Oregano
22.01.2010
aktualizacja: 2010-11-23 14:39
Fot. ALINA GAJDAMOWICZ
Białołęka, ul. Bohaterów 14
Ja wiem, że robię wrażenie osoby trochę nie tego. Ja wiem, że wyglądam odrobinę nie tak. Ja wiem, że można mnie podejrzewać o rozmaite odchylenia. Ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że w ten najmroźniejszy jak dotąd styczeń XXI stulecia zapałałem miłością do spacerów po Białołęce, dokąd, jak do czorta na Kuliczkach, taksówka z centrum kosztuje prawie 60 zł. I że podczas zimowej przechadzki, przy iskrach sypiących się ze zrywanych sieci energetycznych i trzasku drzew łamiących się pod ciężarem lodu i śniegu, odnalazłem przez przypadek przy ulicy Bohaterów kameralną restauracyjkę Oregano. O nie, po stokroć nie! W dziewiczą wyprawę w tamte okolice wybrałem się wyłącznie z powodu szefowej kuchni Oregano. Jest nią pani Anna Martynowska uznana przez bratni magazyn "Kuchnia" za Kucharza - Odkrycie Roku 2008. Sława pani Ani zatacza coraz szersze kręgi, czas więc nadszedł, by spróbować jej kuchni. Niestety, nie miałem szczęścia, bo gdy dotarłem na ten warszawski koniec świata, okazało się, że szefowa akurat ma wolne, a mnie pozostaje sprawdzić, jak przepisy Maestry realizują jej podwładni.
Zaczęło się rewelacyjnie. Sympatyczny i sprawny kelner bez większego zdziwienia przyjął moje gargantuiczne zamówienie. Od razu przyjacielsko uśmiechnęły się do nas małe rumiane bułeczki z rozmarynem i morską solą (5 zł), swoją aksamitną, elegancką fakturą zalecał się grillowany bakłażan. Raz w towarzystwie fety i karmelizowanej cebuli (21 zł), raz w czułym związku z pięknie pachnącym kozim serem i chrupką grzanką (28 zł). Bardzo groźnie pokazywał rogi batalion ślimaków z granatami na kremowym poligonie ze śmietany i gorgonzoli (26 zł), a na bogato, tłusto i dostatnio kusiło carpaccio wołowe (33 zł). W jego centrum znalazła się kopa startego parmezanu, garnirowana łączką ziół i sałat. Nieklasyczna forma vol-au-vent z borowikami (25 zł) mnie nie przypadła do gustu, ale mieliśmy ze sobą delikwenta, który oszalał na jej punkcie. Skoro zatem sprawdza się przysłowie, że każda potwora znajdzie swego amatora, reklamacji zgłaszać nie mogę. Wyznawców nie znalazła za to wodnista zupa z jagnięciny (18 zł) oraz zbyt słodka zupa cebulowa (16 zł). Ale za to już serowa (17 zł) na drobiowym bulionie z kawałkami pleśniowego sera rzucała na kolana. Chapeau-bas, Maitresse!
Rewelacją okazały się pasty. Doceńcie powagę tego wyznania, bo zwykle za nimi nie przepadam. Ale obok jesiennych ravioli (30 zł) wypełnionych musem z pieczonej dyni podkręconej imbirem spokojnie przejść się nie da. Podobnie jak obok dwukolorowego, ciężkiego od wina i oliwek kalmarowego spaghetti (25 zł). Bezmięsny niczym poniedziałek w szkolnej stołówce J. zachwycił się z kolei szpinakowymi domowymi kluseczkami z białym winem i parmezanem (24 zł). Wyjątkową kontynuacją menu makaronowego była jeszcze upieczona w całości dorada (42 zł) z grzybami, jarzynami i czosnkowym risotto. Przy kolejnych daniach głównych zaczęły się jednak schody, przez które wyrżnąłem siekaczami o posadzkę. Złą serię zainaugurował łosoś z grilla w szafranowym sosie (35 zł). Gdzie indziej być może przeszedłby niezauważony, ale wobec wyśrubowanych oczekiwań w Oregano zabrzmiał banalnym dysonansem. Pomyłką okazała się jagnięcina (59 zł). Była wprawdzie zgrabnie pokrojona na kotlety grubości dwóch kostek, ładnie upieczona i dobrze dosmaczona, ale, niestety, nowozelandzka mrożonka nie nadaje się do jedzenia. Tego mięsa w szanujących się restauracjach po prostu nie należy podawać, bo jedzie starym, sfilcowanym góralskim swetrem. Kaczkę z podgrzybkami (42 zł) zniszczyła natomiast zamrażarka oraz bezkształtne, brejowate coś, co według menu miało być ,,słupkami z gryczanych naleśników". A indyk na słodko z miodem i sezamem (26 zł)? No, indyk na słodko. Czym tu się zachwycać?
Chcę wierzyć, że niewyraźny finał kolacji w Oregano to przykra wpadka. Każdemu może się zdarzyć, nawet największemu mistrzowi. Nie da się jednak ukryć, że miejscowym daniom, zdominowanym przez grzyby, oliwki, cebulę i brunatne smaki, brakuje lżejszych tonów. W środku naszej zimy stulecia bardzo potrzeba odrobiny promiennego blasku na talerzach.
Oregano, ul. Bohaterów 14, tel. 507 136 112, www.oregano-restauracja.pl, można płacić kartą

Zaczęło się rewelacyjnie. Sympatyczny i sprawny kelner bez większego zdziwienia przyjął moje gargantuiczne zamówienie. Od razu przyjacielsko uśmiechnęły się do nas małe rumiane bułeczki z rozmarynem i morską solą (5 zł), swoją aksamitną, elegancką fakturą zalecał się grillowany bakłażan. Raz w towarzystwie fety i karmelizowanej cebuli (21 zł), raz w czułym związku z pięknie pachnącym kozim serem i chrupką grzanką (28 zł). Bardzo groźnie pokazywał rogi batalion ślimaków z granatami na kremowym poligonie ze śmietany i gorgonzoli (26 zł), a na bogato, tłusto i dostatnio kusiło carpaccio wołowe (33 zł). W jego centrum znalazła się kopa startego parmezanu, garnirowana łączką ziół i sałat. Nieklasyczna forma vol-au-vent z borowikami (25 zł) mnie nie przypadła do gustu, ale mieliśmy ze sobą delikwenta, który oszalał na jej punkcie. Skoro zatem sprawdza się przysłowie, że każda potwora znajdzie swego amatora, reklamacji zgłaszać nie mogę. Wyznawców nie znalazła za to wodnista zupa z jagnięciny (18 zł) oraz zbyt słodka zupa cebulowa (16 zł). Ale za to już serowa (17 zł) na drobiowym bulionie z kawałkami pleśniowego sera rzucała na kolana. Chapeau-bas, Maitresse!
Rewelacją okazały się pasty. Doceńcie powagę tego wyznania, bo zwykle za nimi nie przepadam. Ale obok jesiennych ravioli (30 zł) wypełnionych musem z pieczonej dyni podkręconej imbirem spokojnie przejść się nie da. Podobnie jak obok dwukolorowego, ciężkiego od wina i oliwek kalmarowego spaghetti (25 zł). Bezmięsny niczym poniedziałek w szkolnej stołówce J. zachwycił się z kolei szpinakowymi domowymi kluseczkami z białym winem i parmezanem (24 zł). Wyjątkową kontynuacją menu makaronowego była jeszcze upieczona w całości dorada (42 zł) z grzybami, jarzynami i czosnkowym risotto. Przy kolejnych daniach głównych zaczęły się jednak schody, przez które wyrżnąłem siekaczami o posadzkę. Złą serię zainaugurował łosoś z grilla w szafranowym sosie (35 zł). Gdzie indziej być może przeszedłby niezauważony, ale wobec wyśrubowanych oczekiwań w Oregano zabrzmiał banalnym dysonansem. Pomyłką okazała się jagnięcina (59 zł). Była wprawdzie zgrabnie pokrojona na kotlety grubości dwóch kostek, ładnie upieczona i dobrze dosmaczona, ale, niestety, nowozelandzka mrożonka nie nadaje się do jedzenia. Tego mięsa w szanujących się restauracjach po prostu nie należy podawać, bo jedzie starym, sfilcowanym góralskim swetrem. Kaczkę z podgrzybkami (42 zł) zniszczyła natomiast zamrażarka oraz bezkształtne, brejowate coś, co według menu miało być ,,słupkami z gryczanych naleśników". A indyk na słodko z miodem i sezamem (26 zł)? No, indyk na słodko. Czym tu się zachwycać?
Chcę wierzyć, że niewyraźny finał kolacji w Oregano to przykra wpadka. Każdemu może się zdarzyć, nawet największemu mistrzowi. Nie da się jednak ukryć, że miejscowym daniom, zdominowanym przez grzyby, oliwki, cebulę i brunatne smaki, brakuje lżejszych tonów. W środku naszej zimy stulecia bardzo potrzeba odrobiny promiennego blasku na talerzach.
Oregano, ul. Bohaterów 14, tel. 507 136 112, www.oregano-restauracja.pl, można płacić kartą

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

