Halka

Maciej Nowak
03.07.2009 aktualizacja: 2010-11-23 14:56
A A A Drukuj
Przy ul. Pańskiej 85
Moja poniedziałkowa wyprawa do Halki na Pańską przypominała doświadczenia Marii Fołtyn z promocją Stanisława Moniuszki na Kubie. Na ulicy tropikalne tornado przemieniające ulice w rwące potoki, w środku ludowe hafty, krochmalone koronki i kolorowe wstążki. Zestawienie ekscentryczne i nie do końca realne. Również dla pracowników Halki, którzy pojawienie się klienta potraktowali jak wylądowanie konkwistadorów na plażach Nowego Świata. Najpierw w całkowicie opustoszałym lokalu nie można było znaleźć nikogo. Później w szparze drzwi na zaplecze pojawiło się czyjeś oko, które z niedowierzaniem obserwowało naszą dwójkę. Po dłuższej chwili i nerwowych szeptach do sali restauracyjnej wypchnięty został lekko przerażony chłopak w białym kitlu. Z rosnącym zdumieniem i bez słowa komentarza przyjął zamówienie, po czym z poczuciem ulgi pomknął w kuchenne rewiry. Musiały tam się odbywać jakieś tajemnicze obrzędy, bo po chwili w pląsach dołączyli do nas dziewczyna i chłopak wyznaczeni przez radę starszych do obsługi niespodziewanych przybyszy. Już dawno nie spotkałem się w Warszawie z równie układnym serwisem. Czy światło nie jest za intensywne? Czy muzyka odpowiednia? Czy otworzyć okno? Czy właściwie przyprawione? I co chwilę: czy wszystko w porządku?

Pierwotny koncept Halki na Pańskiej to kontynuacja stylu polskiej sielanki kulinarnej stworzonej przez Magdę Gessler w Alegorii! Zamiar odważny i nawet na poziomie wystroju wnętrza zrealizowany poprawnie: dużo kwiatów, dobrych materiałów i gadżetów w stylu rustykalnym. Niestety, problem zaczyna się tam, gdzie w dobrej restauracji pojawić się w ogóle nie powinien, czyli w menu. Na uwiecznienie zasługują takie perły kuchennej poezji, jak ,,zielenina bardzo verde dla mięsożerców, bogactwo sałat z rozgrzaną kalarepką, co pozazdrościła zarumienionym polędwiczkom - 23 zł'' albo ,,sutki Wenus z Łowicza - 15 zł''. Ale pal sześć pretensjonalny styl. Gorzej, że cała oferta jest niespójna i nierówna. Mamy tu pastelowe, bukoliczne potrawy, jak podawana na zimno botwinka z koperkiem (11 zł) czy rewelacyjne chrupkie placki z cukini z serkiem ziołowym (15 zł). Ze smakiem zajadałby się nimi Kazimierz Brodziński, ów słynny i wyszydzony przez Mickiewicza w "Dziadach", autor sielanki "Wiesław". Ale już warkocz z polędwiczki wieprzowej i kawałka boczku to czysty gastronomiczny brutalizm, połączony zresztą z tandetą wyrażającą się trójkolorowym puree ziemniaczanym (32 zł). Doceniam skomplikowanie technologiczne tej potrawy, ale ani Laura, ani Filon do ust jej by nie wzięli. Podobnie jak tutejszego rostbefu (41 zł), który był twardy i brzydko szary, a towarzysząca mu soczewica miała właściwości bojowe strzelniczego śrutu. Bardzo podobały nam się pręciki wędzonego schabu z dzika mocno pachnące jałowcem (16 zł), usmażone na chrupko kawałki babki ziemniaczanej (18 zł) oraz sympatyczne pieczone żeberka (29 zł) ze świetnie uduszonymi talarkami buraków w owocowym sosie. Dobrze posiekany był tatar (25 zł), ale na tak dużą porcję mięsa jedno malutkie jajeczko przepiórki to skąpstwo ponad miarę. Tym bardziej że zapowiadanej przez menu sardynki na talerzu nie znalazłem w ogóle.

Halka z Pańskiej zabrzmiała, niestety, dość fałszywie. A przynajmniej niezgodnie z partyturą, która stała się podstawą tej inscenizacji. Ale skoro Maria Fołtyn potrafiła zarazić miłością do Moniuszki czarnoskórych Jontków, to może i tutaj z czasem dojdziemy do jakichś interesujących efektów? Punkt wyjścia jest. Reszta w rękach dobrego dyrygenta.

Halka, ul. Pańska 85, www.restauracjapanska.pl, tel. 022 652 81 02, 663 888 652, można płacić kartą



Podziel się