Mistrz i Małgorzatka
09.07.2010
aktualizacja: 2010-11-23 14:19
fot. Bartosz Bobkowski
Mokotów, ul. Czerniakowska 149
ZOBACZ TAKŻE
- Smaki Warszawy: wybieramy kulinarny symbol stolicy! (06-08-10, 09:00)
- List z Dalmacji (06-08-10, 06:00)
Ten felieton jest facetem. Z trochę podkrążonymi oczami, z lekko przerzedzonymi włosami i ogorzała cerą o rozszerzonych, zaczerwienionych porach. Unikającym krzykliwie kolorowych koszul i szalików, preferującym praktyczną linię modową Polskiego Związku Wędkarskiego. Lubiącym skoczyć z kolegami z roboty na Czerniaków na szybkie piwko i konkretny obiadek. Żadne tam sushi, pizze czy frytki z ketczapem. Żadne mrożonki czy kuchenki mikrofalowe. To dobre dla tych ze Śródmieścia i farmazoniarzy z Agory, którzy urzędują przy Czerskiej. Obiad to obiad. Złocisty, tłusty rosół z domowym makaronem i wkładką mięsną (8 zł) albo gęsty, pastelowoczerwony barszcz ukraiński z ziemniakami i fasolą (7 zł). Żurek na dudkach (6 zł), czyli płuckach wieprzowych, albo flaczki z drobiu (7 zł), czyli drobno posiekane mięso z kurczaka w bulionie doprawionym suto majerankiem. To jest obiad! Czterdziestka czyściochy w nim nie przeszkodzi, przeciwnie - podkręci temperaturę ożywionej towarzyskiej dyskusji. A i apetyt wzmocni. Pozwoli domówić jeszcze klasycznego mieloniaka (7,50 zł), kruchego i soczystego zarazem, z ziemniakami i buraczkami na kwaśno. Albo solidną bitkę wołową (12 zł) z najlepszymi nad Wisłą kopytkami, z których przed ugotowaniem odsączono nadmiar skrobi, dzięki czemu mają świetną, apetyczną konsystencję, a nie przypominają NRD-owskich galaretkowych miśków. Jeśli ktoś z kolegów ma jeszcze wolne moce przerobowe, można spróbować cynaderek wieprzowych (7 zł) oraz żołądków drobiowych (8 zł). Podawane w bulionówkach, świetnie dosmaczone są dobrym pretekstem do kolejnej czterdziestki. Ona im się po prostu należy. A czterdziestkę popchnąć trzeba inowłodzanką, kapslowaną wodą sodową. Czy młodsi czytelnicy na pewno wiedzą, co to jest woda sodowa i czym się różni od wody mineralnej gazowanej?
Ten felieton stał się facetem w ostatni wtorek podczas wizyty w barku Mistrz i Małgorzatka na rogu Czerniakowskiej i Suligowskiego. W trakcie trzygodzinnego, popołudniowego seansu do wnętrza weszła jedna pani, i to tylko po obiad na wynos. Kilkudziesięciu pozostałych klientów, którzy przewinęli się przez lokal, to wyłącznie faceci. Tacy sami, jak ten felieton. Opierali się o bufet, przysiadali na hokerach, zamawiali piwko, zamawiali wódeczkę, ale przede wszystko - z wielką ufnością i zadowoleniem oddawali się konsumpcji potraw, ciasno wypisanych kredą na tablicy wiszącej na ścianie. O ile bar w Mistrzu i Małgorzatce okupują mężczyźni, to na zapleczu królują panie. Jak wieść niesie, to doświadczone specjalistki zdobywające umiejętności w legendarnych warszawskich restauracjach, takich jak Krokodyl na Rynku Starego Miasta czy Hawana przy pl. Konstytucji. W każdym razie pewną rękę profesjonalistek czuć w każdym daniu. Przy okazji gołąbków z mięsem i ryżem (9 zł) czy schabowego (13 zł), wielkiego i grubego jak dłoń robociarza.
Czerniaków pełni szczególną rolę w dziejach i współczesności warszawskiej gastronomii. Przed wojną nocami do tutejszych spelunek do Władzi, do Portu, do Atlasa, do Sielanki przemieszczało się rozbawione eleganckie towarzystwo z centrum pragnące zaznać cwaniackiego folkloru. Interes w tym zwietrzył Moryc Atlas, który za drobną opłatą aranżował bójki gangów. Panie w puszystych pelisach i panowie z rozwiązanymi muszkami zwisającymi bezwładnie na jedwabnych klapach ich smokingów byli podekscytowani rozrywkami prostego ludu, a sprzedaż wódeczki i minogów na zakąskę zwiększała się wielokrotnie. Mistrz i Małgorzatka kontynuuje tradycje dawnego Czerniakowa. Obecny właściciel gospodarzy tu od połowy lat 80., a knajpę przejął od poprzedniej szefowej, która założyła go dziesięć lat wcześniej pod szyldem Małgorzatka. Mistrz pojawił się na nim w latach 80. na fali ogromnego wówczas zainteresowania powieścią Bułhakowa. Zanim przed prawie 40 laty w tym narożnym lokalu na skrzyżowaniu Czerniakowskiej i Suligowskiego zagościła gastronomia, naprawiał tu buty szewc Kieliszek. Duch jego zakładu przetrwał w nim do dzisiaj.

Ten felieton stał się facetem w ostatni wtorek podczas wizyty w barku Mistrz i Małgorzatka na rogu Czerniakowskiej i Suligowskiego. W trakcie trzygodzinnego, popołudniowego seansu do wnętrza weszła jedna pani, i to tylko po obiad na wynos. Kilkudziesięciu pozostałych klientów, którzy przewinęli się przez lokal, to wyłącznie faceci. Tacy sami, jak ten felieton. Opierali się o bufet, przysiadali na hokerach, zamawiali piwko, zamawiali wódeczkę, ale przede wszystko - z wielką ufnością i zadowoleniem oddawali się konsumpcji potraw, ciasno wypisanych kredą na tablicy wiszącej na ścianie. O ile bar w Mistrzu i Małgorzatce okupują mężczyźni, to na zapleczu królują panie. Jak wieść niesie, to doświadczone specjalistki zdobywające umiejętności w legendarnych warszawskich restauracjach, takich jak Krokodyl na Rynku Starego Miasta czy Hawana przy pl. Konstytucji. W każdym razie pewną rękę profesjonalistek czuć w każdym daniu. Przy okazji gołąbków z mięsem i ryżem (9 zł) czy schabowego (13 zł), wielkiego i grubego jak dłoń robociarza.
Czerniaków pełni szczególną rolę w dziejach i współczesności warszawskiej gastronomii. Przed wojną nocami do tutejszych spelunek do Władzi, do Portu, do Atlasa, do Sielanki przemieszczało się rozbawione eleganckie towarzystwo z centrum pragnące zaznać cwaniackiego folkloru. Interes w tym zwietrzył Moryc Atlas, który za drobną opłatą aranżował bójki gangów. Panie w puszystych pelisach i panowie z rozwiązanymi muszkami zwisającymi bezwładnie na jedwabnych klapach ich smokingów byli podekscytowani rozrywkami prostego ludu, a sprzedaż wódeczki i minogów na zakąskę zwiększała się wielokrotnie. Mistrz i Małgorzatka kontynuuje tradycje dawnego Czerniakowa. Obecny właściciel gospodarzy tu od połowy lat 80., a knajpę przejął od poprzedniej szefowej, która założyła go dziesięć lat wcześniej pod szyldem Małgorzatka. Mistrz pojawił się na nim w latach 80. na fali ogromnego wówczas zainteresowania powieścią Bułhakowa. Zanim przed prawie 40 laty w tym narożnym lokalu na skrzyżowaniu Czerniakowskiej i Suligowskiego zagościła gastronomia, naprawiał tu buty szewc Kieliszek. Duch jego zakładu przetrwał w nim do dzisiaj.

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

