Błękitny zaułek
16.09.2009
aktualizacja: 2010-11-23 14:49
Po tegorocznych wakacjach powiedziałem zdecydowane - nigdy więcej! Nigdy więcej Grecji, sturystyzowanej do obłędu, drogiej, niesmacznej, z brzydkimi wąskimi plażami i arogancką obsługą. Nigdy więcej śmierdzących spalinami wodolotów przemierzających wody Morza Egejskiego, nigdy więcej ciepłej wódki ani upiornych imprez na Mykonos. I pewnie trwałbym w tym przekonaniu aż do następnego lata, gdyby nie Błękitny zaułek. Nie wiecie, gdzie to jest? Myślicie, że ma to coś wspólnego z Wielkim błękitem? Nie dziwię się, bo dotrzeć na ulicę Hrubieszowską na Woli to nie lada zadanie. Komu przyszłoby do głowy wybierać się w okolice złowrogiego IPN, nieopodal zrujnowanych Zakładów im. Róży Luksemburg, pomiędzy szklano-betonowe konstrukcje biurowców z nic nie mówiącymi szyldami złożonymi zazwyczaj z wielkich liter i dopisków Ltd. lub Co? Jest to obszar właściwie nie spenetrowany przez miejskich flanerów, zajmuje go wyłącznie obfita i dość jednorodna populacja niebieskich kołnierzyków. Niebieski kołnierzyk może być oczywiście również beżową garsonką w bucikach na słupkach. Wszystko jedno, ważne, że populacja owa odżywia się w trakcie przerw lunchowych, a po zakończeniu dziennej aktywności lubi się gromadzić przy piwie, by omówić na przykład formę najbardziej efektywnych cv. Lub inny podobnie pasjonujący problem z zakresu HR.
W tym niedostępnym wolskim kanionie ostała się jednak przedwojenna kamienica Spółdzielni Mieszkaniowej Pracowników Pocztowych, a w niej rozgościł się malutki grecki barek nazwany Błękitnym Zaułkiem. Jego właścicielem jest, jak wynika z leżących na blacie wizytówek, mgr. inż. Chrysostomos Papadopoulos. Gdy przejeżdżałem tędy kilka dni temu taksówką miałem wrażenie, że śnię. To wygląda zupełnie nierealnie. Koniec warszawskiego świata, wokół budynki high-tech, a tu - cytat z Aten. Nad oknami markizy w kolorach greckiej flagi, na chodniku przed wejściem stoliki, na zawieszonych na murze czarnych tablicach wypisane kredą specjały dnia: keftedes, hummus, gyros, sałatka grecka, ratatouille. W środku snu ciąg dalszy. Pierwsze pomieszczenie zajmuje ogromna lada chłodnicza, za nią na półkach słoje z cieciorką, mielonym imbirem, liśćmi laurowymi i mnóstwem innych przypraw. W kolejnym niedużym pokoju nakryte biało-niebieskimi obrusami stoliki otoczone charakterystycznymi drewnianymi krzesłami z plecionką i wzmacnianymi drutem nogami.
Błękitny zaułek to skromny lunchowy barek, gdy przyjdziesz późniejszym popołudniem nie dostaniesz już ani keftedes, czyli malutkich kulek mięsnych, ani ulubionego taboulet, czyli sałatki z kuskusa i warzyw. To znak, że wszystko jest robione na bieżąco i nie musi czekać na klienta aż do następnego dnia. Smutek wywołany brakiem ukochanych smakołyków wynagrodziło mi jednak rewelacyjne ratatouille z bakłażanów bogato dosmaczone liśćmi laurowymi oraz równie dobry szaszłyk drobiowy, pieczony na długiej szpadzie. Także inne mięsno-warzywne kompozycje budzą jak najlepsze uczucia, a miejscowy hummus bije wszystkie inne na mieście. Pani z baru zapewnia, że przyrządzany jest własnoręcznie przez mgr. inż. Papadopoulosa codziennie rano. Chętnie w to wierzę, bo jego grudkowata konsystencja, mocno czosnkowy smak i aromat, różnią się zasadniczo od konserwowych produktów, które królują w większości orientalnych lokali Warszawy.
Nigdy więcej Grecji, mam jej serdecznie dość. Ale tutaj na zagubionej Hrubieszowskiej sprawdza się znakomicie.
Błękitny zaułek, ul. Hrubieszowska 7, tel. 603 942 571, czynne od poniedziałku do piątku od 7 do 19, nie można płacić kartą

W tym niedostępnym wolskim kanionie ostała się jednak przedwojenna kamienica Spółdzielni Mieszkaniowej Pracowników Pocztowych, a w niej rozgościł się malutki grecki barek nazwany Błękitnym Zaułkiem. Jego właścicielem jest, jak wynika z leżących na blacie wizytówek, mgr. inż. Chrysostomos Papadopoulos. Gdy przejeżdżałem tędy kilka dni temu taksówką miałem wrażenie, że śnię. To wygląda zupełnie nierealnie. Koniec warszawskiego świata, wokół budynki high-tech, a tu - cytat z Aten. Nad oknami markizy w kolorach greckiej flagi, na chodniku przed wejściem stoliki, na zawieszonych na murze czarnych tablicach wypisane kredą specjały dnia: keftedes, hummus, gyros, sałatka grecka, ratatouille. W środku snu ciąg dalszy. Pierwsze pomieszczenie zajmuje ogromna lada chłodnicza, za nią na półkach słoje z cieciorką, mielonym imbirem, liśćmi laurowymi i mnóstwem innych przypraw. W kolejnym niedużym pokoju nakryte biało-niebieskimi obrusami stoliki otoczone charakterystycznymi drewnianymi krzesłami z plecionką i wzmacnianymi drutem nogami.
Błękitny zaułek to skromny lunchowy barek, gdy przyjdziesz późniejszym popołudniem nie dostaniesz już ani keftedes, czyli malutkich kulek mięsnych, ani ulubionego taboulet, czyli sałatki z kuskusa i warzyw. To znak, że wszystko jest robione na bieżąco i nie musi czekać na klienta aż do następnego dnia. Smutek wywołany brakiem ukochanych smakołyków wynagrodziło mi jednak rewelacyjne ratatouille z bakłażanów bogato dosmaczone liśćmi laurowymi oraz równie dobry szaszłyk drobiowy, pieczony na długiej szpadzie. Także inne mięsno-warzywne kompozycje budzą jak najlepsze uczucia, a miejscowy hummus bije wszystkie inne na mieście. Pani z baru zapewnia, że przyrządzany jest własnoręcznie przez mgr. inż. Papadopoulosa codziennie rano. Chętnie w to wierzę, bo jego grudkowata konsystencja, mocno czosnkowy smak i aromat, różnią się zasadniczo od konserwowych produktów, które królują w większości orientalnych lokali Warszawy.
Nigdy więcej Grecji, mam jej serdecznie dość. Ale tutaj na zagubionej Hrubieszowskiej sprawdza się znakomicie.
Błękitny zaułek, ul. Hrubieszowska 7, tel. 603 942 571, czynne od poniedziałku do piątku od 7 do 19, nie można płacić kartą

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

