Salonik Warszawski

Maciej Nowak
15.01.2010 aktualizacja: 2010-07-08 14:47
A A A Drukuj
Śródmieście, ul. Poznańska 38
Czy pamiętacie, jak w filmie "Przekręt" Alan Ford z właściwym sobie sardonicznym wyrazem twarzy wyjaśnia, czym jest Nemezis? ,,- To wymierzenie adekwatnej kary przez właściwą osobę. W tym przypadku jej uosobieniem jest okropny kutas, czyli ja''. Niestety obawiam się, że w tym felietonie rolę Nemezis przejmuję ja sam, bo lotu gilotyny w kierunku restauracji Salonik Warszawski zatrzymać się chyba nie da.

Piszę te słowa z pewnym dyskomfortem, albowiem lokalik w pierwszym momencie budzi nawet sympatię. Urządzony w starej kamienicy przy Poznańskiej, tuż obok hotelu Polonia, przypomina mieszkanko staromodnej i pretensjonalnej cioci Kloci. Dwa duże pokoje wyposażono w stare kredensy i czerwone, tapicerowane foteliki, a w hallu, wygospodarowanym z dawnej klatki schodowej, wyeksponowano zabytkowe skrzynki pocztowe ozdobione ceramiczną fontanną. Mało kto docenia jednak chyba te uroki, bo poniedziałkowe popołudnie i wieczór spędziliśmy w Saloniku Warszawskim całkowicie sami. Brak klientów sprawia, że kuchnia nie może pracować pełną parą, serwuje więc przede wszystkim to, co kucharzowi uda się wygrzebać z zamrażarki. To zaś, ze względów oczywistych, nie może być zachwycające, co z kolei prowadzi do sytuacji, w której wasz wysłannik zamienić się musi w złowrogą kulinarną boginię sprawiedliwości i przeznaczenia. Kółko się zamyka, pętla boleśnie zaciska.

Albowiem, uwierzcie mi, świńskiej goleni nie należy luzować w formie pierścieni, a po rozmrożeniu podgrzewać w głębokim tłuszczu. W ten sposób da się przyrządzić wyłącznie twarde wieprzowe chipsy, a nie ,,golonkę piwną z wiekową tradycją'' (29 zł), jak z przesadnym zadęciem wystylizowano w tutejszym menu. Skądinąd w Saloniku Warszawskim zwane jest ono emfatycznie - r e p e r t u a r e m. W r e p e r t u a r z e owym znajdziecie też sandacza w sosie z kaparów i owoców nasturcji (29 zł), który mógłby się ewentualnie nadać do odrobaczania zwierząt domowych, ale na pewno nie do jedzenia. Najpierw dlatego, że jegomość ów młodość swą przeżył w czasach zamierzchłych, o czym świadczy intensywny rybi zapaszek, po wtóre - zawartość soli w towarzyszącym mu sosie przekracza poziom roztworu przesyconego, a białe słone kryształy rosną na języku nieszczęśnika, który odważył się na konsumpcję. Gdyby było wam mało wrażeń, radzę spróbować zup. Krem z pomidorów (9 zł) to kwaśny przecier z tomatów ozdobiony pięcioma kawałeczkami awokado zwanymi śmiało awokadowym julienne. Na ulicy Poznańskiej, przy której mieści się Salonik Warszawski, od kilkudziesięciu lat działa szkoła gastronomiczna. Zdania na jej temat są podzielone, ale tego, czym jest julienne, uczą tam niezawodnie. Może warto wpaść na korepetycje? Wielki zawód sprawiają również flaczki po warszawsku (12 zł), które, jak należy, wzbogacono pulpecikami, ale - na św. Gastronomię! - nie należy ładować do nich roztopionej serowej brei.

Wśród trudnej podróży przez wertepy i bezdroża salonikowych specjałów tylko dwie pozycje potrafiły się obronić. Całkiem przyzwoity wydał nam się befsztyk tatarski (19 zł), właściwie posiekany, a nie przepuszczony przez maszynkę do mielenia mięsa. O honor lokalu walczyły też świeżo przyrządzone i apetyczne placki ziemniaczane z borowikami i kwaśną śmietaną (19 zł).

Postać grana w "Przekręcie" przez Alana Forda nosi ksywę Cegłówka. No cóż, od dzisiaj mówcie do mnie Betoniara.

Salonik Warszawski, ul. Poznańska 38, tel. 600 818 760, www.salonikwarszawski.pl, można płacić kartą

A Ty co sądzisz o Saloniku Warszawskim?



Podziel się