Delikatesy Bracia Gessler

Maciej Nowak
19.02.2010 aktualizacja: 2010-11-23 14:34
A A A Drukuj
Delikatesy Bracia Gessler
Śródmieście, Krakowskie Przedmieście, budynek Hotelu Europejskiego
Kanapkowa monokultura, która opanowała niemal cały Zachód, potrafi być irytująca. We Francji, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii trudno czasami znaleźć restaurację serwującą normalne dania - wszędzie kanapki, kanapki, kanapki. Dobrze wiemy, dlaczego tak się dzieje. Wobec spektakularnej drożyzny, jaka panuje w krajach Unii Europejskiej wobec absurdalnie wysokich czynszy i ogromnych kosztów robocizny szansę na powodzenie mają przede wszystkim lokale niewielkie, pozbawione często zaplecza kuchennego i niezatrudniające specjalistycznego personelu. W takich miejscach kanapki są rozwiązaniem idealnym: łatwe do przygotowania, różnorodne i przede wszystkim - stosunkowo tanie, co jest argumentem nie do zlekceważenia.

Ale są kanapki i kanapki. Porównajcie tylko to, co kupić można w bufetach Dworca Centralnego w Warszawie z tym, co proponuje francuska piekarnia Vincent na Nowym Świecie. Te pierwsze nieapetycznie pachną oszustwem, te drugie - obezwładniają bogactwem zawartości. I ceną. Kanapki to zresztą spory kawałek europejskiej kultury kulinarnej. Dzięki nim przeszedł do historii m.in. John Montagu, czwarty Książę Sandwich, który nie lubił wstawać od kart nawet na posiłek. Zdesperowany nadworny kucharz zmuszony został do wymyślenia potrawy, którą łatwo chwycić w garść i pogryzać w trakcie gry. W 1762 roku wpadł na genialny pomysł, by obłożoną wędlinami i warzywami kromkę nakryć następną. Tak powstały sandwicze. Kanapki przyniosły też sławę krakowskiemu rodowi Trześniewskich, którzy w 1905 roku otworzyli w Wiedniu barek z kanapkami. Dziś kromka ciemnego chleba garnirowana pastą jajeczną tworzy wraz z tortem Sachera i Wienerschnitzel wielką trójcę wiedeńskiej gastronomii. Przed laty chwile kanapkowej chwały przeżywała również Warszawa. Gdy na początku XX wieku pojawili się w naszym mieście kucharze wcześniej praktykujący u krakowskiego restauratora Hawełki, zachwycili publiczność właśnie kanapkami. Najsłynniejszy był niejaki Klimek, który naprzeciwko Filharmonii przyrządzał m.in. kanapkę zwaną kawior norweski. Wspominał ją Władysław Płachciński: ,,połowa solanki [bułki z solą - przypis MN] z sałatką z łososia z wody i wędzonego, z sosem majonezowym, grzybkami i kaparami, jajkiem na twardo i znowu na wierzchu położonymi kaparami. To było cudo''.

Sto lat później dzięki Delikatesom Braci Gessler kanapki znów są w ustach i na ustach połowy Warszawy. Adam Gessler, ten szarlatan i król Midas warszawskiej gastronomii, wspólnie ze swym bratem Piotrem, otworzyli kolejny lokal, który w ciągu kilku miesięcy zyskał miano kultowego. W Przekąskach Zakąskach, pod surowym okiem prezydenta Kaczyńskiego, wodzą na pokuszenie i wódeczkę za 4 zł warszawskie ćmy. W ciągu dnia z kolei przyciągają do Delikatesów tłumy na wyśmienite kanapki za 5 zł. W wielkiej witrynie naprzeciwko hotelu Bristol przez cały boży dzionek stoi pani kucharka, która kroi bułki, smaruje je masłem, wykłada zieloną sałatą i uzbraja plastrem pieczeni rzymskiej, sztufady lub kotleta mielonego. Można je zjeść na ciepło, ja jednak najbardziej lubię przekąsić w stylu czwartego księcia Sandwich, czyli - prosto z rąk wdzięcznej kuchareczki. Oprócz kanapek spróbujcie też czerwonego barszczyku, flaczków albo grzybowej z kapustą. Z regałów wdzięczą się tutaj słoiki z domowymi przetworami, a z lady chłodniczej - pyszne ciastka pana Włodka. Gdy macie odrobinę szczęścia, to natraficie też na jajka kury zielononóżki, węgierskie wędliny oraz lemoniadę Traubisoda, której smak przypomina wakacje nad Balatonem w latach 80.

Kilka gastronomicznych drobiazgów, a tyle radości. Gratuluję, Panowie Gesslerowie.

Delikatesy Gessler, ul. Krakowskie Przedmieście, budynek Hotelu Europejskiego, www.gessler.pl



Podziel się