Zaułek Smaków
07.01.2011
aktualizacja: 2011-01-07 09:59
Żoliborz, ul. Felińskiego 52
ZOBACZ TAKŻE
- Saint Jacques (04-02-11, 06:00)
- Mela verde 2 (14-01-11, 06:00)
Wielokrotnie próbowałem już wyjaśnić, dlaczego Żoliborz to gastronomiczna pustynia. I to nie piękna i okrutna Sahara, ale udawana i bura Pustynia Błędowska. W jednej z najbogatszych i najbardziej luksusowych dzielnic miasta knajp pracuje w zrywach kilkanaście, z czego ledwie kilka jako tako zadowalających. WTF? Tym razem problemu tego roztrząsać jednak nie będę. Wszystko stało się jasne, gdy podjechaliśmy z J. pod cieszącą się dobrą sławą w żoliborskich kręgach restaurację Zaułek Smaków na rogu Felińskiego i Pogonowskiego. Wychodzimy z taksówki i na nogach własnych utrzymać się nie możemy, mimo że to dopiero początek tygodnia i posylwestrowy kociokwik już nam dawno odpuścił. Zagrzmiało, runęło... i w poświacie niebiańskiej ukazuje się napis Bóg i Ojczyzna. Chóry zapiały, anieli wzlecieli, lęk ogromny zmroził dusze, gardło ścisnęło wzruszenie, nogi same zgięły się w pół. Padliśmy na kolana w śniegowe błoto, ale nic nam to nie przeszkadzało. Serce gorzało. Oto przed nami objawił się cały majestat kościoła św. Stanisława Kostki z grobem Błogosławionego Męczennika. O nie, to nie jest właściwe miejsce na rozkosze podniebienia. To przestrzeń dla pątników i charyzmatyków, babek kruchcianych i harcerzyków z biało-czerwonymi lilijkami. Każdy kęs jest tu świętokradztwem, każde oblizanie warg - wyuzdaniem. Aż dziw, że Zaułek Smaków trwa na tej wysuniętej patriotycznej placówce lat już całych cztery.
Ze względu na ekstremalne warunki działalności lokalowi temu należy się taryfa ulgowa. Włączam ją od razu na starcie i nie czepiam się niemiłego półmroku oraz firanek w kolorze sezonowanego kurzu. Sympatyczny jest bowiem sklepik z węgierskimi winami przy samym wejściu z butelką trzydziestokilkuletniego Tokaju aszu za 1499 zł oraz malutka księgarenka z książkami o Żoliborzu. Dewocjonaliów nie zauważyłem, co odnotowuję z uznaniem, bo lokalizacja kusić musi możliwością dodatkowego zarobku. Również sympatyczna i troskliwa obsługa jest ważnym atutem Zaułku Smaków. Dzięki niej żołądek sparaliżowany początkowo sakralnym kontekstem stopniowo zaczyna przyjmować pokarmy.
Zamówiona na początek pizza z anchois i oliwkami (28 zł), upieczona w ceglanym piecu, w którym buzował prawdziwy ogień, przywołała wspomnienia ze słonecznej, wakacyjnej i... katolickiej Chorwacji. Była smaczna, aromatyczna, na cienkim cieście, z anczunami dokładnie takimi jak na wyspie Vis. Wyśmienicie zaprezentowała się węgierska zupa gulaszowa podana w tradycyjnym bograczu (25 zł). Lśniąca mocno paprykowanym, ciemnoczerwonym tłuszczem, z delikatnymi kawałkami wołowiny i kostkami ziemniaków. Świat kulinariów prawosławnych reprezentowały syberyjskie pielmieni (25 zł) z pełnym smaków farszem mięsnym.
Niestety, dalej z pełną odpowiedzialnością mogę polecić jedynie kremowy sernik na kruchym spodzie (14 zł). Wszystko, co dzieli deser od pizzy i zup, jest bardzo średnie. Takie gastronomiczne ecie-pecie pełne dobrych intencji, ale nieudolne w wykonaniu. Brzydkie, smażone na brudnym tłuszczu, podpatrzone gdzieś w modnych programach telewizyjnych i przygotowane bez większego zrozumienia. Szczególnie kuriozalnie wypadł pstrąg (38 zł) wielkości średniej rybki akwariowej wypełniony jakimś rozpadającym się farszem. Podobnymi właściwościami organoleptycznymi charakteryzowała się zawartość tymbalików z cienkich plastrów cukinii z łososiem (25 zł) i mnóstwem innych dodatków, które wszak nie tworzyły żadnej spójnej całości. Ponure wrażenia pozostawiła po sobie burumundi podana jako ryba dnia (56 zł) oraz wymęczone i depresyjne sznycelki cielęce (36 zł). Zwyczajnie niedobra i niedoprawiona okazała się też pokaźna porcja żeberek wieprzowych (37 zł). Ciężki sos z demiglasu i owoców suszonych byłby może do obrony, ale już podawana z nim twardawa kaczka (56 zł) do jedzenia się nie nadawała.
Dieta tego typu połączona z widokiem na rozmodlone sanktuarium to jednak nie są perwersje w moim guście. Odjeżdżam zatem spokojnie z tego zaułka niesmaku w inne rejony miasta. I zwróćcie uwagę, że ciągle na taryfie ulgowej.
Zaułek Smaków, ul. Felińskiego 52, tel. 22 839 86 81, można płacić kartą
www.zauleksmakow.com.pl

Ze względu na ekstremalne warunki działalności lokalowi temu należy się taryfa ulgowa. Włączam ją od razu na starcie i nie czepiam się niemiłego półmroku oraz firanek w kolorze sezonowanego kurzu. Sympatyczny jest bowiem sklepik z węgierskimi winami przy samym wejściu z butelką trzydziestokilkuletniego Tokaju aszu za 1499 zł oraz malutka księgarenka z książkami o Żoliborzu. Dewocjonaliów nie zauważyłem, co odnotowuję z uznaniem, bo lokalizacja kusić musi możliwością dodatkowego zarobku. Również sympatyczna i troskliwa obsługa jest ważnym atutem Zaułku Smaków. Dzięki niej żołądek sparaliżowany początkowo sakralnym kontekstem stopniowo zaczyna przyjmować pokarmy.
Zamówiona na początek pizza z anchois i oliwkami (28 zł), upieczona w ceglanym piecu, w którym buzował prawdziwy ogień, przywołała wspomnienia ze słonecznej, wakacyjnej i... katolickiej Chorwacji. Była smaczna, aromatyczna, na cienkim cieście, z anczunami dokładnie takimi jak na wyspie Vis. Wyśmienicie zaprezentowała się węgierska zupa gulaszowa podana w tradycyjnym bograczu (25 zł). Lśniąca mocno paprykowanym, ciemnoczerwonym tłuszczem, z delikatnymi kawałkami wołowiny i kostkami ziemniaków. Świat kulinariów prawosławnych reprezentowały syberyjskie pielmieni (25 zł) z pełnym smaków farszem mięsnym.
Niestety, dalej z pełną odpowiedzialnością mogę polecić jedynie kremowy sernik na kruchym spodzie (14 zł). Wszystko, co dzieli deser od pizzy i zup, jest bardzo średnie. Takie gastronomiczne ecie-pecie pełne dobrych intencji, ale nieudolne w wykonaniu. Brzydkie, smażone na brudnym tłuszczu, podpatrzone gdzieś w modnych programach telewizyjnych i przygotowane bez większego zrozumienia. Szczególnie kuriozalnie wypadł pstrąg (38 zł) wielkości średniej rybki akwariowej wypełniony jakimś rozpadającym się farszem. Podobnymi właściwościami organoleptycznymi charakteryzowała się zawartość tymbalików z cienkich plastrów cukinii z łososiem (25 zł) i mnóstwem innych dodatków, które wszak nie tworzyły żadnej spójnej całości. Ponure wrażenia pozostawiła po sobie burumundi podana jako ryba dnia (56 zł) oraz wymęczone i depresyjne sznycelki cielęce (36 zł). Zwyczajnie niedobra i niedoprawiona okazała się też pokaźna porcja żeberek wieprzowych (37 zł). Ciężki sos z demiglasu i owoców suszonych byłby może do obrony, ale już podawana z nim twardawa kaczka (56 zł) do jedzenia się nie nadawała.
Dieta tego typu połączona z widokiem na rozmodlone sanktuarium to jednak nie są perwersje w moim guście. Odjeżdżam zatem spokojnie z tego zaułka niesmaku w inne rejony miasta. I zwróćcie uwagę, że ciągle na taryfie ulgowej.
Zaułek Smaków, ul. Felińskiego 52, tel. 22 839 86 81, można płacić kartą
www.zauleksmakow.com.pl

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]

