Rabarbar
07.08.2009
aktualizacja: 2010-11-23 14:53
Znana restauracja przy Wierzbowej teraz czynna całą dobę
Pewnie nie zdecydowałbym się na ponowną wizytę w Rabarbarze (w końcu pisałem o nim zaledwie 11 lat temu), gdyby nie szyld zainstalowany przed kilkoma miesiącami nad jego wejściem: ,,24 H''. Początkowo trochę nie mogłem uwierzyć, że knajpa o tak długiej tradycji zdecydowała się na ruch tak radykalny, jak serwis całodobowy. Nie żeby było w tym coś złego, wręcz przeciwnie, cieszymy się z każdego nowego miejsca, które przytuli zagubionych w środku nocy smakoszy. Zwykle jednak lokale, które już zdobyły pozycję na rynku, nie kwapią się do zmian. W miłej drzemce dyskontują dotychczasowy sukces, co nierzadko kończy się przebudzeniem z ręką w nocniku. Dlatego za odwagę i rewolucyjną czujność właścicielce knajpy na Wierzbowej należy się Order Czerwonego Rabarbaru. Zaś chłosta rabarbarowym kłączem niech dotknie barmana, który przygotował rzekomo rabarbarową domową lemoniadę. Pamięć o niej powinna zaniknąć po wsze czasy. Czy napój z rośliny, która znajduje się w herbie tego lokalu, może mieć zielonkawy odcień i być całkowicie pozbawiony smaku? A fe!
Nowy system pracy nie wpłynął jednak na jakość kuchni. Mało tego, również ceny prawie nie drgnęły. Czy dacie wiarę, że przed 11 laty za fondue serowe płaciłem tu 65 zł, a dziś jego cena wzrosła jedynie o 2 złote? Wrażenie wyjątkowości ostatniej dekady jakoś blednie, skoro te wszystkie nieszczęsne lata warte są tyle, co codzienne wydanie "Gazety Wyborczej". A fondue jest nieustająco wyśmienite: na stół podają ogrzewany bujnym płomieniem ceramiczny garnek, w którym stopiony ser tworzy smakowitą kąpiel dla kawałków bułki i warzyw nadzianych na małe szpadki. Niewiele też wzrosła cena sałatki z kozim serem (z 23 do 29 zł), ale też jest to kompozycja bogatsza niż przed laty o zwiewne plastry szynki parmeńskiej.
Za czasów pierwszej prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, wtedy gdy bezkrytycznie wierzyliśmy jeszcze w lepsze neoliberalne jutro, Rabarbar ściągał pięknych i bogatych. Tutaj chwalono się najnowszymi modelami pierwszych telefonów komórkowych, tutaj prezentowano nowe torebki D&G i nieco zbyt intensywną opaleniznę. Z upływem lat publiczność Rabarbaru spoważniała. Sam niedawno widziałem jedzącego tu kolację red. T., nestora polskiego dziennikarstwa sportowego, ostatniego prawdziwego arbitra elegantiarum Warszawy. To już nie jest styl młodych pieniędzy i błękitnych koszul. To szyk stonowanego trzyczęściowego garnituru ze śnieżnobiałą chusteczką wystającą z kieszonki.
Ale nie pomyślcie też, że Rabarbar celuje w jakieś Himalaje bon tonu. Co to, to nie! Zeszło zeń tylko dawne nuworyszowskie nadęcie i przeistoczył się w popularną restaurację ze smaczną kuchnią. Nie szukajcie tu odkrywczych autorskich dań, po prostu zamawiajcie, a nie będziecie żałować. Na przystawkę: obfitą sałatkę ze smażonych boczniaków (23 zł) doprawionych balsamico i parmezanem z pokaźnym stogiem rukoli; tatara z łososia (23 zł) doprawionego obficie posiekanym świeżym ogórkiem, koperkiem i cebulką. Nie można przegapić soli (35 zł) w delikatnym sosie typu bearnaise z cytryną i winem, otoczonej wianuszkiem warzyw i młodych ziemniaków. Zaskakująco dobrze prezentuje się też banalny z pozoru łosoś (37 zł) przykryty zasmażką z ziół i bułki tartej, spoczywający na podściółce z mizerii jogurtowo-cytrynowej. Świetne było proste spaghetti aglio e olio (21 zł) oraz równie bezpretensjonalna grillowana kanapeczka z wędzonym łososiem, kaparami, koperkiem i ogórkiem (14 zł). Spróbujcie polędwicy wołowej z kozim serem (59 zł), tak delikatnej, że niepotrzebny był do jej krojenia nóż. A na finał poproście o kaczkę w sosie malinowym i plastrach buraczków (43 zł). Pozbawiona skrupulatnie kostek, aromatyczna, słodko-słona była to prawdziwa kaczka luzaczka. - Wyluzowana tak jak ja - pochwalił się obsługujący nas sympatyczny i bardzo sprawny młody kelner. - Zapraszam nawet w środku nocy - dodał.
Rabarbar, ul. Wierzbowa 9/11 (plac Teatralny), tel. 022 828 01 30, można płacić kartą, www.rabarbar.pl

Nowy system pracy nie wpłynął jednak na jakość kuchni. Mało tego, również ceny prawie nie drgnęły. Czy dacie wiarę, że przed 11 laty za fondue serowe płaciłem tu 65 zł, a dziś jego cena wzrosła jedynie o 2 złote? Wrażenie wyjątkowości ostatniej dekady jakoś blednie, skoro te wszystkie nieszczęsne lata warte są tyle, co codzienne wydanie "Gazety Wyborczej". A fondue jest nieustająco wyśmienite: na stół podają ogrzewany bujnym płomieniem ceramiczny garnek, w którym stopiony ser tworzy smakowitą kąpiel dla kawałków bułki i warzyw nadzianych na małe szpadki. Niewiele też wzrosła cena sałatki z kozim serem (z 23 do 29 zł), ale też jest to kompozycja bogatsza niż przed laty o zwiewne plastry szynki parmeńskiej.
Za czasów pierwszej prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, wtedy gdy bezkrytycznie wierzyliśmy jeszcze w lepsze neoliberalne jutro, Rabarbar ściągał pięknych i bogatych. Tutaj chwalono się najnowszymi modelami pierwszych telefonów komórkowych, tutaj prezentowano nowe torebki D&G i nieco zbyt intensywną opaleniznę. Z upływem lat publiczność Rabarbaru spoważniała. Sam niedawno widziałem jedzącego tu kolację red. T., nestora polskiego dziennikarstwa sportowego, ostatniego prawdziwego arbitra elegantiarum Warszawy. To już nie jest styl młodych pieniędzy i błękitnych koszul. To szyk stonowanego trzyczęściowego garnituru ze śnieżnobiałą chusteczką wystającą z kieszonki.
Ale nie pomyślcie też, że Rabarbar celuje w jakieś Himalaje bon tonu. Co to, to nie! Zeszło zeń tylko dawne nuworyszowskie nadęcie i przeistoczył się w popularną restaurację ze smaczną kuchnią. Nie szukajcie tu odkrywczych autorskich dań, po prostu zamawiajcie, a nie będziecie żałować. Na przystawkę: obfitą sałatkę ze smażonych boczniaków (23 zł) doprawionych balsamico i parmezanem z pokaźnym stogiem rukoli; tatara z łososia (23 zł) doprawionego obficie posiekanym świeżym ogórkiem, koperkiem i cebulką. Nie można przegapić soli (35 zł) w delikatnym sosie typu bearnaise z cytryną i winem, otoczonej wianuszkiem warzyw i młodych ziemniaków. Zaskakująco dobrze prezentuje się też banalny z pozoru łosoś (37 zł) przykryty zasmażką z ziół i bułki tartej, spoczywający na podściółce z mizerii jogurtowo-cytrynowej. Świetne było proste spaghetti aglio e olio (21 zł) oraz równie bezpretensjonalna grillowana kanapeczka z wędzonym łososiem, kaparami, koperkiem i ogórkiem (14 zł). Spróbujcie polędwicy wołowej z kozim serem (59 zł), tak delikatnej, że niepotrzebny był do jej krojenia nóż. A na finał poproście o kaczkę w sosie malinowym i plastrach buraczków (43 zł). Pozbawiona skrupulatnie kostek, aromatyczna, słodko-słona była to prawdziwa kaczka luzaczka. - Wyluzowana tak jak ja - pochwalił się obsługujący nas sympatyczny i bardzo sprawny młody kelner. - Zapraszam nawet w środku nocy - dodał.
Rabarbar, ul. Wierzbowa 9/11 (plac Teatralny), tel. 022 828 01 30, można płacić kartą, www.rabarbar.pl

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

