Estragon
27.11.2009
aktualizacja: 2010-11-23 14:42
Mokotów, ul. Puławska 23/25
Z dziecięcych lat pamiętam piosenkę Agnieszki Osieckiej prezentowaną podczas jednej z edycji festiwalu piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu zaczynającą się od frazy: ,,Jakie brzydkie chłopaki tę wojnę wygrały, już im brzuchy urosły ''. W sztucznie barwionej i doprawianej propagandowym słodzikiem telewizji okresu gierkowskiego słowa te smakowały jak pajda świeżego chleba na zakwasie. Żadnych patriotycznych kłamstw, żadnych ideologicznych zadęć, po prostu - kombatanci wyłysieli i wypadły im zęby. Ciekawe, że ani Google, ani YouTube piosenki tej nie rejestrują, więc nawet nie umiem przytoczyć kolejnych wersów. Niestety, 20 lat po roku 1989 brakuje poety na miarę Osieckiej, który umiałby z podobnie brutalną szczerością spojrzeć na kombatantów transformacji ustrojowej? Bo przecież my też pogarbiliśmy się i straciliśmy świeży oddech.
Samemu trudno przyznać się do własnych zmarszczek i trzecich podbródków, ale gdy przyjrzymy się lokalom, w których wtedy bywaliśmy, upływ czasu okaże się przerażający. Jednym z najpopularniejszych była Harenda, drewniany baraczek wystawiony za ówczesnym hotelem o tej samej nazwie przy ul. Oboźnej. Bawić się tam - cóż to był za szyk, jakież wyróżnienie! Harenda istnieje zresztą do dzisiaj, będąc ponurą pamiątką dekady białych skarpetek i wibrujących pagerów. Mleczną siostrą szopy z Oboźnej jest Estragon, działający od 10 sezonów w pasażu za Silver Screenem. To ten sam stolarski gust, girlandy sztucznych kwiatów, półmrok i pubowy klimacik. Gdy pójdziemy tam w zbowidowskim towarzystwie, to może nawet nie przeżyjemy tego specjalnie traumatycznie. W końcu, kto z nas nie lubi wtrząsnąć wielkiego jak szufla, nieco spalonego schabowego (29 zł) czy klawiatury wyschniętych żeberek (32 zł)? Pod kufel złocistego z u-bootem wchodzą jak ta lala. Gorzej, gdy nierozważnie, tak jak ja w ostatni poniedziałek, weźmiecie do takiego miejsca młódź w wieku waszych dzieci. Boże, co za wstyd!
Bo jak wytłumaczyć gówniarzom, że posypywanie pierogów smażoną cebulką z puszki (18 zł) albo ozdabianie tiramisu (24 zł) bitą śmietaną ze spreju to nie jest specyficzny, nowobogacki gust pokolenia '89? Albo przekonać, że zasmażana kapusta z grzybami, wykręcająca gębę od nadmiaru soli, to nie żelazne zapasy z czasów stanu wojennego, ale zwykła nieudolność kucharza? W tym kontekście tatar z polędwicy zmiażdżonej na bezkształtną masę w maszynce do mięsa (24 zł) oraz jałowy w smaku żurek w bochenku chleba (12 zł) również wydawały się znakiem jakiejś oldschoolowej tendencji, pamiątką wstępnej fazy konsumpcjonizmu z czasów pierwszego Kwaśniewskiego. Ileż musiałem się nagardłować, żeby smarkacze nabrali właściwego szacunku do diety pionierów kapitalizmu i nie sądzili jej po propozycjach Estragonu! My przecież też umieliśmy zjeść z fasonem, choć sznycel z indyka (28 zł) o konsystencji i smaku miękkiej płyty paździerzowej nie był tego akurat najlepszym przykładem. Podobnie jak plastry przesolonej golonki (28 zł) ze skądinąd smacznym ziemniaczanym purée z chrzanem.
Z całego menu Estragonu, przypominającego swym wyrafinowaniem zawartość parujących hałd żużlu w okolicach elektrociepłowni Siekierki, obroniła się tylko jedna pozycja: podana w bograczu węgierska zupa gulaszowa (16 zł). Ta klasyczna pozycja peerelowskiej gastronomii podkręcona garścią pszenicznej kaszy, przetrwała kulinarne mody okresu transformacji w świetnej formie. Jadał ją ze smakiem mój ojciec, jadałem ją ja. Niestety, wasze dzieciaki jeść już jej nie chcą.
Estragon, ul. Puławska 23/25, tel. 22 6463870, www.estragon.com.pl, można płacić kartą.

Samemu trudno przyznać się do własnych zmarszczek i trzecich podbródków, ale gdy przyjrzymy się lokalom, w których wtedy bywaliśmy, upływ czasu okaże się przerażający. Jednym z najpopularniejszych była Harenda, drewniany baraczek wystawiony za ówczesnym hotelem o tej samej nazwie przy ul. Oboźnej. Bawić się tam - cóż to był za szyk, jakież wyróżnienie! Harenda istnieje zresztą do dzisiaj, będąc ponurą pamiątką dekady białych skarpetek i wibrujących pagerów. Mleczną siostrą szopy z Oboźnej jest Estragon, działający od 10 sezonów w pasażu za Silver Screenem. To ten sam stolarski gust, girlandy sztucznych kwiatów, półmrok i pubowy klimacik. Gdy pójdziemy tam w zbowidowskim towarzystwie, to może nawet nie przeżyjemy tego specjalnie traumatycznie. W końcu, kto z nas nie lubi wtrząsnąć wielkiego jak szufla, nieco spalonego schabowego (29 zł) czy klawiatury wyschniętych żeberek (32 zł)? Pod kufel złocistego z u-bootem wchodzą jak ta lala. Gorzej, gdy nierozważnie, tak jak ja w ostatni poniedziałek, weźmiecie do takiego miejsca młódź w wieku waszych dzieci. Boże, co za wstyd!
Bo jak wytłumaczyć gówniarzom, że posypywanie pierogów smażoną cebulką z puszki (18 zł) albo ozdabianie tiramisu (24 zł) bitą śmietaną ze spreju to nie jest specyficzny, nowobogacki gust pokolenia '89? Albo przekonać, że zasmażana kapusta z grzybami, wykręcająca gębę od nadmiaru soli, to nie żelazne zapasy z czasów stanu wojennego, ale zwykła nieudolność kucharza? W tym kontekście tatar z polędwicy zmiażdżonej na bezkształtną masę w maszynce do mięsa (24 zł) oraz jałowy w smaku żurek w bochenku chleba (12 zł) również wydawały się znakiem jakiejś oldschoolowej tendencji, pamiątką wstępnej fazy konsumpcjonizmu z czasów pierwszego Kwaśniewskiego. Ileż musiałem się nagardłować, żeby smarkacze nabrali właściwego szacunku do diety pionierów kapitalizmu i nie sądzili jej po propozycjach Estragonu! My przecież też umieliśmy zjeść z fasonem, choć sznycel z indyka (28 zł) o konsystencji i smaku miękkiej płyty paździerzowej nie był tego akurat najlepszym przykładem. Podobnie jak plastry przesolonej golonki (28 zł) ze skądinąd smacznym ziemniaczanym purée z chrzanem.
Z całego menu Estragonu, przypominającego swym wyrafinowaniem zawartość parujących hałd żużlu w okolicach elektrociepłowni Siekierki, obroniła się tylko jedna pozycja: podana w bograczu węgierska zupa gulaszowa (16 zł). Ta klasyczna pozycja peerelowskiej gastronomii podkręcona garścią pszenicznej kaszy, przetrwała kulinarne mody okresu transformacji w świetnej formie. Jadał ją ze smakiem mój ojciec, jadałem ją ja. Niestety, wasze dzieciaki jeść już jej nie chcą.
Estragon, ul. Puławska 23/25, tel. 22 6463870, www.estragon.com.pl, można płacić kartą.

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

