Buddha

Maciej Nowak
25.09.2009 aktualizacja: 2010-11-23 14:48
A A A Drukuj
Przy Nowym Świecie 23
Po Nowym Świecie kursuję niczym liniowiec. Często i regularnie. W pogodę i w deszcz. Ale do knajp zawijam rzadko. To okolica obliczona przede wszystkim na turystów, ze szczególnym wskazaniem na Starbucksa, który przykuwa uwagę aspirującej młodzieży z mniejszych miast. Znam takich, którzy po weekendzie w stolicy zabierają na pamiątkę do domów tekturowe kubeczki z imieniem konsumenta wypisanym odręcznie przez barmana. Jedynymi miejscówkami Nowego Światu, gdzie można mnie czasami spotkać, są nieustająco trzymająca poziom Casa to tu! z hiszpańskimi tapasami, ciągle apetycznie pachnąca francuska (od)piekarnia Vincent oraz nieśmiertelny Piotruś z równie nieśmiertelną i legendarną panią I. Poza tym - szkoda gadać, bo nie ma co strzępić języka na lokalach sieciowych, drogich i bez pomysłu. Jeszcze z początkiem sezonu letniego na Nowym Świecie pojawiły się trzy nowe bary sushi oraz hinduska restauracja Buddha pod numerem 23. Za ancien regime'u działała tutaj awangardowa galeria Nowy Świat, która za pierwszego Balcerowicza przeistoczyła się w sklep z obuwiem włoskim. Z perspektywy prawie 20 lat wydaje się to znakiem czasów i spełnieniem snów polskich "złoty boys" spod znaku Adama Smitha i Miliona Friedmana.

Hinduskie wcielenie kamienicy nr 23 nad dotychczasowym salonem obuwniczym ma przynajmniej tę jedną przewagę, że jest ładne. To naprawdę duża przyjemność znaleźć się we wnętrzu urządzonym autentycznymi zabytkowymi meblami, rzeźbami i innymi gadżetami przywiezionymi z Indii. Świetnie zaaranżowane światło wydobywa z mrocznej przestrzeni kolejne obiekty z precyzją reżysera operowego. Lokal jest niezbyt duży, jednak jego wysokość pozwala podwiesić ogromne żyrandole, a zręczne zainstalowane na ścianach lustra i płaskorzeźby dają wrażenie monumentalizmu. Skupiam się na opisie świetnego interioru, bo chciałbym jakoś ukryć bezradność wobec wysiłków kucharza. Nie mam najmniejszych podstaw, by kwestionować jego talent, wszystkie potrawy były apetyczne, świeże, dobrze podane, tyle że smakowały no cóż jak to sformułować identycznie jak w każdej innej hinduskiej restauracji w Europie z piecem tandoori. Nie chcę się posuwać do śmiałych stwierdzeń, że kuchnia Indii jest nudna - nigdy tam nie byłem i tak generalny sąd byłby z całą pewnością niesprawiedliwy. W każdym razie w swym wydaniu zachodnioeuropejskim stół hinduski wydaje się nużący i zamulający, co wynika ze stosowania nieustannie tych samych mieszanek przyprawowych i podkręcania każdego dania śmietanowymi sosami. Naprawdę niewielkie wyczuwa się różnice między poszczególnymi rodzajami masali czy curry, w których pławią się a to kawałki kurczaka, a to jagnięciny, a to skądinąd pyszny ser paneer.

Z tego dość jednostajnego pejzażu kulinarnego w Buddha wyłoniło się kilka bardziej wyrazistych smaków. Oszaleliśmy na punkcie samosy, czyli pieczonych pierożków z obfitym nadzieniem z mielonej jagnięciny (20 zł) bądź warzyw (15 zł). Warto też zamówić półmisek przysmaków z tandoori w wydaniu mięsnym (50 zł), a może nawet jeszcze bardziej - wegetariańskim (35 zł). Placuszki z ziemniaków, kebab z mielonej cieciorki i szpinaku, szaszłyk z sera podbiły moje serce zatwardziałego ścierwojada. W tym kontekście nie przegapcie też pysznej potrawki z czterech rodzajów soczewicy (20 zł) oraz paneera w sosie z nerkowców (24 zł). O dobry Buddho, czy Ty przypadkiem nie planujesz ściągnąć mnie na świetlistą drogę wegetarianizmu? Ostrzegam, będę się bronił.

Buddha, ul. Nowy Świat 23, www.buddha.info.pl, tel. 022 826 35 01, można płacić kartą



Podziel się