Ye Goode Foode
02.04.2010
aktualizacja: 2010-11-23 14:29
Fot. Jacek Lagowski / Agencja Gazeta
Śródmieście, ul. Krucza 16/22
Ani się obejrzeliśmy, a większość tego, czym gasimy pragnienie, pochodzi od kilku wielkich międzynarodowych koncernów o wątpliwej reputacji. Cynicznie i planowo zniechęcają nas do wody z miejskich wodociągów czy do mleka, które rzekomo szkodzi dorosłym. Każdy litr napoju niepochodzącego z globalistycznych wodopojów odbiera im dochód, więc walka jest naprawdę zaciekła. W restauracjach sytuacja jest jeszcze bardziej skrajna, bo cały rynek podzielony został między dwie firmy. W rezultacie podczas posiłku skazani jesteśmy na napoje produkowane przez wytwórców ciemnych lemoniad. I o ile można jeszcze zrozumieć słabość do flaszek z czerwonym logo obrośniętym popkulturowymi kontekstami, o tyle już ich wody są zupełnie pozbawione smaku i charakteru. Wyłamanie się z tego totalitarnego układu wymaga prawdziwego hartu ducha, dlatego z prawdziwą przyjemnością spojrzałem na lodówkę barku Ye Goode Foode. Nie ma w niej ani jednej butelki pochodzącej z taśm produkcyjnych światowych monopolistów. Są za to pyszne wody gruzińskie, włoskie i polskie, a oprócz nich ekologiczne i kolorowe oranżady z Niemiec, dobre krajowe wyciskane soki jabłkowe, kompot z suszonych śliwek oraz rewelacyjna domowa lemoniada z trawy cytrynowej (8 zł). To jest naprawdę osiągnięcie i dowód na to, że mimo wszystkich przeciwieństw i utraty części korzyści promocyjnych możliwe jest skomponowanie ambitnego drink-baru.
Godne medalu są również tutejsze kanapki podawane na wyśmienitym ciemnym chlebie z chrupką skórką i wilgotnym miąższem. Podobno pieczony jest specjalnie dla Ye Goode Foode, w co chętnie wierzę, bo takich piekarniczych arcydzieł w Warszawie trzeba ze świecą szukać. Jednak to dopiero pierwszy krok. Drugim jest umiejętność zamienienia dobrego pieczywa w jeszcze lepsze sznytki, jak mawiała moja ukochana grudziądzka babcia. Zresztą posłuchajcie sami, jak to brzmi, a smakuje jeszcze lepiej: kanapka z pstrągiem wędzonym na paście z ryb obłożona kiełkami i pestkami granatu (15 zł), kanapka z kawałkami indyka na humusie (13 zł), kanapka z serem korycińskim na paście z kaszy gryczanej (12 zł), kanapka z różowym rostbefem na paście paprykowej (14 zł). Każda z tych kompozycji to autentyczna kulinarna poezja. Gdy komuś mało wrażeń, to pasty może zamawiać oddzielnie albo wręcz w wielkim zestawie. Wtedy warto zwrócić uwagę jeszcze na doskonały mus z awokado oraz coś w rodzaju delikatnego, domowego majonezu.
Zachłystując się pomysłem na lokal z organicznym jedzeniem, gustownie urządzony w jasnych, drewnianych tonach, nie mogę, niestety, ukrywać, że nie wszystko smakuje tak bardzo jak oryginalne napoje i kanapki. Problem zaczął się przy daniach ciepłych. Jeszcze kremu z buraków z kaszą gryczaną (13 zł) oraz ascetycznej, klarownej zupy rybnej (16 zł) da się bronić, choć daleko im do wyjątkowości kanapek. Na żadne zmiłowanie nie zasługują natomiast dania główne. Grillowany, suchy filet z kurczaka (31 zł) rzucony na brudno podsmażone warzywa jest zwykłą kompromitacją. Niedużo lepszy był stek z polędwicy wołowej (45 zł), którego ratowały tylko fajne i oryginalne placuszki z kaszy gryczanej. Ale, do licha, to nie było danie pt. placki z polędwicą, ale dokładnie odwrotnie. Dorsz (36 zł) z kolei niebezpiecznie dzielił swoją konsystencję z płytą paździerzową, a biały, stanowczo zbyt mało wyraźny sos kokosowy podano w dawce homeopatycznej. Anonsowany w karcie ryż czerwony nie pojawił się w ogóle. W tym momencie szlag mnie trafił, bo kucharze Ye Goode Foode strzelają sobie w kolano. Ich niedoróbki są potwierdzeniem najgorszych stereotypów na temat ekologicznego menu. Że nudne, że pozbawione wdzięku, że elementarne w stopniu niedopuszczalnym. Dobre intencje zamieniają się w ten sposób w kocie łby, którymi wybrukowano wiadomo co.
Na koniec mamy jednak szansę na nagrodę pocieszenia. Zamówcie dziwną czerwoną herbatę rooibos (8 zł), która parzona jest niczym kawa: ze spienionym mleczkiem jako cappuccino, w malutkiej filiżance jako espresso i przedłużana mlekiem jako americana. Specjaliści rozpisują się o jej walorach zdrowotnych, ja powiem krótko: jest zajebista.
Ye Goode Foode, ul. Krucza 16/22, tel. 22 434 23 88, można płacić kartą, dostępne dla osób na wózkach (choć z drobnymi kłopotami wynikającymi z niewygodnego kierunku otwierania się drzwi do toalety)

Godne medalu są również tutejsze kanapki podawane na wyśmienitym ciemnym chlebie z chrupką skórką i wilgotnym miąższem. Podobno pieczony jest specjalnie dla Ye Goode Foode, w co chętnie wierzę, bo takich piekarniczych arcydzieł w Warszawie trzeba ze świecą szukać. Jednak to dopiero pierwszy krok. Drugim jest umiejętność zamienienia dobrego pieczywa w jeszcze lepsze sznytki, jak mawiała moja ukochana grudziądzka babcia. Zresztą posłuchajcie sami, jak to brzmi, a smakuje jeszcze lepiej: kanapka z pstrągiem wędzonym na paście z ryb obłożona kiełkami i pestkami granatu (15 zł), kanapka z kawałkami indyka na humusie (13 zł), kanapka z serem korycińskim na paście z kaszy gryczanej (12 zł), kanapka z różowym rostbefem na paście paprykowej (14 zł). Każda z tych kompozycji to autentyczna kulinarna poezja. Gdy komuś mało wrażeń, to pasty może zamawiać oddzielnie albo wręcz w wielkim zestawie. Wtedy warto zwrócić uwagę jeszcze na doskonały mus z awokado oraz coś w rodzaju delikatnego, domowego majonezu.
Zachłystując się pomysłem na lokal z organicznym jedzeniem, gustownie urządzony w jasnych, drewnianych tonach, nie mogę, niestety, ukrywać, że nie wszystko smakuje tak bardzo jak oryginalne napoje i kanapki. Problem zaczął się przy daniach ciepłych. Jeszcze kremu z buraków z kaszą gryczaną (13 zł) oraz ascetycznej, klarownej zupy rybnej (16 zł) da się bronić, choć daleko im do wyjątkowości kanapek. Na żadne zmiłowanie nie zasługują natomiast dania główne. Grillowany, suchy filet z kurczaka (31 zł) rzucony na brudno podsmażone warzywa jest zwykłą kompromitacją. Niedużo lepszy był stek z polędwicy wołowej (45 zł), którego ratowały tylko fajne i oryginalne placuszki z kaszy gryczanej. Ale, do licha, to nie było danie pt. placki z polędwicą, ale dokładnie odwrotnie. Dorsz (36 zł) z kolei niebezpiecznie dzielił swoją konsystencję z płytą paździerzową, a biały, stanowczo zbyt mało wyraźny sos kokosowy podano w dawce homeopatycznej. Anonsowany w karcie ryż czerwony nie pojawił się w ogóle. W tym momencie szlag mnie trafił, bo kucharze Ye Goode Foode strzelają sobie w kolano. Ich niedoróbki są potwierdzeniem najgorszych stereotypów na temat ekologicznego menu. Że nudne, że pozbawione wdzięku, że elementarne w stopniu niedopuszczalnym. Dobre intencje zamieniają się w ten sposób w kocie łby, którymi wybrukowano wiadomo co.
Na koniec mamy jednak szansę na nagrodę pocieszenia. Zamówcie dziwną czerwoną herbatę rooibos (8 zł), która parzona jest niczym kawa: ze spienionym mleczkiem jako cappuccino, w malutkiej filiżance jako espresso i przedłużana mlekiem jako americana. Specjaliści rozpisują się o jej walorach zdrowotnych, ja powiem krótko: jest zajebista.
Ye Goode Foode, ul. Krucza 16/22, tel. 22 434 23 88, można płacić kartą, dostępne dla osób na wózkach (choć z drobnymi kłopotami wynikającymi z niewygodnego kierunku otwierania się drzwi do toalety)

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

