Orientalne Smaki
04.09.2009
aktualizacja: 2010-11-23 14:50
ul. Walecznych 61, róg Londyńskiej
ZOBACZ TAKŻE
- Smaki Warszawy: stolica to kocioł smaków (07-08-10, 13:00)
Oj, nie cieszy się przesadną sympatią w naszej kartoflano-buraczanej ojczyźnie kuchnia dalekiej Mongolii. Przejrzałem fora internetowe i gdyby wierzyć wyrażanym tam opiniom ten starożytny naród nie byłby w stanie w średniowieczu podbić pół Azji i stanąć u wrót chrześcijańskiej Europy. Bo właściwie nie powinien się ruszyć nawet spod drzwi własnego wychodka. To tam kończą się w większości, jak wynika z internetu, kontakty naszych rodaków z mongolskimi specjałami. Kumys, czyli zsiadłe kobyle mleko, baranina, konina, mięso wielbłądów, słona herbata z łojem - budzą szyderstwo i przerażenie wśród naszych zdobywców mongolskich stepów. A opowieści tych, którzy zetknęli się z tamtejszymi obyczajami kulinarnymi w naszym kraju? Mój przyjaciel z niewielką skłonnością do mistyfikacji, relacjonuje, że gdy podczas studiów mieszkał w akademiku z jednym z potomków Czyngischana, ten trzymał w szafie nieoskórowaną tuszę baranią i na kolację odkrawał codziennie kawałek surowego mięsa. Zastanawia, ile w tym przekazywanych z pokolenia na pokolenie dawnych lęków przed orientalną potęgą, których śladem jest urwany w pół frazy krakowski Hejnał Mariacki? A ile zwykłego strachu przed czymś, co przekracza nasze swojskie dobre samopoczucie? Bo my tak generalnie na tyle dzielni nie jesteśmy, by konfrontować się z egzotycznymi kulturami i ekscentrycznymi doznaniami. Najlepiej, żeby było łagodnie, miękko i dokładnie tak jak w stołówce szkolnej u pani Gieni.
Doświadczyłem tego w zabawny sposób w Orientalnych Smakach, gdzie kelnerka po zamówieniu zupy Banshtai Tai (12 zł), nagle spoważniała: - Oj, ale to jest zupa mleczna z mięsem. - I właśnie o to chodzi! Przecież jestem w knajpie z mongolskim żarciem. - Ostrzegam na wszelki wypadek, bo niektórzy klienci mają potem pretensje. Ja byłem w siódmym niebie! Bo jak tu dystansować się od smakowitej zupy zabielanej mlekiem, w której pośród ryżu pławią się pyszne pierożki z nadzieniem mięsnym, skoro podstawą polskiej kuchni jest zaprawianie nabiałem wszelkich potraw i wywarów na kościach i pieczystym. Oprócz Banshai Tai radzę poświęcić więcej uwagi również pozostałym zupom. Wszystkie są wyjątkowe, wyraziste w smaku, gęste od warzyw, kawałków mięsa, ryżu i makaronu. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie Hucaj (12 zł), czyli bulion z kulkami mięsnymi, opiekanymi ziemniakami i makaronem ryżowym, oraz rybny Ramen (15 zł), gdzie w rosole tłoczyły się zgodnie kawałki ryby, warzyw, paluszków krabowych i makaronu sojowego. Prawdziwą królową zup w Orientalnych Smakach okazuje się jednak Kimchi shol (9 zł), czyli piekielnie pikantny kapuśniak na koreańskiej kapuście kiszonej. Mniam-mniam. Około niedzielnego południa, wtedy gdy wszyscy są w kościele, a my we własnym obrządku dziękujemy Panu Bogu, że przeżyliśmy sobotnią noc, taka zupa jest prawdziwym zbawieniem.
Orientalne Smaki trudno nazwać restauracją pełną gębą. To raczej bezpretensjonalna guanz, czyli jadłodajnia, jakich wiele na ulicach Ułan Bator. Nie należy opuścić jej bez zamówienia tradycyjnych pierogów. Buuz (11 zł) to delikatne mieszki gotowane na parze przypominające swą formą dobrze już znane warszawskiej publiczności dim-sumy z tajskich restauracji. Za podobną porcję Mongołowie liczą sobie jednak przynajmniej o połowę taniej niż Tajowie, co w dobie kryzysu wydaje się nie do pogardzenia. Drugi typ pierogów to duże, smażone w głębokim tłuszczu chuuszuury (14 zł), nadziewane mięsem lub kim-chi. Jako danie głównie spróbujcie cujwanu, czyli makaronu naleśnikowego podawanego na kilkanaście sposobów (od 13 do 22 zł). Niestety, brakuje tradycyjnych dla środkowej Azji gatunków mięs, ale może ten tekst ośmieli mongolskich kucharzy i właścicieli tego lokalu do wprowadzenia bardziej radykalnych smaków. Kumys, wielbłądzina i słona herbata z masłem! Dawajcie mi to na stół.
Orientalne Smaki, ul. Walecznych 61 (róg Londyńskiej), można płacić kartą, tel. 022 617 79 76, czynne do godz. 22, przed lokalem ogródek letni.

Doświadczyłem tego w zabawny sposób w Orientalnych Smakach, gdzie kelnerka po zamówieniu zupy Banshtai Tai (12 zł), nagle spoważniała: - Oj, ale to jest zupa mleczna z mięsem. - I właśnie o to chodzi! Przecież jestem w knajpie z mongolskim żarciem. - Ostrzegam na wszelki wypadek, bo niektórzy klienci mają potem pretensje. Ja byłem w siódmym niebie! Bo jak tu dystansować się od smakowitej zupy zabielanej mlekiem, w której pośród ryżu pławią się pyszne pierożki z nadzieniem mięsnym, skoro podstawą polskiej kuchni jest zaprawianie nabiałem wszelkich potraw i wywarów na kościach i pieczystym. Oprócz Banshai Tai radzę poświęcić więcej uwagi również pozostałym zupom. Wszystkie są wyjątkowe, wyraziste w smaku, gęste od warzyw, kawałków mięsa, ryżu i makaronu. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie Hucaj (12 zł), czyli bulion z kulkami mięsnymi, opiekanymi ziemniakami i makaronem ryżowym, oraz rybny Ramen (15 zł), gdzie w rosole tłoczyły się zgodnie kawałki ryby, warzyw, paluszków krabowych i makaronu sojowego. Prawdziwą królową zup w Orientalnych Smakach okazuje się jednak Kimchi shol (9 zł), czyli piekielnie pikantny kapuśniak na koreańskiej kapuście kiszonej. Mniam-mniam. Około niedzielnego południa, wtedy gdy wszyscy są w kościele, a my we własnym obrządku dziękujemy Panu Bogu, że przeżyliśmy sobotnią noc, taka zupa jest prawdziwym zbawieniem.
Orientalne Smaki trudno nazwać restauracją pełną gębą. To raczej bezpretensjonalna guanz, czyli jadłodajnia, jakich wiele na ulicach Ułan Bator. Nie należy opuścić jej bez zamówienia tradycyjnych pierogów. Buuz (11 zł) to delikatne mieszki gotowane na parze przypominające swą formą dobrze już znane warszawskiej publiczności dim-sumy z tajskich restauracji. Za podobną porcję Mongołowie liczą sobie jednak przynajmniej o połowę taniej niż Tajowie, co w dobie kryzysu wydaje się nie do pogardzenia. Drugi typ pierogów to duże, smażone w głębokim tłuszczu chuuszuury (14 zł), nadziewane mięsem lub kim-chi. Jako danie głównie spróbujcie cujwanu, czyli makaronu naleśnikowego podawanego na kilkanaście sposobów (od 13 do 22 zł). Niestety, brakuje tradycyjnych dla środkowej Azji gatunków mięs, ale może ten tekst ośmieli mongolskich kucharzy i właścicieli tego lokalu do wprowadzenia bardziej radykalnych smaków. Kumys, wielbłądzina i słona herbata z masłem! Dawajcie mi to na stół.
Orientalne Smaki, ul. Walecznych 61 (róg Londyńskiej), można płacić kartą, tel. 022 617 79 76, czynne do godz. 22, przed lokalem ogródek letni.

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

