Delicja Polska
12.02.2010
aktualizacja: 2010-11-23 14:36
Śródmieście, ul. Krakowskie Przedmieście 45
ZOBACZ TAKŻE
- Co je Warszawa? Flaki, cynaderki, faszerowane jajka? (08-08-10, 19:10)
Gdy wszedłem do piwnic przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie mieści się Delicja Polska, w pierwszym odruchu przestawiłem się na szept. Kilka ogromnych pokoi było całkowicie pustych i panowała w nich absolutna cisza. Przerywało ją jedynie delikatne dzwonienie kryształków w wielkim żyrandolu. Cicho, jak najciszej, spytałem panią kelnerkę, czy da się coś zjeść, czy to tylko atrapa restauracji. Miła dziewczyna osłupiała na mój widok i bezwolnie poddała się narzuconej konwencji. Również zniżyła głos i ledwo otwierając usta, zaprosiła do stolika. A skoro ona, to i ja. A gdy ja, to i ona. Cicho sza! Przez dobrych kilka minut czytaliśmy sobie wyłącznie z trzepotu warg, ale i one powoli zaczęły zamierać. Wtapialiśmy się stopniowo w bezruch lokalu. To było nawet piękne - tak liczyć bezgłośnie konające kwadranse...
Ale wtedy wpadł J. On to nie umie docenić niebanalnych sytuacji. Tubalnym głosem zażądał menu i zaczął się dziwić, że oprócz nas nie ma żadnego klienta. Co za badylarz! Kryształki żyrandoli oszalały niczym wawelski Zygmunt podczas rezurekcji. A przecież mogliśmy dalej milczeć w stygnącym czasie i wcale nie byłoby źle. A tak trzeba było zatopić widelec w tatara wołowego rzekomo doprawionego na bogato (35 zł). Rzekomo, bo zabrakło w nim szprotki, a i konsystencja zamiast struganej była muślinowa, prosto z maszynki do mięsa. Nie znoszę, gdy piana z wołowej polędwicy oblepia mi podniebienie. Ohyda! Pomyłką okazały się też skwierczące krewetki z patelni. Sześć niewielkich sztuk za 49 zł to solidna przesada, szczególnie gdy są przypalone, a obiecanego w karcie peperoncino nie ma w nich ani na lekarstwo. Placki ziemniaczane z łososiem (35 zł) również miały poważny feler. Po pierwsze, charakteryzowały się gliniastą konsystencją, a i sama rybka należała do kategorii tzw. sałatkowej, czyli odpadowej, czyli mówiąc wprost - niejadalnej, bo potwornie słonej. Ten sam łosoś znalazł się również w sałatce nazwanej ,,Wędzone polskie ryby na kruchych sałatach'' (26 zł). My, Polacy, mamy szerokie serca, więc chętnie naturalizujemy norweskiego łososia i atlantycką makrelę, ale po co od razu zwać je polskimi rybami. Czy tylko dlatego, że towarzyszy im rodzimy pstrąg? Wodnisty barszcz ukraiński (12 zł) oraz chłodna i mało esencjonalna zupa cebulowa (9 zł) nie polepszyły sytuacji. Tęskniłem do pierwotnej Delicjowej ciszy... Szczególnie że przestaliśmy już być sami.
Knajpa niby się rozbudziła, ale czy to było życie, czy dalsza część trudnego snu? Przy trzech stolikach zasiedli panowie krawaciarze i zamiast spędzać wieczorną godzinę w miłym towarzystwie, omawiali w językach obcych jakieś biznesowe kwestie. Koszmar. Jego kontynuacją było spotkanie z polecanym, jako specjalność, gęsim udem (59 zł). Traf chciał, że dzień wcześniej jadłem gęś u mojego taty i niestety to, co podano w Delicji Polskiej, było zwykłym pośmiewiskiem. Jakim sposobem pysznie tłusty ptaszek zamienia się w suchy strzęp ścierwa? Dlaczego polscy kucharze nie duszą gęsiny we własnym smalcu, co jest najbardziej klasycznym sposobem przyrządzania ciężkiego drobiu? Ale nie ma co pastwić się dalej nad gąską, jako że podano pomarańczowy sorbet z wódką. Wprawdzie uważam, że ten typ serwisu jest anachroniczną przeginką i można sobie nań pozwolić wyłącznie w wielkich domach restauracyjnych, ale tym razem sorbet przyniósł wyzwolenie. Nad smutnym, krawaciarskim pejzażem Delicji Polskiej wzeszło promienne słońce. Prosto z pieca wyłonił się genialny kurczak po polsku (36 zł). Połówka kurzego młodzieńca faszerowana nadzieniem z wątróbki, podlana słodkim, owocowym werniksem, dosłownie rozpadała się na poszczególne włókna, budząc w ustach autentyczną rozkosz. Po nim delikatna, zwiewna pieczeń z cielęciny (32 zł) w kremowym, korzennym sosie oraz świetny pstrąg (39 zł) ze złocistą skórką zapieczony w gliniance z warzywami. Odetchnąłem z ulgą.
"Wszystko dobre, co się dobrze kończy" - twierdzi klasyk. Mnie jednak interesuje również gra wstępna, a tej w Delicji Polskiej zabrakło, co szczególnie ważne w kontekście zbliżających się walentynek. Bo przecież satysfakcja nie płynie wyłącznie ze smyrania się krawatami.
Delicja Polska, ul. Krakowskie Przedmieście 45, tel. 22 826 47 70, www.delicjapolska.pl

Ale wtedy wpadł J. On to nie umie docenić niebanalnych sytuacji. Tubalnym głosem zażądał menu i zaczął się dziwić, że oprócz nas nie ma żadnego klienta. Co za badylarz! Kryształki żyrandoli oszalały niczym wawelski Zygmunt podczas rezurekcji. A przecież mogliśmy dalej milczeć w stygnącym czasie i wcale nie byłoby źle. A tak trzeba było zatopić widelec w tatara wołowego rzekomo doprawionego na bogato (35 zł). Rzekomo, bo zabrakło w nim szprotki, a i konsystencja zamiast struganej była muślinowa, prosto z maszynki do mięsa. Nie znoszę, gdy piana z wołowej polędwicy oblepia mi podniebienie. Ohyda! Pomyłką okazały się też skwierczące krewetki z patelni. Sześć niewielkich sztuk za 49 zł to solidna przesada, szczególnie gdy są przypalone, a obiecanego w karcie peperoncino nie ma w nich ani na lekarstwo. Placki ziemniaczane z łososiem (35 zł) również miały poważny feler. Po pierwsze, charakteryzowały się gliniastą konsystencją, a i sama rybka należała do kategorii tzw. sałatkowej, czyli odpadowej, czyli mówiąc wprost - niejadalnej, bo potwornie słonej. Ten sam łosoś znalazł się również w sałatce nazwanej ,,Wędzone polskie ryby na kruchych sałatach'' (26 zł). My, Polacy, mamy szerokie serca, więc chętnie naturalizujemy norweskiego łososia i atlantycką makrelę, ale po co od razu zwać je polskimi rybami. Czy tylko dlatego, że towarzyszy im rodzimy pstrąg? Wodnisty barszcz ukraiński (12 zł) oraz chłodna i mało esencjonalna zupa cebulowa (9 zł) nie polepszyły sytuacji. Tęskniłem do pierwotnej Delicjowej ciszy... Szczególnie że przestaliśmy już być sami.
Knajpa niby się rozbudziła, ale czy to było życie, czy dalsza część trudnego snu? Przy trzech stolikach zasiedli panowie krawaciarze i zamiast spędzać wieczorną godzinę w miłym towarzystwie, omawiali w językach obcych jakieś biznesowe kwestie. Koszmar. Jego kontynuacją było spotkanie z polecanym, jako specjalność, gęsim udem (59 zł). Traf chciał, że dzień wcześniej jadłem gęś u mojego taty i niestety to, co podano w Delicji Polskiej, było zwykłym pośmiewiskiem. Jakim sposobem pysznie tłusty ptaszek zamienia się w suchy strzęp ścierwa? Dlaczego polscy kucharze nie duszą gęsiny we własnym smalcu, co jest najbardziej klasycznym sposobem przyrządzania ciężkiego drobiu? Ale nie ma co pastwić się dalej nad gąską, jako że podano pomarańczowy sorbet z wódką. Wprawdzie uważam, że ten typ serwisu jest anachroniczną przeginką i można sobie nań pozwolić wyłącznie w wielkich domach restauracyjnych, ale tym razem sorbet przyniósł wyzwolenie. Nad smutnym, krawaciarskim pejzażem Delicji Polskiej wzeszło promienne słońce. Prosto z pieca wyłonił się genialny kurczak po polsku (36 zł). Połówka kurzego młodzieńca faszerowana nadzieniem z wątróbki, podlana słodkim, owocowym werniksem, dosłownie rozpadała się na poszczególne włókna, budząc w ustach autentyczną rozkosz. Po nim delikatna, zwiewna pieczeń z cielęciny (32 zł) w kremowym, korzennym sosie oraz świetny pstrąg (39 zł) ze złocistą skórką zapieczony w gliniance z warzywami. Odetchnąłem z ulgą.
"Wszystko dobre, co się dobrze kończy" - twierdzi klasyk. Mnie jednak interesuje również gra wstępna, a tej w Delicji Polskiej zabrakło, co szczególnie ważne w kontekście zbliżających się walentynek. Bo przecież satysfakcja nie płynie wyłącznie ze smyrania się krawatami.
Delicja Polska, ul. Krakowskie Przedmieście 45, tel. 22 826 47 70, www.delicjapolska.pl

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

