El Corazon

Maciej Nowak
18.09.2009 aktualizacja: 2010-11-23 14:48
A A A Drukuj
Śródmieście, ul. Podwale 1
Hiszpańska restauracja El Corazon to w naszym pejzażu gastronomicznym prawdziwy Speedy Gonzales. Trudno za nią nadążyć. Od powstania w drugiej połowie lat 90. ciągle pojawia się i znika. Najpierw zachwyciła publiczność na rogu Rozbrat i Przemysłowej, potem na krótko przeniosła się na Słowackiego, by szybko powrócić znowu na Powiśle. Niedługo później osiadła na Bitwy Warszawskiej w budynku Żywca, stamtąd kilka lat później przeprowadziła się do biurowców na Domaniewską. Dwa miesiące temu znienacka objawiła się na placu Zamkowym, na rogu Podwala i Senatorskiej. Uff, aż się zasapałem, maraton to niemały jak na niecałe 15 lat działalności.

Lokalowi temu w kolejnych awatarach towarzyszę wiernie i tekst ten w moim komputerze zwie się już El Corazon3. Ale po raz pierwszy nie będzie to laurka. Serce (el corazon!) mi się kraje, jednak naprawdę trudno się pogodzić z tym, że niegdysiejsza świetna iberyjska knajpa stopniowo przeistoczyła się w lokal pozbawiony kulinarnego stylu, żurkownię i śledziownię dla turystów odwiedzających Starówkę. Doszło do tego, że w ostatni wtorek dosłownie siłą wydzierałem z kuchni ukochaną tortillę espagnol, czyli tradycyjny hiszpański omlet z ziemniakami, cebulą i chorizo. Nie było go w karcie, ale pani kelnerka puściła do mnie oko i powiedziała, że postara się coś załatwić. I załatwiła danie rzeczywiście wyśmienite. Ale przecież nie chodzi o to, by recenzentowi kulinarnemu "Gazety Co Jest Grane" udało się coś wyłudzić z kuchni. To musi być dostępne również dla ludzi, którzy nie są potworami budzącymi popłoch wśród gastronomicznej młodzieży.

Z prawdziwej hiszpańszczyzny w karcie El Corazon pozostało niewiele. Podobno dlatego, że klienci sobie tak życzyli. Jeżeli nawet i tak się działo, to przecież lokal z Don Kichotem i Sancho Pansą w szyldzie nie może się poddawać banalnym gustom. Czy pamięć o Błędnym Rycerzu do niczego nie zobowiązuje? Rezygnacja z pierwotnych założeń sprawia, że kucharze El Corazon najwyraźniej zapominają o podstawowych zasadach przyrządzania hiszpańskich potraw. Do paelli (28-38 zł) nie dodali bulionu, dzięki czemu ryż był twardy i suchy, a całość pozbawiona smaku. Warzywa do gazpacho (13 zł) zmiksowane zostały na taki puch, jakby służyć miały do przyrządzenia papek dla niemowląt, a nie najbardziej klasycznej zupy z filmów Almodovara. Czy wyobrażacie sobie Rossy de Palma ciumkającą przetartą marchewkę ze słoików Bebiko? Wolałbym, żeby nikt życzliwy nie przełożył jej na hiszpański tej sugestii. Mielibyśmy się z pyszna.

Czy dacie wiarę, że również tapas (15 zł), duma hiszpańskiej kuchni, przybrały na placu Zamkowym postać upiornych trójkątnych grzanek z chleba tostowego posmarowanych sosem pomidorowym i posiekanym kurczakiem bądź tuńczykiem z puszki? Joder! Wygrzebując ostatki hiszpańskich specjałów z karty El Corazon, prawdziwą satysfakcję odnaleźliśmy wyłącznie przy okazji empanadillas (17 zł), czyli malutkich pieczonych pierożków z nadzieniem łososiowo-szpinakowym. A także dzięki bardzo dobremu winu domowemu (butelka 45 zł). Ale to naprawdę stanowczo za mało jak na kultową do niedawna bodegę. Speedy, daj czadu, jak za dawnych lat. Ándale! Ándale! Arriba! Arriba!

El Corazon, ul. Podwale 1, tel. 022 635 301, www.elcorazon.pl, można płacić kartą, niedostępne dla osób na wózkach, czynne od 12 do 23



Podziel się