Ekojadłodajnia
15.10.2010
aktualizacja: 2010-11-23 13:56
Śródmieście, ul. Kopernika 25
ZOBACZ TAKŻE
- Małpi Biznes i 5.29 (26-11-10, 06:00)
- Herezja (19-11-10, 06:00)
- Złoto Hiszpanii (12-11-10, 06:00)
- Tamka 43 (05-11-10, 06:00)
- Venezia (29-10-10, 06:00)
- Stary Dom (22-10-10, 06:00)
Okno i przeszklone drzwi Ekojadłodajni wychodzą dokładnie na oś Tamki. Spojrzenie stamtąd biegnie swobodnie w dół, mija filujący zza winkla pałac Ostrogskich, pomyka kolejne kilkaset metrów ku migoczącemu z daleka nabrzeżu Wisły i tam grzęźnie nieoczekiwanie w zjawisku nieoswojonym jeszcze w pejzażu miasta. To zarysowujące się już powoli kontury Stadionu Narodowego. Na razie przypomina on ogromny babciny koszyk na robótki ręczne, z którego wystają groźnie szydełka i druty. Za chwilę zamieni się w wiklinową kobiałkę wielkości statku kosmicznego. Gdy oglądałem ją na projektach, wydawała mi się umiarkowanie pretensjonalna. Teraz jednak, gdy dominuje perspektywę prawego brzegu Warszawy właściwie z każdego miejsca w Śródmieściu, zaczynam się niepokoić. Spójrzcie w kierunku Pragi z ronda de Gaulle'a, oceńcie panoramę z placu Zamkowego, zbadajcie raz jeszcze widok z Tamki. Czy monstrualny stadion, który po kilku tygodniach euroegzaltacji skazany zostanie na nieuchronne sponiewieranie, to dobry symbol naszego miasta? Swoją drogą warto zwrócić uwagę, że oskarżany o patos i przesadę socrealizm wydał ze swego łona skromny w formach i nierzucający się w oczy Stadion Dziesięciolecia. Dziecięciem czasów liberalnego pragmatyzmu pozostanie tymczasem biało-czerwony kosz monstrualnego babkozaura górujący nad całym miastem.
Refleksje nad zrównoważonym rozwojem urbanistycznym Warszawy Ekojadłodajnia na Kopernika prowokuje nie na darmo. Cały lokal zorganizowany jest według zasad szeroko pojętej ekologii: w tutejszej kuchni używa się mięsa ze zwierząt hodowanych na wolnych wybiegach bez antybiotyków i hormonów, jajka pochodzą od szczęśliwych kur grzebiących sobie na podwórku, a napoje mają certyfikat Fair Trade. Wzruszające jest przekucie w ekologiczny atut nawet naturalnych ograniczeń. Niewielka powierzchnia skłoniła sanepid do zalecenia naczyń jednorazowych, co zaskutkowało wprowadzeniem talerzy z surowców biodegradowalnych, a nawet jadalnych! Jeżeli smak potrawy doprowadzi was do szaleństwa, nie ma co się ograniczać: półmisek ze sprasowanych otrąb pszennych można spokojnie schrupać. I tylko problem w tym, że tutejsze dania nie zawsze do owego szaleństwa prowadzą. Nie, nie zamierzam podważać sensowności takiej kuchni, ale dlaczego, na rany boskie, cukinia faszerowana mięsem i zapiekana pod serem musi być pozbawiona smaku, a nadzienie naleśnika przyrządzone z kurczaka i bryndzy - tak bardzo suche? Dla uratowania sytuacji podano je niczym w fast foodzie - z aż trzema sosami. Niestety, równie jak w fast foodzie banalnymi. To nawet nie jest złe gotowanie. To raczej gotowanie studenckie, pełne dobrych intencji, kiełków i poszarpanych sałat.
Wybrzydzam, ale publiczność najwyraźniej lubi ideologiczny przekaz tej diety. W godzinach lunchu znalezienie tu miejsca przypomina wyczekiwanie wygranej w Totolotku. A można się tu poczuć naprawdę miło i bezpretensjonalnie. Doceniają to cudzoziemcy, których przyciąga bliskość Muzeum Chopina. Odwiedziłem Ekojadłodajnię dwukrotnie i za każdym razem urzędowali tu turyści z Azji z przewodnikami po Warszawie w rękach. Obsługa jest uśmiechnięta i delikatna, na parapecie leżą poduszki, na ścianach wiszą obiekty rękodzieła, które można przy okazji kupić. A i jedzenie nie zawsze przypomina trociny. Ostatnio znalazłem tu intrygującą zupę cebulową na karmelu, poprzednio - bardzo smaczny placek ziemniaczany z gulaszem z ekologicznej wołowiny.
Nad wejściem do zaplecza Ekojadłodajni znajduje się jeden z najdziwniejszych ideogramów, jakie kiedykolwiek widziałem w zakładach gastronomicznych: przekreślony znak toalety. Jeśli myślicie, że ekologiczny radykalizm właścicieli doprowadził ich do żądania, by klienci przestawili swój metabolizm na obieg zamknięty, to nie jesteście dalecy od błędu. W lokalu nie ma toalety dostępnej dla gości.
Ekojadłodajnia, ul. Kopernika 25, tel. 725 362 979, 693 236 923, www.ekojadlodajnia.pl, można płacić kartą

Refleksje nad zrównoważonym rozwojem urbanistycznym Warszawy Ekojadłodajnia na Kopernika prowokuje nie na darmo. Cały lokal zorganizowany jest według zasad szeroko pojętej ekologii: w tutejszej kuchni używa się mięsa ze zwierząt hodowanych na wolnych wybiegach bez antybiotyków i hormonów, jajka pochodzą od szczęśliwych kur grzebiących sobie na podwórku, a napoje mają certyfikat Fair Trade. Wzruszające jest przekucie w ekologiczny atut nawet naturalnych ograniczeń. Niewielka powierzchnia skłoniła sanepid do zalecenia naczyń jednorazowych, co zaskutkowało wprowadzeniem talerzy z surowców biodegradowalnych, a nawet jadalnych! Jeżeli smak potrawy doprowadzi was do szaleństwa, nie ma co się ograniczać: półmisek ze sprasowanych otrąb pszennych można spokojnie schrupać. I tylko problem w tym, że tutejsze dania nie zawsze do owego szaleństwa prowadzą. Nie, nie zamierzam podważać sensowności takiej kuchni, ale dlaczego, na rany boskie, cukinia faszerowana mięsem i zapiekana pod serem musi być pozbawiona smaku, a nadzienie naleśnika przyrządzone z kurczaka i bryndzy - tak bardzo suche? Dla uratowania sytuacji podano je niczym w fast foodzie - z aż trzema sosami. Niestety, równie jak w fast foodzie banalnymi. To nawet nie jest złe gotowanie. To raczej gotowanie studenckie, pełne dobrych intencji, kiełków i poszarpanych sałat.
Wybrzydzam, ale publiczność najwyraźniej lubi ideologiczny przekaz tej diety. W godzinach lunchu znalezienie tu miejsca przypomina wyczekiwanie wygranej w Totolotku. A można się tu poczuć naprawdę miło i bezpretensjonalnie. Doceniają to cudzoziemcy, których przyciąga bliskość Muzeum Chopina. Odwiedziłem Ekojadłodajnię dwukrotnie i za każdym razem urzędowali tu turyści z Azji z przewodnikami po Warszawie w rękach. Obsługa jest uśmiechnięta i delikatna, na parapecie leżą poduszki, na ścianach wiszą obiekty rękodzieła, które można przy okazji kupić. A i jedzenie nie zawsze przypomina trociny. Ostatnio znalazłem tu intrygującą zupę cebulową na karmelu, poprzednio - bardzo smaczny placek ziemniaczany z gulaszem z ekologicznej wołowiny.
Nad wejściem do zaplecza Ekojadłodajni znajduje się jeden z najdziwniejszych ideogramów, jakie kiedykolwiek widziałem w zakładach gastronomicznych: przekreślony znak toalety. Jeśli myślicie, że ekologiczny radykalizm właścicieli doprowadził ich do żądania, by klienci przestawili swój metabolizm na obieg zamknięty, to nie jesteście dalecy od błędu. W lokalu nie ma toalety dostępnej dla gości.
Ekojadłodajnia, ul. Kopernika 25, tel. 725 362 979, 693 236 923, www.ekojadlodajnia.pl, można płacić kartą

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




