Mela verde 2

Maciej Nowak
14.01.2011 aktualizacja: 2011-01-14 11:45
A A A Drukuj
 Mela verde Fot. S3awomir Kaminski / Agencja
  •  Mela verde
  •  Mela verde
Piaseczno, ul. Sikorskiego 1a
ZOBACZ TAKŻE
Mela verde na Chmielnej to jeden z tych warszawskich lokali, w których bywam regularnie i któremu zawdzięczam nieustanne powodzenie towarzyskie. Bo naprawdę nie ma osoby, która by nie uległa kolacyjce złożonej z następujących pozycji: na przystawkę carpaccio z ośmiornicy, na primo - pizza bądź nadziewana foccacia, na secondo - costata, czyli befsztyk z sezonowanej polskiej wołowiny, na dolce - marenghata, czyli bezy, lody, bita śmietana i owocowy mus. I jeszcze dla przyklepania ostatecznego zwycięstwa - kieliszek fragolino, czyli wina poziomkowego. Dzięki takiej diecie najtwardsze charaktery, najbardziej oschłe osobowości miękną, pokornieją, a ich wzrok zaczyna przypominać spojrzenie kota z drugiej części Shreka. I o to chodzi!

Wiadomość o tym, że w Piasecznie pojawiła się filia Mela verde przyjąłem z entuzjazmem. Zawsze mieć w okolicy dwa Mela verde, to dwa razy lepiej niż tylko jedno. Przybywa w ten sposób okazji do osaczania niedorobionych kotów. Na inspekcję do nowego Mela verde wybrałem się w towarzystwie rodziców, którzy od pewnego czasu mieszkają w Piasecznie i narzekają na brak interesujących lokali w najbliższym sąsiedztwie. Zresztą w ogóle mieszkanie w Piasecznie to powód do wielu narzekań, bo trudno zrozumieć dlaczego do wielkiej warszawskiej sypialni nie dociera metro i dlaczego zniknęły trolejbusy. Ale nic to, Mela verde to kolejny krok na drodze aneksji Piaseczna przez Warszawę, wprowadzania tutaj stołecznych standardów.

Mela verde 2 jest w zasadzie kopią restauracji matki na Chmielnej. Ten sam rustykalny wystrój, ta sama karta, te same ceny. Takie przynajmniej jest pierwsze wrażenie. Ale już po chwili okazuje się, że ofiarny i samotny kelner nie zna się jednak na winach aż tak dobrze jak jego koleżanki ze Śródmieścia i nie możemy dotrzeć do tego ulubionego białego, lekko musującego nektaru, który zazwyczaj towarzyszy nam przy posiłkach. Pijemy inne, pewnie niegorsze, ale tęsknotę za tym, które znamy, więc lubimy, dzielimy z inż. Mamoniem. Zawodem jest również brak costaty, flagowego dania Mela verde, oraz tych wszystkich weneckich specjałów oferowanych zaprzyjaźnionym klientom, a będących domowym posiłkiem patrona. Gdzie sardynki w zalewie octowej z orzeszkami pini i rodzynkami? Gdzie grudniowa kiełbasa z golonki z ziemniaczanym puree? A weneckie kraby? Nie ma ich, ach nie ma! Ale nic to, rodzice są zachwyceni vitello tonato, cieniutką pizzą, kluseczkami w sosie pomidorowym z krewetkami, makaronem ze szpinakiem i suszonymi pomidorami. Ja nieco mniej - mulami w sosie na bazie białego wina, które są gorzkie i niesmaczne. Zaraz potem jednak podoba nam się ta sama, co na Chmielnej, gęsta zupa rybna, pełna owoców morza i kawałków ryb oraz gnocchi z twarogiem kozim i aromatem trufli. Na mamie robią wrażenie grillowane ogromne krewetki podane na kopie kolorowej sałaty, mnie zachwycają eskalopki cielęce w sosie cytrynowym. Mięso jest kruche jak piernik, a sos esencjonalny, z włóknami cytrusów. Również desery trzymają poziom, znany z Chmielnej: olśniewające, kremowe tiramisu oraz meringhata, tu może nawet lepsza, bo z sosem truskawkowym z kawałkami owoców. Jedynie creme brulee potrzebowałby więcej troski: warstewka karmelu na powierzchni kremu była zbyt rachityczna.

Porównanie obu lokali Mela verde mogłoby służyć za model do analizy zarządzania warszawskimi knajpami. Jak to się dzieje, że w dwóch restauracjach o zasadniczo tym samym menu, realizowanym z identycznych produktów, o tym samym wystroju w ten sam piątkowy wieczór sytuacja jest diametralnie różna? Jeden pęka w szwach, drugi - świeci pustkami. Na pewno wiele wyjaśnia usytuowanie, bo trudno przecież zestawiać jeden z głównych stołecznych deptaków z ulicą w Piasecznie. Tutaj wszak oferta restauracyjna jest bardziej skromna, a i sąsiedztwo popularnego miejskiego basenu to niepodważalny atut. Dlatego też wydaje mi się, że na kłopoty frekwencyjne lokalu w Piasecznie wpływa fakt, że brakuje w nim na co dzień właściciela. Brakuje jego troski o gości, zagadywań, czarowań, które czynią, że ze zwykłych konsumentów zamieniamy się w amici della casa. Bo gotować to umie wielu, mało kto zaś - prowadzić z talentem knajpę. Panie Renato, proszę nie osieracać swego piaseczyńskiego dziecka.

Mela verde 2, ul. Sikorskiego 1a, Piaseczno, można płacić kartą, tel. 22 736 42 43

www.melaverde.waw.pl



Podziel się