Filmowa

Maciej Nowak
03.09.2010 aktualizacja: 2010-11-23 14:13
A A A Drukuj
Restauracja Filmowa Fot. Wojciech Olkuonik / Agencja Gazeta
Filmowa, ul. Sienna 39, tel. 22 654 26 75, 22 654 58 25, można płacić kartą, trudno dostępne dla niepełnosprawnych.
Wyjątkowo nie lubię warszawskiej Ściany Zachodniej. To świadectwo najgorszych gustów architektonicznych i zachłanności ostatnich dwóch dekad. Widać to szczególnie w porównaniu ze Ścianą Wschodnią, której formy są powściągliwie modernistyczne, dobrze zintegrowane z tkanką starego śródmieścia, a przede wszystkim po upływie ponad 40 lat - nadal potrafią zachwycać. Spójrzcie tylko, co za srebrzyste cudo wyłania się spod rusztowań oplatających remontowany wieżowiec na osi ul. Chmielnej! Gdyby nie głupkowaty (i niestety popierany w swoim czasie przez moją "Gazetę") pomysł rozebrania zgrabnych pergoli w Pasażu Wiecha i zastąpienia ich porzuconą linią wysokiego napięcia, byłoby prawie idealnie.

Do ideału nawet się nie zbliża założenie Ściany Zachodniej. Tutaj wszystko oparte jest na przemocy. Każdy obiekt chce zdominować sąsiada. Najczęściej chłopcem do bicia jest Dworzec Centralny, któremu co chwilę ze względów ideologicznych grozi rozbiórka, a którego pełen rozmachu zamysł architektoniczny nie został nigdy zrealizowany. Zaraz obok rozpychają się pokryte chorobliwymi bąblami Złote Tarasy, w ogóle niezainteresowane dialogiem z otoczeniem. Plecami odwracają się od plastikowego hotelu Holiday Inn i banalnego biurowca Warsaw Towers. Ponad inne wznoszą się Warsaw Business Center oraz kulawy Hotel Intercontinental. W tym wszystkim gangrenuje kikut apartamentowca Libeskinda oraz kilka zahukanych bloków mieszkalnych z czasów PRL-u. Właściwie nie dziwię się, że ich lokatorzy protestują przeciwko wieży Libeskinda. W totalnym urbanistycznym chaosie dostosowali się do wilczych praw otoczenia.

Nie na darmo ta część Warszawy tuż po wojnie zwana była Dzikim Zachodem. A skoro mamy Dziki Zachód to musi istnieć też miejscowy saloon. I takim przybytkiem wydaje się restauracja Filmowa, do której trudno dojechać, trudno dojść, a która karmi całkiem, całkiem... Przestronne wnętrze na parterze Warsaw Towers udekorowane jest portretami znanych polskich aktorów, których kulinarne specjalności wylądowały też w menu. Bożena Dykiel chwali się porami smażonymi na chrupko w cieście piwnym, a Krystyna Janda - żeberkami na szybko w pomidorach z kluskami kładzionymi. Generalnie Filmowa karmi po polsku. Zjecie tu świetne nóżki w galarecie (15 zł) oraz poprawnego tatara (29 zł). Z anchois i kaparami, ale bez żółtka. Bezbłędne wydały mi się też pierogi z mięsem (20 zł), okraszone nie skwareczkami, lecz skraweczkami, co przy okazji jest inteligentną grą półsłówek. Spróbujcie pokrojonych w paski żołądków drobiowych duszonych z grzybami leśnymi (19 zł), świetnych wątróbek drobiowych z jabłkiem i miodem (19 zł) oraz zupełnie przyzwoitych pielmieni (23 zł) z kwaśną śmietaną i klarowanym masłem. Bardzo dobre były rosół domowy z makaronem z paczki (12 zł) oraz wiejska zupa grzybowa (14 zł). Ponieważ mam twarde zasady, szerokim łukiem ominąłem sałaty, ale teraz, gdy wczytuję się w zwędzoną z Filmowej kartę dań, zastanawiam się, czy nie był to przypadkiem błąd? Bakłażan przekładany ricottą czy plastry polędwicy wołowej z grillowaną papryką brzmią dobrze. Przy najbliższej okazji trzeba to nadrobić. Tym bardziej że dania drugie nieco rozczarowały. Nie były niesmaczne, raczej - nieładnie podane i trochę bezstylowe. Najgorzej wypadł kurczak po polsku faszerowany wątróbką (34 zł). Biedny ptaszek po upieczeniu spędził w lodówce wieki całe i nie powinien już być podawany klientom. Zmęczona życiem pośmiertnym wydawała mi się też kaczka w miodzie (48 zł). Lepszą formę zaprezentowały sum w sosie cytrynowym (38 zł) oraz żeberka w ostrej marynacie z miodem (32 zł). Z kolekcji potraw głównych najsmaczniejsze okazały się eskalopki cielęce z kurkami (36 zł). Natomiast desery, przykro to pisać, do jedzenia w zasadzie się nie nadawały. Przyznał to nawet T., który generalnie żywi się wyłącznie słodkościami. Wszystkie kulinarne niedociągnięcia Filmowej zniwelował jednak dzbanek kompotu z truskawek. A potem drugi i trzeci. I znów. Za kompot wybaczę wszystko!



Podziel się