Stary Dom
22.10.2010
aktualizacja: 2010-11-23 13:55
Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Mokotów, ul. Puławska 104/106
ZOBACZ TAKŻE
- Bezgraniczna (10-12-10, 06:00)
- Małpi Biznes i 5.29 (26-11-10, 06:00)
- Herezja (19-11-10, 06:00)
- Złoto Hiszpanii (12-11-10, 06:00)
- Tamka 43 (05-11-10, 06:00)
- Venezia (29-10-10, 06:00)
- Ekojadłodajnia (15-10-10, 06:00)
- Piano (01-10-10, 06:00)
- Dziewiątki ("99") (24-09-10, 06:00)
- Taste Barcelona (17-09-10, 06:00)
Wpadłem tu na chwilę. Pracujemy właśnie nad kolejnym wydaniem naszego jesiennego przewodnika po warszawskich knajpach, a Stary Dom był jednym z tych niewielu stołecznych lokali, do których ciągle nie dotarłem. Wszedłem więc, by miejsce obwąchać, wyrobić sobie jakąś choćby elementarną opinię. Ale jak już dostałem się do środka, to jednak postanowiłem zostać na dłużej. Najpierw dlatego, że wejść tu nie było prosto. W sobotni wieczór ogromny lokal był zapchany niemal do ostatniego krzesła, a przed drzwiami na ulicy stały panie w balowych sukniach i panowie w rzadko używanych garniturach, ćmiący solidarnie cygarety. Takie dymienie na zewnątrz to widomy znak, że wesele lub inna rodzinna uroczystość trwają w najlepsze. I plemienne ostrzeżenie dla obcych, żeby nie wchodzili do środka. Ale ja wejść musiałem, co po chwilowej wymianie groźnych spojrzeń ostatecznie się udało.
Kolejnym powodem, dla którego przedłużyłem wizytę w Starym Domu, było głębokie poczucie nieadekwatności, które przeszyło mnie natychmiast po wtargnięciu. Uświadomiłem sobie bowiem, że od początku do tego miejsca zniechęcała mnie otaczająca je celebrytowska sława. Tymczasem zamiast na planie "Tańca z gwiazdami" albo przynajmniej "Śpiewających fortepianów" znalazłem się w niezłej remizie. I to remizie fantastycznej z plątaniną dziwacznych krokwi, jętek, łat i płatwi zawieszonych pod sufitem. Ma być ona znakiem, że oto wkroczyliśmy do starożytnego polskiego domu, bo jak wiadomo, każdy polski dom musi mieć drewniane poszycie. Nawet jeśli mieści się w powojennym bloku, jak ten przy Puławskiej. Nie twierdzę, że jest to nieestetyczne. Jest natomiast bez wątpienia udawactwem, którego kolejne pokłady ujawniały się co chwilę.
Idąc za wzorem restauracji U Kucharzy Braci Gesslerów, również tutaj tatar (25 zł) podawany jest przez kucharza, który wyjeżdża ruchomym pomocnikiem na salę, by na nim siekać i dosmaczać mięso. Tatar ów reklamowany jest w menu jako ,,specjał". Szpakowaty, godny jegomość w kitlu pojawił się przy naszym stoliku, wyjął z folii aluminiowej zawiniątko, z którego odkroił połowę, położył na desce, zamachnął się nożem... I oto w ułamku sekundy różowe mięsko rozpadło się na luźną masę. Czyżby objawił się nam właśnie czarodziejski nóż Harry'ego Pottera? A może jeszcze skuteczniejszy ultramegahipersamosiekacz z "Telezakupów Mango" za jedyne 399,99 zł? Nie, okazuje się, że mięso posiekano wcześniej, a kucharz przyrządzanie tatara traktował wyłącznie jako zadanie aktorskie. Czy tak się godzi robić w porządnej restauracji? Przykład kolejny: w karcie widnieje ,,bigos intensywny, obficie podlany czerwonym winem" (21 zł). Podano go efektownie na spracowanej patelni, smak żaden, ale gotów jestem uznać, że czasami bigos się nie [u?]daje. Sęk w tym, że deklarowanego czerwonego wina nie było w nim ani kropli. Skąd jestem tego pewien? Gdyby je dodano, kapusta nigdy nie miałaby konsystencji rozmoczonej ligniny. Po prostu kwas z wina nie pozwoliłby jej aż tak się rozgotować. Przykład trzeci: ,,kotlet de volaille - uwaga, tryska masłem na boki" (29 zł). Lubię takie maślane fontanny, z uwagą zatem przekłuwam widelcem od strony, która skieruje strumień złocistego tłuszczu na A.... I co? I nic. Kotlet nie ma prawa niczym trysnąć, bo masła do niego w ogóle nie włożono, w środku natomiast tkwią jakieś strzępy pieczarek. Bleeee... Chcecie jeszcze czytać o kolejnych kulinarnych ściemach Starego Domu? Proszę bardzo, przykład czwarty. Zamawiam na deser mój ulubiony tort bezowy (21 zł), tym razem z jeszcze bardziej ulubionymi gruszkami. Pierwsze wrażenie fenomenalne, ale już drugie kompletnie gaszące apetyt. Chrupkie wnętrze bezy wypełnia jakaś straszliwa i galaretowata biała masa. Gdyby była zwyczajnie niedopieczona, można by uznać, że tutejszego cukiernika prześladuje pech. Ale nie, trzęsąca się zawartość ciasta wskazuje, że do bezy w Starym Domu zamiast klasycznych białek i cukru dodano jeszcze jakieś inne, dość nieapetyczne składniki.
Żegnamy się ze Starym Domem mocno rozczarowani i w poczuciu, że chcą nas tutaj zrobić w bambuko. Przy wyjściu urocza kelnerka wręcza pudło z ciastkami. Miło. Mam nadzieję, że wszyscy goście otrzymują taki zwyczajowy gościniec. Bo jeśli miał to być bakszysz dla złośliwego recenzenta, to, niestety, jak widać - nieskuteczny.
Stary Dom, ul. Puławska 104/106, tel. 22 646 42 08, można płacić kartą
www.starydom.info

Kolejnym powodem, dla którego przedłużyłem wizytę w Starym Domu, było głębokie poczucie nieadekwatności, które przeszyło mnie natychmiast po wtargnięciu. Uświadomiłem sobie bowiem, że od początku do tego miejsca zniechęcała mnie otaczająca je celebrytowska sława. Tymczasem zamiast na planie "Tańca z gwiazdami" albo przynajmniej "Śpiewających fortepianów" znalazłem się w niezłej remizie. I to remizie fantastycznej z plątaniną dziwacznych krokwi, jętek, łat i płatwi zawieszonych pod sufitem. Ma być ona znakiem, że oto wkroczyliśmy do starożytnego polskiego domu, bo jak wiadomo, każdy polski dom musi mieć drewniane poszycie. Nawet jeśli mieści się w powojennym bloku, jak ten przy Puławskiej. Nie twierdzę, że jest to nieestetyczne. Jest natomiast bez wątpienia udawactwem, którego kolejne pokłady ujawniały się co chwilę.
Idąc za wzorem restauracji U Kucharzy Braci Gesslerów, również tutaj tatar (25 zł) podawany jest przez kucharza, który wyjeżdża ruchomym pomocnikiem na salę, by na nim siekać i dosmaczać mięso. Tatar ów reklamowany jest w menu jako ,,specjał". Szpakowaty, godny jegomość w kitlu pojawił się przy naszym stoliku, wyjął z folii aluminiowej zawiniątko, z którego odkroił połowę, położył na desce, zamachnął się nożem... I oto w ułamku sekundy różowe mięsko rozpadło się na luźną masę. Czyżby objawił się nam właśnie czarodziejski nóż Harry'ego Pottera? A może jeszcze skuteczniejszy ultramegahipersamosiekacz z "Telezakupów Mango" za jedyne 399,99 zł? Nie, okazuje się, że mięso posiekano wcześniej, a kucharz przyrządzanie tatara traktował wyłącznie jako zadanie aktorskie. Czy tak się godzi robić w porządnej restauracji? Przykład kolejny: w karcie widnieje ,,bigos intensywny, obficie podlany czerwonym winem" (21 zł). Podano go efektownie na spracowanej patelni, smak żaden, ale gotów jestem uznać, że czasami bigos się nie [u?]daje. Sęk w tym, że deklarowanego czerwonego wina nie było w nim ani kropli. Skąd jestem tego pewien? Gdyby je dodano, kapusta nigdy nie miałaby konsystencji rozmoczonej ligniny. Po prostu kwas z wina nie pozwoliłby jej aż tak się rozgotować. Przykład trzeci: ,,kotlet de volaille - uwaga, tryska masłem na boki" (29 zł). Lubię takie maślane fontanny, z uwagą zatem przekłuwam widelcem od strony, która skieruje strumień złocistego tłuszczu na A.... I co? I nic. Kotlet nie ma prawa niczym trysnąć, bo masła do niego w ogóle nie włożono, w środku natomiast tkwią jakieś strzępy pieczarek. Bleeee... Chcecie jeszcze czytać o kolejnych kulinarnych ściemach Starego Domu? Proszę bardzo, przykład czwarty. Zamawiam na deser mój ulubiony tort bezowy (21 zł), tym razem z jeszcze bardziej ulubionymi gruszkami. Pierwsze wrażenie fenomenalne, ale już drugie kompletnie gaszące apetyt. Chrupkie wnętrze bezy wypełnia jakaś straszliwa i galaretowata biała masa. Gdyby była zwyczajnie niedopieczona, można by uznać, że tutejszego cukiernika prześladuje pech. Ale nie, trzęsąca się zawartość ciasta wskazuje, że do bezy w Starym Domu zamiast klasycznych białek i cukru dodano jeszcze jakieś inne, dość nieapetyczne składniki.
Żegnamy się ze Starym Domem mocno rozczarowani i w poczuciu, że chcą nas tutaj zrobić w bambuko. Przy wyjściu urocza kelnerka wręcza pudło z ciastkami. Miło. Mam nadzieję, że wszyscy goście otrzymują taki zwyczajowy gościniec. Bo jeśli miał to być bakszysz dla złośliwego recenzenta, to, niestety, jak widać - nieskuteczny.
Stary Dom, ul. Puławska 104/106, tel. 22 646 42 08, można płacić kartą
www.starydom.info

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

