Dziki ryż na Wspólnej
08.10.2010
aktualizacja: 2010-11-23 13:59
Centrum, ul. Wspólna 35
ZOBACZ TAKŻE
- Złoto Hiszpanii (12-11-10, 06:00)
- Tamka 43 (05-11-10, 06:00)
- Venezia (29-10-10, 06:00)
W bocznej uliczce Bangkoku obserwowałem kucharkę z podwórkowej restauracji przygotowującą zupę na lunch. W niezmąconym spokoju, z niepodważalnym znawstwem wrzucała do parującego garnka rozmaite ingrediencje: pasty, płyny, przyprawy i zioła. Jedne były gotowe i wysypywała je po prostu z plastikowych torebek. Inne przygotowywała sama ubijając w moździerzu. Jeszcze inne wydobywała łyżką z zakręcanych słoików. Liczyłem dokładnie, wszystkich dodatków było 18. W porównaniu z naszą kuchnią, gdzie tak naprawdę używamy tylko soli i pieprzu ta różnorodność przypraw budzi oszołomienie. Ale specyfika kuchni Azji Południowo-Wschodniej nie polega tylko na ilości egzotycznych dodatków. Również na zestawieniach, które nam nie przychodzą w ogóle do głowy. Pierwszy z brzegu, a dla mnie najbardziej ciekawy, to smak słodko-słony. W zestawie przypraw dostępnych w tajskich barach obok soli, curry, papryki, pieprzu i ziół stoi zawsze pojemnik z cukrem, którym dosmacza się niemal każdą z potraw. Uwielbiam szczególnie zasypkę z soli, cukru i drobinek chilli podawaną ze słodkimi świeżymi owocami. Ponieważ kubeczki smakowe na języku wyspecjalizowane są w poszczególnych smakach to przy europejskich potrawach uaktywniają się tylko selektywnie. Gdy jednak wkładasz do ust kawałek miodowego melona otoczony cukrem i solą z dodatkiem posiekanego chilli nasze detektory smaku zamieniają się w pole oszalałych gejzerów.
Ten niebiański stan przeżyłem w poprzednią sobotę na Wspólnej, w trzeciej już restauracji spod szyldu Dziki ryż. Pracują tu kucharze z Tajlandii, którzy przyprawiają potrawy dokładnie tak, jak u siebie w ojczyźnie. Początkowo udawało mi się panować nad sobą, szczególnie że od samego wejścia towarzyszyła mi ukochana mrożona domowa zielona herbata. Fresh rollsy (28 zł), czyli naleśniki z papieru ryżowego na zimno, wypełnione warzywami, krewetkami i paluszkami krabowymi, maczane w sosie śliwkowym były świetne, ale jednak nie zacząłem przy nich kwilić. Uwodzące wydały się też golden bagi (26 zł), czyli złociste pierożki Keio grob, wypełnione nadzieniem z wieprzowiny, ozdobione chrupiącą kryzą z delikatnego ciasta. Klasyczna Tom kah gai (20 zł), czyli zupa z kurczakiem na mleczku kokosowym z galangalem, trawą cytrynową i liśćmi limonki była dokładnie taka, jak na przystani promów w Bangkoku. Brakowało tylko wokół mętnych i pełnych odpadków wód rzeki Menam.
Nowa placówka Dzikiego ryżu specjalizuje się w kuchni tajskiej, ale tak jak wszystkie lokale tej sieci oferuje też potrawy z innych regionów Azji. Po drodze do wstrząsającego finału można też zatem spróbować świetnego wyboru kantońskich pierożków dim-sum (zestaw dla jednej osoby 28 zł lub dla dwóch - cesarski - 42 zł). Gotuje się je na parze w plecionych koszyczkach, w których też wydawane są na stół. Ich zawartość to warzywa i krewetki, zaś samo ciasto może być przygotowane z mąki ryżowej lub pszennej. Wielbiciele indyjszczyzny powinni też pobuszować po specjałach z Indii, ja jednak coraz bardziej utwierdzam się w zniechęceniu do tej kuchni. Wszystko wydaje mi się identyczne, w identycznych mulistych sosach. Ekscytację budzi natomiast Wild curry (52 zł) z krewetkami, w sosie orange curry z dodatkiem mleczka kokosowego i całego atlasu botanicznego Indochin.
I dopiero na finał, wbrew wszelkiej logice, ale w zgodzie z odwieczną przedszkolną zasadą, że najlepsze zostawiamy na koniec, prosimy o przygotowanie Pad thai (34 zł). To jedna z najsłynniejszych potraw Tajlandii, sprzedawana z ulicznych wózków, ale też w eleganckich restauracjach. Niby nic wyszukanego, a jednak w swojej prostocie - genialne. Chodzi o makaron ryżowy podsmażany z kawałkami kurczaka lub krewetkami (albo jednym i drugim, po co bowiem skazywać się na katorgę ograniczeń?), doprawiany sosem rybnym, cytryną, lemonką, szalotkami, kolendrą, suszonymi krewetkami, jajkami, zmiażdżonym chilli, zmielonymi orzeszkami ziemnymi oraz... cukrem! Tak, tak, w tym właśnie wyraża się clou programu, że mieszamy wytrawny makaron z małą kupką białej rafinady. Ja jestem od tego zestawienia uzależniony, język na przemian pręży się od pikanterii i drży od słodyczy. Ślina wariuje, podniebienie drętwieje, wargi nabrzmiewają. Tracimy zmysły, porywa nas foodgazm. Nie na darmo Pad Thai w potocznym tłumaczeniu to smażony Taj. Śniady, czarnooki, zwinny. Prosto z patelni.
Dziki ryż, ul. Wspólna 35, www.dzikiryz.pl, tel. 22 628 185, można płacić kartą, dostępne dla osób na wózkach

Ten niebiański stan przeżyłem w poprzednią sobotę na Wspólnej, w trzeciej już restauracji spod szyldu Dziki ryż. Pracują tu kucharze z Tajlandii, którzy przyprawiają potrawy dokładnie tak, jak u siebie w ojczyźnie. Początkowo udawało mi się panować nad sobą, szczególnie że od samego wejścia towarzyszyła mi ukochana mrożona domowa zielona herbata. Fresh rollsy (28 zł), czyli naleśniki z papieru ryżowego na zimno, wypełnione warzywami, krewetkami i paluszkami krabowymi, maczane w sosie śliwkowym były świetne, ale jednak nie zacząłem przy nich kwilić. Uwodzące wydały się też golden bagi (26 zł), czyli złociste pierożki Keio grob, wypełnione nadzieniem z wieprzowiny, ozdobione chrupiącą kryzą z delikatnego ciasta. Klasyczna Tom kah gai (20 zł), czyli zupa z kurczakiem na mleczku kokosowym z galangalem, trawą cytrynową i liśćmi limonki była dokładnie taka, jak na przystani promów w Bangkoku. Brakowało tylko wokół mętnych i pełnych odpadków wód rzeki Menam.
Nowa placówka Dzikiego ryżu specjalizuje się w kuchni tajskiej, ale tak jak wszystkie lokale tej sieci oferuje też potrawy z innych regionów Azji. Po drodze do wstrząsającego finału można też zatem spróbować świetnego wyboru kantońskich pierożków dim-sum (zestaw dla jednej osoby 28 zł lub dla dwóch - cesarski - 42 zł). Gotuje się je na parze w plecionych koszyczkach, w których też wydawane są na stół. Ich zawartość to warzywa i krewetki, zaś samo ciasto może być przygotowane z mąki ryżowej lub pszennej. Wielbiciele indyjszczyzny powinni też pobuszować po specjałach z Indii, ja jednak coraz bardziej utwierdzam się w zniechęceniu do tej kuchni. Wszystko wydaje mi się identyczne, w identycznych mulistych sosach. Ekscytację budzi natomiast Wild curry (52 zł) z krewetkami, w sosie orange curry z dodatkiem mleczka kokosowego i całego atlasu botanicznego Indochin.
I dopiero na finał, wbrew wszelkiej logice, ale w zgodzie z odwieczną przedszkolną zasadą, że najlepsze zostawiamy na koniec, prosimy o przygotowanie Pad thai (34 zł). To jedna z najsłynniejszych potraw Tajlandii, sprzedawana z ulicznych wózków, ale też w eleganckich restauracjach. Niby nic wyszukanego, a jednak w swojej prostocie - genialne. Chodzi o makaron ryżowy podsmażany z kawałkami kurczaka lub krewetkami (albo jednym i drugim, po co bowiem skazywać się na katorgę ograniczeń?), doprawiany sosem rybnym, cytryną, lemonką, szalotkami, kolendrą, suszonymi krewetkami, jajkami, zmiażdżonym chilli, zmielonymi orzeszkami ziemnymi oraz... cukrem! Tak, tak, w tym właśnie wyraża się clou programu, że mieszamy wytrawny makaron z małą kupką białej rafinady. Ja jestem od tego zestawienia uzależniony, język na przemian pręży się od pikanterii i drży od słodyczy. Ślina wariuje, podniebienie drętwieje, wargi nabrzmiewają. Tracimy zmysły, porywa nas foodgazm. Nie na darmo Pad Thai w potocznym tłumaczeniu to smażony Taj. Śniady, czarnooki, zwinny. Prosto z patelni.
Dziki ryż, ul. Wspólna 35, www.dzikiryz.pl, tel. 22 628 185, można płacić kartą, dostępne dla osób na wózkach

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]






