Kolonia

Maciej Nowak
28.08.2009 aktualizacja: 2010-11-23 14:51
A A A Drukuj
Ochota, róg ul. Łęczyckiej i bł. Ładysława z Gielniowa
Za moich uniwersyteckich czasów funkcjonowała instytucja studium wojskowego, w którym poddawani byliśmy przeszkoleniu w wymiarze jednego dnia w tygodniu przez dwa semestry. Zajęcia odbywały się oddzielnie w grupach kobiecej i męskiej. Faceci zgłębiali tajemnice militariów, dziewczęta zaś przygotowywały się do ról sanitariuszek. Ta wzruszająco anachroniczna reprodukcja systemu patriarchalnego miała jednak swój wymiar transgenderowy. Chodzi o to, że studenci, którym Wojskowa Komisja Uzupełnień przyznała kategorię D, oznaczającą trwałą niezdolność do służby wojskowej, zobowiązani byli uczestniczyć w zajęciach grupy kobiecej. Do tej grupy należałem również i ja. Było to nawet zabawne, a bon moty serwowane przez popisujących się przed dziewczynami oficerów czyniły nas gwiazdami spotkań towarzyskich. Z jednym wszak wyjątkiem. Otóż na zakończenie dziewczyńskiego szkolenia przystępowaliśmy do egzaminu z samarytanki, a tam czaiło się pytanie o subiektywne objawy ciąży. Uff, wydawało nam się to koszmarem. To, czego nie byłem w stanie nauczyć się do egzaminu, pojąłem w lot kilka tygodni temu po odkryciu klubokawiarni Kolonia opanowanej niemal wyłącznie przez młode matki. Już w trakcie pierwszej wizyty poczułem lekką bolesność gruczołów piersiowych, niewielkie rozdrażnienie i wzdęcie. Do nudności i ślinotoku chwilowo nie doszło, ale może dlatego że były to dopiero pierwsze dni Powoli stawałem się jedną z was i gdyby robiono remake filmu "Czego pragną kobiety?" Mel Gibson miałby przy mnie niewielkie szanse. Bo dzięki Kolonii ja naprawdę wiem, czego pragną dobrze sytuowane kobiety z ambicjami rozrodczymi.

Wszystko podporządkowane jest tutaj potrzebom matek i dzieci. W toalecie znajduje się stół do przewijania niemowlaków, koło muszli klozetowej stoją minideski sedesowe dla najmłodszych, w kącie głównej sali na regale piętrzą się książki i zabawki. Na zewnątrz można do woli obsypywać się piaskiem i wspinać po drabinkach i huśtawkach, podczas gdy mamy mogą odbierać korespondencję dzięki bezprzewodowemu internetowi. Ogromne szklane słoje na bufecie kryją w sobie moc żelków i lizaków, do picia dają sok z syropem z czarnego bzu, a obiady składają się z prostych domowych dań. Jadłem tu pyszne chłodniki: z cukini oraz klasyczny na botwince z jajkiem. Bezpretensjonalnie prezentował się kotlet schabowy oraz kawałki kurczaka duszone ze śliwkami i rodzynkami, podane z sypkim ryżem. Poza tym dużo dobrych herbat, kawa, ciasta oraz litewski kwas chlebowy w szklanych butelkach. Dla chętnych istnieje również możliwość organizacji okolicznościowych kinderbali.

Kolonia działa w uroczym, przeszklonym bungalowie na terenie dawnego ogródka jordanowskiego w Kolonii Staszica. To jedna z najwytworniejszych miejscówek naszego miasta, przedwojenne wille toną w rozpasanej zieleni, będąc rezydencjami dobrze sytuowanych rodzin. I tu być może kryje się jedyny zgrzyt całej koncepcji. Place zabaw dla najmłodszych wymyślone przed ponad 100 laty przez dr. Henryka Jordana miały być przestrzeniami otwartymi dla wszystkich dzieci. Kolonia natomiast jest wyspą dla wybranych. Kogo to nie przeraża, znajdzie tu jednak z całą pewnością sporo radości.

Kolonia, róg ul. Łęczyckiej i bł. Ładysława z Gielniowa, tel. 605 084 804, 601 913 563, www.kolonia-ochota.pl, można płacić kartą, czynne od wiosny do jesieni od godz. 10 do 20, zimą nieczynne



Podziel się