Restauracja Mołdawska
20.08.2010
aktualizacja: 2010-11-23 14:16
Mokotów, Al. Ujazdowskie 6a
ZOBACZ TAKŻE
- List z Dalmacji (06-08-10, 06:00)
- Cevap (16-07-10, 06:00)
- El Greco (25-06-10, 06:00)
Od poniedziałku czuję się, jakby wsadzono mi śrubokręt w serce i kilka razy przekręcono. Pierś przeszywa ból, a usta - niesmak. Do wypadku doszło w restauracji Mołdawskiej mieszczącej się w neorenesansowym Pałacu Rembielińskiego na rogu Alej Ujazdowskich i Pięknej.
Od kilku już lat w piwnicy tego budynku walczą o przetrwanie kolejne lokale gastronomiczne. Szyld zmieniał się dość często, ale też nigdy nie miałem poczucia, że dzieje tu się jakiś kulinarny skandal. Ot, przeciętne restauracje obsługujące przede wszystkim okoliczny ruch lunchowy. Równie przeciętny był wystrój tych piwnicznych wnętrz, ale już taras po schodkach od strony ul. Matejki potrafi uwieść. Czuć tu klasę architektury projektowanej przez ulubieńca XIX-wiecznego warszawskiego mieszczaństwa Franciszka Marię Lanciego. Miły taras pośród zieleni, smakołyki z ulubionego regionu bałkańsko-czarnomorskiego, serdeczni przyjaciele wokół stołu. Czy to nie przepis na udany wieczór? Czegóż chcieć więcej? Nie ma jednak sytuacji, której nie dałoby się zepsuć.
Konsternacja powstała już na samym początku, gdy zajrzeliśmy do karty. Okazało się, że dania mołdawskie ukryte są między najgorszymi banałami stołecznej gastronomii. Zamiast słonecznych smaków mamałygi, bakłażanów, papryki, soczystych owoców i grillowanych miczi, mamy krewetki w maśle, śledzia w oliwie, makarony i pieczoną golonkę. Właścicielom Mołdawskiej ewidentnie zabrakło odwagi, by stworzyć restaurację o wyraźnym stylu. W rezultacie zapełnili menu asortymentem typu mydło i powidło, z czego dopiero wydłubywać trzeba oryginalne południowe smaki. Ale uwaga! Gdy już je odnajdziemy, to nie spodziewajmy się spożywczych aktów strzelistych. Raczej chrońcie się przed niespodziewanymi odłamkami. Jakość tutejszej kuchni przypomina prowincjonalne radzieckie restauracje. Zupełnie jak - powiedzmy - w "Dworcu dla dwojga" w reż. Eldara Riazanowa.
Z radzieckiego menu przeniesiono tu żywcem danie o nazwie żulien (10 zł), które poza krajami dawnego ZSRR nigdzie nie występuje, a i tam tylko prawem kaduka. Guru rosyjskich historyków stołu, wielki Wilam Pochlebkin w swoim Słowniku Kulinarnym pisze: "Czasami w złych restauracjach podają jako żulien () grzyby zapieczone w śmietanie". W Mołdawskiej śmietanowa potrawka zawiera jeszcze kawałki kurczaka, tłusty kożuch z roztopionego sera, a podawana jest na charakterystycznej patelence o średnicy 5-7 cm. Nie do przełknięcia. Ten sam poziom reprezentuje papryka faszerowana (19 zł) mięsem o ciężarze właściwym ołowiu czy inna zabetonowana masą serową (12 zł).
Mołdawia to pola po horyzont obsiane słonecznikiem, z którego produkuje się olej będący czystym słońcem w płynie. Dlaczego zatem plastry bakłażanów, cukinii i papryki podawane w Mołdawskiej na przystawkę nie mają w sobie nic z tego solarnego aromatu? A dlaczego pielmieni (14 zł), te legendarne, drobne i soczyste pierożki z mięsem, w tutejszej wersji mają zwartość nabojów do broni średniego zasięgu? Czy wareniki, czyli pierogi z serem i cebulą, muszą z kolei przypominać rozgotowane skarpety, a towarzysząca im rolada ze schabu - nie poddawać się nożowi? Na koniec zostawiłem sobie żarkoje, czyli popularną w postradzieckich krajach zapiekankę z ziemniaków i warzyw przygotowywaną w garnuszkach z gliny. Kilka lat temu modne stało się zamykanie ich płatem ciasta francuskiego, co kucharz w Mołdawskiej trafnie zauważył, ale już nie umiał wykonać. Taka przykrywka powinna pękać przy pierwszym uderzeniu widelca, tutaj niezbędne było zamówienie młota pneumatycznego. Ale może nie warto było? Bo, gdy już z wielkim wysiłkiem dostałem się do środka, odrzucił mnie smród słoikowego ketchupu. I właśnie tym kiepskim pomidorowym sosem kolejny już dzień krwawi me serce w tęsknocie za prawdziwymi smakami Mołdawii.
Restauracja Mołdawska, Al. Ujazdowskie 6a, ujazdowska@movin.pl, tel. 22 625 25 05, niedostępna dla osób niepełnosprawnych

Od kilku już lat w piwnicy tego budynku walczą o przetrwanie kolejne lokale gastronomiczne. Szyld zmieniał się dość często, ale też nigdy nie miałem poczucia, że dzieje tu się jakiś kulinarny skandal. Ot, przeciętne restauracje obsługujące przede wszystkim okoliczny ruch lunchowy. Równie przeciętny był wystrój tych piwnicznych wnętrz, ale już taras po schodkach od strony ul. Matejki potrafi uwieść. Czuć tu klasę architektury projektowanej przez ulubieńca XIX-wiecznego warszawskiego mieszczaństwa Franciszka Marię Lanciego. Miły taras pośród zieleni, smakołyki z ulubionego regionu bałkańsko-czarnomorskiego, serdeczni przyjaciele wokół stołu. Czy to nie przepis na udany wieczór? Czegóż chcieć więcej? Nie ma jednak sytuacji, której nie dałoby się zepsuć.
Konsternacja powstała już na samym początku, gdy zajrzeliśmy do karty. Okazało się, że dania mołdawskie ukryte są między najgorszymi banałami stołecznej gastronomii. Zamiast słonecznych smaków mamałygi, bakłażanów, papryki, soczystych owoców i grillowanych miczi, mamy krewetki w maśle, śledzia w oliwie, makarony i pieczoną golonkę. Właścicielom Mołdawskiej ewidentnie zabrakło odwagi, by stworzyć restaurację o wyraźnym stylu. W rezultacie zapełnili menu asortymentem typu mydło i powidło, z czego dopiero wydłubywać trzeba oryginalne południowe smaki. Ale uwaga! Gdy już je odnajdziemy, to nie spodziewajmy się spożywczych aktów strzelistych. Raczej chrońcie się przed niespodziewanymi odłamkami. Jakość tutejszej kuchni przypomina prowincjonalne radzieckie restauracje. Zupełnie jak - powiedzmy - w "Dworcu dla dwojga" w reż. Eldara Riazanowa.
Z radzieckiego menu przeniesiono tu żywcem danie o nazwie żulien (10 zł), które poza krajami dawnego ZSRR nigdzie nie występuje, a i tam tylko prawem kaduka. Guru rosyjskich historyków stołu, wielki Wilam Pochlebkin w swoim Słowniku Kulinarnym pisze: "Czasami w złych restauracjach podają jako żulien () grzyby zapieczone w śmietanie". W Mołdawskiej śmietanowa potrawka zawiera jeszcze kawałki kurczaka, tłusty kożuch z roztopionego sera, a podawana jest na charakterystycznej patelence o średnicy 5-7 cm. Nie do przełknięcia. Ten sam poziom reprezentuje papryka faszerowana (19 zł) mięsem o ciężarze właściwym ołowiu czy inna zabetonowana masą serową (12 zł).
Mołdawia to pola po horyzont obsiane słonecznikiem, z którego produkuje się olej będący czystym słońcem w płynie. Dlaczego zatem plastry bakłażanów, cukinii i papryki podawane w Mołdawskiej na przystawkę nie mają w sobie nic z tego solarnego aromatu? A dlaczego pielmieni (14 zł), te legendarne, drobne i soczyste pierożki z mięsem, w tutejszej wersji mają zwartość nabojów do broni średniego zasięgu? Czy wareniki, czyli pierogi z serem i cebulą, muszą z kolei przypominać rozgotowane skarpety, a towarzysząca im rolada ze schabu - nie poddawać się nożowi? Na koniec zostawiłem sobie żarkoje, czyli popularną w postradzieckich krajach zapiekankę z ziemniaków i warzyw przygotowywaną w garnuszkach z gliny. Kilka lat temu modne stało się zamykanie ich płatem ciasta francuskiego, co kucharz w Mołdawskiej trafnie zauważył, ale już nie umiał wykonać. Taka przykrywka powinna pękać przy pierwszym uderzeniu widelca, tutaj niezbędne było zamówienie młota pneumatycznego. Ale może nie warto było? Bo, gdy już z wielkim wysiłkiem dostałem się do środka, odrzucił mnie smród słoikowego ketchupu. I właśnie tym kiepskim pomidorowym sosem kolejny już dzień krwawi me serce w tęsknocie za prawdziwymi smakami Mołdawii.
Restauracja Mołdawska, Al. Ujazdowskie 6a, ujazdowska@movin.pl, tel. 22 625 25 05, niedostępna dla osób niepełnosprawnych

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]






