Dziewiątki ("99")

Maciej Nowak
24.09.2010 aktualizacja: 2010-11-23 14:02
A A A Drukuj
Restauracja Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Mirów, Jana Pawła II 23
Dziewiątki otwarto w roku 1997 i w krótkim czasie stały się jednym z najgorętszych miejsc stolicy. Bywały tutaj sławiątka szalonych lat 90. Przed obiektywami fotoreporterów kolorowej prasy prężyli się zgodnie: skandalizujące aktorki, pryszczaci pionierzy polskiej reklamy oraz amerykańscy doradcy ekonomiczni, dla których wyprawa w aleję Jana Pawła II była najśmielszym oddaleniem się od ich marriottowych kwater i biur.

Po 13 latach niewiele zostało z tamtego klimatu

Dziewiątki wiodą dziś spokojny żywot wypasionej biznesowej stołówki. W ostatni wtorkowy wieczór sala zapełniona była towarzystwem krawatowym, które porozumiewało się ze sobą w językach obcych. Mocno podskoczyła też średnia wieku. Miejsce okupowane niegdyś przez skautów kapitalizmu zajęli druhowie starsi w okularach o złoconych oprawkach.

Tacy klienci za taniością nie przepadają, nie dziw więc, że średnia cena zupy to ponad 20 zł, a przystawki - 40 zł. Ale jeśli wola, to za danie główne można zapłacić również 99 zł. To jest dopiero okazja! Za prawie okrągłą stówkę dostaniemy polędwicę z jelenia marynowaną na słodko w winie ryżowym. Samo mięso jest rzeczywiście zachwycające, delikatne, pachnące sosnowymi igłami. Dużo mniej podobał mi się sposób podania w głębokim talerzu, na którego dnie znajdował się przerażająco słony rosół ze smardzy wraz z fasolką edamame, czyli zielonymi, niedojrzałymi ziarnami soi. Doceniam odwagę zestawiania niecodziennych produktów, ale w tym akurat przypadku ich spiętrzenie nie doprowadziło do powstania harmonijnej całości. Nie mówiąc już o tym, że jedzenie sarniego fileta częściowo podtopionego w grzybowej zupie nie należy do najwygodniejszych. Nie poskąpiłbym natomiast pieniędzy na przystawkę z foie gras kosztującą, bagatela, 75 zł. Kawałek musu ze stłuszczonej gęsiej wątroby aromatyzowany był koniakiem, ułożony na galaretce z buraków, otulony chutneyem z owoców egzotycznych i zaręczony z chrupkimi ciasteczkami bananowymi. To było coś, z powodzeniem dowodzącego profesjonalizmu i dobrego gustu szefa kuchni. Przy okazji chcę się podzielić pewnym konceptem na granicy bluźnierstwa. Jeśli u solidnego wytwórcy wędlin znajdziecie dobrą, różowiutką pasztetową w naturalnym flaku - to radości z niej będziecie mieli nie mniej niż z foie gras. Wystarczy tylko garnirować ją owocową słodkością, położyć na małej grzance i podać z sauterne albo jeszcze lepiej - z wiśniówką. Satysfakcja gwarantowana, choć za złociszy ledwie kilka. No tak, ale to nie są pomysły dla gości Dziewiątek. Oni wolą na bogato i światowo. Specjalnie dla nich tutejsze menu pełne jest egzotycznych inspiracji.

Posiłek można rozpocząć półmiskiem sushi (59 zł), pośród których gwiazdą są maki z ogórkiem i świeżą miętą. Wybitne są też krwiste kawałki lekko opiekanego tuńczyka (41 zł) podane ze słodkim serkiem kozim oraz carpaccio z ośmiornicy (39 zł) w cytrusowym dressingu z grillowanymi małżami św. Jakuba. Niestety, jakąś skomplikowaną historię erotyczną szefa kryć musi jego stosunek do soli. Jej nadmiarem zniszczył grzybowy bulion, w którym podał malutkie gołąbki z farszem z perliczki (33 zł). Były nie do przełknięcia. Sól wypalała też podniebienie przy okazji każdej łyżki kremu z homara i tuńczyka (29 zł) oraz żurku (19 zł). Wróciły na zmywak prawie nie naruszone. Nadmiarem nonszalancji zgrzeszył za to krem z cielęciny (20 zł). Czy wyobrażacie sobie, że można wrzucić do malaksera kawałki dobrego mięsa i wydać na stół w formie pulpy? Brrrr... Ciekawy zestaw azjatyckich warzyw usmażonych na chrupko towarzyszył za to plastrom kaczki z ryżem (41 zł). To było smaczne, choć po drugiej stronie Jana Pawła II tę samą potrawę można zjeść w wietnamskim barze za jedną trzecią tutejszej ceny. Ale w Dziewiątkach oszczędni przecież się nie stołują. Pewnie, by zaspokoić ich ambicje, w karcie znalazła się też ryba papuzia (62 zł). Trochę mi się w to nie chce wierzyć, bo red parrot fish to gatunek akwariowy. Co zatem ukryte zostało w papierze ryżowym i podlane sosem z mleka kokosowego, nie wiem. I chyba wiedzieć nie chcę, gdyż smakiem szczególnym się nie zalecało.

Nie mając jasnego poglądu na temat dziewiątkowej kuchni, która momentami zachwycała, momentami - żenowała, zaproponowałem dogrywkę. Poprosiłem, by szef przygotował coś, co uznaje za swoje danie popisowe. Po chwili na stół wjechał tatar z tuńczyka. Przesolony i dość banalny. I wtedy zrozumiałem, że ja tutaj bywać nie będę. Ale rozumiem, że istnieje upmarketowy target, na którym fokusuje się taki butikowy brand jak Dziewiątki. Wspólnego języka jednak nie znajdziemy.

99, al. Jana Pawła II 23, tel. 22 620 19 99, www.restaurant99.com , można płacić kartą, dostępne dla osób niepełnosprawnych





Podziel się