczonych facetów z przeszłością. Kobiety po przejściach bywają, ale sporadycznie i raczej w męskim towarzystwie. Zbierająca się tutaj publiczność ubrana jest zazwyczaj wedle wskazówek Barbary Hoff z wydań "Przekroju" z lat 80. To tutaj ciągle jeszcze można dostać zalewaną kawę w szklance (tzw. po turecku), flaczki, bigosik, pierogi i smażoną wątróbkę (obowiązkowo!). To tutaj panie za barem nie są wyniosłymi siksami słuchającymi na cały regulator Pussycat Dolls, ale dojrzałymi rzeczniczkami zrozumienia dla małych ludzkich słabości. To tutaj w wystroju dominują beże i brunatności, to tutaj docenia się ciągle urok boazerii i wakacyjnych pamiątek z Bułgarii.

Te zaułki oldskulowej gastronomii rozpoznamy bezbłędnie po charakterystycznym kwaśno-słodkawym zapachu trawionego przez dziesięciolecia alkoholu oraz spowijających wszystko szarych oparach papierosowego dymu. Papierosy trzymane są nieustannie między palcami środkowym a serdecznym z łokciem opartym stabilnie na stole. Niewielkie wygięcie i odgięcie nadgarstka nadaje odpowiednią dynamikę wprowadzaniu do organizmu substancji smolistych, nie naruszając jednocześnie logiki ważnych debat. Bo dyskutuje się tu namiętnie i dużo istotniej niż w modniarskich Szpilkach czy Szparkach. Zbawia się świat, tworzy ekscentryczne koncepcje polityczne, podważa dotychczasowe sojusze. I z sarkazmem komentuje wszelkie modernistyczne ambicje. ,,Jest to pewnego rodzaju azyl dla ludzi, którzy odczuwają silną potrzebę zabijania czasu tylko po to, aby on nie zabił ich'' - pisał o wiedeńskich kawiarniach pierwszej połowy XX wieku dziennikarz Alfred Polgar. Wygląda na to, że w ciągu ostatniego stulecia niewiele się zmieniło w naszej części Europy.

Podziel się