Guccio Domagoj

Maciej Nowak
14.05.2010 aktualizacja: 2010-11-23 14:24
A A A Drukuj
Guccio Domagoj fot. ROBERT KOWALEWSKI
Żoliborz, ul. Suzina 8
ZOBACZ TAKŻE
Jest coś wysoce niepokojącego w żoliborskiej niechęci do życia gastronomicznego. Jedna z najpiękniejszych dzielnic Warszawy, zamieszkana przez spójną i zamożną społeczność, odwraca się wyniośle od knajp, których jest tu jak na lekarstwo. Tak jakby w kodeksie żoliborskiej inteligencji lokale uchodziły za coś niestosownego i niegodnego. Jeśli pamiętać, że gastronomia poza konsumpcją realizuje również funkcje - zgodnie z terminologią socjologiczną - miejsc trzecich, czyli stwarzających szanse spotkania i dialogu, to deficyt lokali na Żoliborzu daje do myślenia. Być może życie w cieniu grobu ks. Jerzego, w wytwornych przedwojennych wnętrzach musi skutkować zamknięciem i kultywowaniem tradycjonalistycznych obyczajów? Rozbłyska jednak jutrzenka nadziei. W ostatnich miesiącach pojawiły się w żoliborskiej twierdzy dwa sympatyczne lokale promujące kuchnie świata. Przy pl. Inwalidów otwarta została filia ulubionego Dzikiego Ryżu, a w dawnym kinoteatrze Tęcza - chorwacki klub winiarski Guccio Domagoj. O Dzikim Ryżu napiszę wkrótce, dziś zajmiemy się Chorwatami.

Mam do Chorwacji stosunek pozytywny, gdyż nieskażony bliższym kontaktem. Nigdy tam nie byłem i chyba już nie będę, bo odkąd kilka miesięcy temu odkryłem czarną Afrykę, już wiem, że interesują mnie wyłącznie podróże właśnie tam oraz do Bułgarii. Reszta świata może nie istnieć. W Afryce interesuje mnie wszystko, w Bułgarii - rakija, szopska sałata i ajran, a w Chorwacji...? No właśnie, co ciekawego oferuje Chorwacja? Guccio Domagoj na to pytanie nie udziela precyzyjnej i pełnej odpowiedzi, bo trochę nie chce się wierzyć, że rachityczne szaszłyczki wieprzowe z odrobiną ajwaru (28 zł) czy mało soczysta polędwica wieprzowa w sosie z zielonego pieprzu (28 zł) to akurat największe powody do kulinarnej chwały narodu chorwackiego. Również banalny makaron z tuńczykiem (22 zł), krewetki w maśle czosnkowym (23 zł), roladki z kurczaka (24 zł) i stek z tuńczyka z kaparami (28 zł) żadnego podniebienia nie oszołomią. To potrawy w guście nieco studenckim, przyrządzone na szybko przez kucharza, który przepisy wynotował z jakiegoś kolorowego magazynu kobiecego. Co jednak sprawia, że malutki Guccio Domagoj w poniedziałkowy wieczór zapełniony jest do ostatniego miejsca? Dlaczego internetowe fora pełne są entuzjastycznych opinii? W czym tkwi tajemnica?

Żeby to zrozumieć, odsuńcie na bok talerze z mało pociągającymi daniami z karty. Naprawdę można sobie bez nich dać radę. Zamówcie za to hrvatską platę (16 zł), której królową jest prsut, czyli długo dojrzewająca szynka, w pobliskich Włoszech znana również jako prosciutto. Nie umiem ocenić, czy chorwacka wersja jest od razu lepsza od włoskiej, nie mam zaś najmniejszych wątpliwości, że jakością jej nie ustępuje. Prsut zagryzajcie dwoma chorwackimi serami - białym i żółtym, i - najważniejsze - popijajcie dobrym winem. Ja na początek prawdziwej wiosny wybrałem musujące rose Anita (140 zł), wytrawne, lekko korzenne, a Żoliborz od razu wydał się ciekawszy niż na trzeźwo. Szczególnie po tym, gdy z J. opróżniliśmy drugą butelkę anity. I mam dla państwa dobrą wiadomość: Anita to najdroższe wino w piwniczce Guccio Domagoj. Pozostałe tańsze są średnio o jedną trzecią, więc miłe szaleństwo nie musi prowadzić do bankructwa. Jako ciekawostkę spróbujcie też miszmaszu (7 zł) i bambusa (7 zł). Te ekstrawaganckie drinki to mieszanka wina z fantą lub colą. Na tego typu dziwactwa pozwalają sobie ostatnio coraz częściej ludzie z rejonów winiarskich. Mnie to przez gardło przechodzi z pewnym trudem, ale - kto wie - może za kilka lat podobne zajzajery uchodzić będą za normę. W końcu jeszcze dekadę temu koktajl z whisky i coli budził konsternację. W każdym razie - na pewno był nie do przyjęcia na stołecznym Żoliborzu.

Guccio Domagoj, ul. Suzina 8, www.winachorwackie.pl, 22 392 74 37, 22 392 74 38, można płacić kartą



Podziel się