Namaste India

Maciej Nowak
08.01.2010 aktualizacja: 2010-11-23 14:40
A A A Drukuj
ul. Nowogrodzka 27 (róg Parkingowej i Żurawiej)
Dla licznych i zagorzałych wielbicieli Namaste India, śródmiejskiego barku z hinduskim jedzeniem, mam dwie wiadomości. Dobrą i złą. Dobrą, bo po kilku latach gnieżdżenia się w malutkiej norce na rogu Nowogrodzkiej i Kruczej tutejsze specjały możecie znaleźć w dwóch nowych miejscach: w lokalu przy kamieniu na ul. Piwnej oraz na parterze parkingowca przy ul. Parkingowej. Wiadomość zła to koniec elitarnego zakonu koneserów, jaki uformował się wokół Namaste. Dziś przystąpić do niego mogą już szersze kręgi wielbicieli bollywoodzkiego stołu, co w sposób oczywisty wpłynie na różnorodność opinii i postaw. Po długim okresie niemal wyłącznych zachwytów można być pewnym, że wcześniej czy później pojawią się wygłaszane z troską zdania w stylu: - Kiedyś to w Namaste karmiono doskonale, ale teraz A trzy kropki na końcu wypowiedzi oznaczać będą wydymanie ust i przewracanie oczami w niemym wyrazie niesmaku, że lokal się stoczył do poziomu grubego Nowaka.

Nietrudno prorokować tego typu oceny, bo lokalizacja Namaste India przy Parkingowej do łatwych nie należy. Ja zachwycam się surową formą wielopoziomowego, betonowego parkingu, ale rozumiem, że wyznawcom popularnej dziś architektury pasmanteryjnej brutalizm tego budynku wydawać się może odstręczający. Podobnie jak znajdująca się na parterze wyłożona kafelkami hala dawnego biura podróży, której na razie nie udało się oswoić ani kilkoma hinduskimi meblami, ani pozawieszanymi od Sasa do Lasa kolorowymi tiulami. W efekcie jest tu nieprzytulnie, mroczno, dość odstręczająco i aż trudno uwierzyć, że w weekendy miejsce to zamienia się w gwarny, orientalny klub. A gdy jeszcze dowiadujemy się, że kuchnia na razie nie działa i wszystkie dania przynoszone są z pierwotnej siedziby na ul. Nowogrodzkiej, to mniej doświadczeni i bardziej trzeźwi, mogą się zniechęcić. Cóż to jednak byłby za błąd opuścić Namaste przed pojawieniem się smażonych ziemniaków z czerwoną fasolą (14 zł) albo cieciorką (14 zł). Niby nic, a przecież nie można się od tego oderwać. A pyszne samose z ziemniakami i groszkiem (14 zł) lub jagnięciną (20 zł)? A kotleciki warzywne (14 zł)? A paneer, czyli indyjski biały ser w przyprawach (15 zł)?

Kilka tygodni temu, pisząc o restauracji Buddha na Nowym Świecie, narzekałem, że niespecjalnie rozeznaję się w hinduskiej kuchni i że robi na mnie wrażenie nieco jednostajnej. Od dwóch dni, od zanurzenia łyżek i widelców w potrawy Namaste wiem już, jak bardzo nabroiłem, formułując tezę o jednostajności tych potraw. Nic z tego! W Namaste każdy talerzyk promienieje inną energią, innym aromatem, innym kolorem. Nie pomylę już nigdy ziemniaków z okrą (18 zł) z ziemniakami w pięciu przyprawach (16 zł). Kurczak Madras w ostrym zielonym chilli (25 zł) walczy o pierwszeństwo z kawałkami jagnięciny w sosie cebulowym (25 zł), jak równy z równym, a nie taki sam z takim samym. Kurczak 65 (20 zł), podawany w cząstkach otoczonych ostrym sosem pomidorowym, idzie w zawody z kawałkami jagnięciny w sosie śmietanowo-orzechowym (28 zł). Nie trzymajcie się jednak kurczowo moich wskazówek, pozwólcie sobie na szaleństwo. Odkrywanie tych smaków to naprawdę niezła zabawa, do której zamówcie hinduskie piwa o krótkim i wyraźnym smaku. Czego nie zdołacie zjeść na miejscu, zabierzcie ze sobą do domu. Nie warto zmarnować ani odrobiny tutejszych specjałów. To grzech, którego nigdy bym nie wybaczył.

Namaże India, ul. Nowogrodzka 27 (róg Parkingowej i Żurawiej), tel. 22 696 38 56, nie można płacić kartą, www.namesteindia.pl



Podziel się