Bombaj masala
11.02.2011
aktualizacja: 2011-02-11 14:56
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Mokotów, ul. Starościńska
ZOBACZ TAKŻE
- Opasły Tom (11-03-11, 06:00)
- Café.hu (18-02-11, 06:00)
- Saint Jacques (04-02-11, 06:00)
- Na Zielnej (28-01-11, 06:00)
- Mela verde 2 (14-01-11, 06:00)
- Karmnik (31-12-10, 06:00)
- Shlomo's (24-12-10, 06:00)
- Kultura (17-12-10, 06:00)
O tym lokalu krążą legendy
Jego wiarygodność między innymi fundowana jest na bliskości naszego ubogiego oenzetu, czyli dwóch wieżowców na Starościńskiej, gdzie mieszczą się hurtowo ambasady krajów azjatyckich, afrykańskich i południowoamerykańskich. Moja przyjaciółka M., jedna z telewizyjnych czarodziejek kuchni (i akurat nie ta, o której myślicie), twierdzi, że w chwilach małego lub większego zwątpienia w sens wszystkiego, przychodzi do Bombaj masala na palak paneer (24 zł) i lacca paratha (8 zł). I wtedy ponoć sens znienacka odnajduje. Za tymi skomplikowanymi nazwami kryje się zjawiskowa potrawa z białego sera i gęstego sosu szpinakowego oraz chlebek podwójnie maślany. Dlaczego podwójnie? Bo do masła ghee zbożowy placek trafia w trakcie obróbki cieplnej dwa razy, wchłaniając dużo smakowitego tłuszczu.
W karcie Bombaj masala znajduje się prawie 80 pozycji i dla kogoś takiego jak ja, kto do kuchni hinduskiej podchodzi z miarkowanym entuzjazmem, jest to dżungla nieprzebyta. Mój spokojny dystans wynika z faktu, że przynajmniej w warszawskich restauracjach, hinduskie specjały robią wrażenie mulistych. Wszystko tapla się w zawiesistych, zagęszczanych sosach, które smakiem różnią się umiarkowanie. Denerwuje mnie też egzaltacja na punkcie Indii, te posthipisowskie, ezoteryczne klimaty, które każą odnosić się do wszystkiego, co stamtąd pochodzi z wiernopoddańczym szacunkiem. Ale też umiem docenić to, co wartościowe, i nie mam oporów, by dać się poprowadzić przez ten wielki ogród orientalnych smaków. Zamiast jednak hasać po nim niefrasobliwie, poprosiłem obsługujące panie, by zaproponowały to, co wedle ich opinii w karcie Bombaj masala jest najbardziej godne uwagi. I nie pożałowałem tej decyzji.
Najpierw zachwyciły mnie zupy
Mulligatewny shorba (9 zł) to krem z soczewicy z ryżem. Spokojny w smaku, dostojny i rozgrzewający. Mutton shorba (14 zł) to z kolei intensywny czerwony bulion z licznymi kawałkami jagnięciny. Ostry, uwodzący i chyba uzależniający. Reszta obiadku przebiegła pod dyktando rozmaitych gęstych potrawek, ale ze zdziwieniem stwierdziłem, że są one tutaj mniej zamulające niż gdzie indziej. I rzeczywiście różnią się od siebie. Achari bhindi masala (24 zł), czyli zielono-czerwona okra smażona z warzywami, walczyła o pierwszeństwo z vegetable kofta curry (22 zł), solidnymi pulpecikami z warzyw zażywającymi kąpieli w kremowym, jogurtowym sosie. Kurczakowe jalfrezi (30 zł) to kawałki mięsa w słodko-kwaśnym sosie z dużymi, chrupiącymi kawałkami cebuli. To w ogóle jedna z cech tutejszej kuchni, że czuć w niej wyraźnie grubo krojone kawałki warzyw, a z sosów filują na jedzących całe liście ziół i czerwone wstążeczki chilli. Nie należy przegapić kruchych jak piernik kawałków jagnięciny w sosie skreczowanym na bazie tysiąca indyjskich przypraw (bhuna gosht - 30 zł) lub w delikatnej, muślinowej potrawce z nerkowców i migdałów (mutton gulzar - 30 zł). W kokosowo-cebulowym sosie pławią się krewetki (prawns molly - 36 zł), może niezbyt liczne i może coraz głośniej wołające na alarm, że spożywanie produktów z wielkich plantacji niszczących zarośla nabrzeżne Oceanu Indyjskiego jest rujnowaniem tamtejszego ekosystemu. Mniej wątpliwości natury etycznej, a na pewno nie mniej przyjemności prowokowała ryba w ostrym sosie goańskim (cokolwiek to znaczy, a kosztuje 30 zł). Porcje były solidne, sycące i nie dałem już rady skosztować specjałów z tradycyjnego pieca tandoor, który przypomina archaiczny dół z ogniem. Nie odmówiłem sobie jednak deserów, czyli kulek ze smażonego mleka (gulab jamun - 8 zł) i pistacjowych lodów o smaku i konsystencji najlepszych milanowskich krówek (10 zł).
Bombaj masala jest tak malutki, że facetom mojej postury nie pozostaje nic innego niż przed wejściem wciągnąć brzuch. Warto jednak iść na takie poświęcenie. I koniecznie wziąć ze sobą gotówkę, gdyż nie honorują tutaj kart płatniczych. Niezbędna jest również wcześniejsza rezerwacja, bo gdybyśmy wszyscy spotkali się w drzwiach, mogłoby dojść do prawdziwego nieszczęścia.

Jego wiarygodność między innymi fundowana jest na bliskości naszego ubogiego oenzetu, czyli dwóch wieżowców na Starościńskiej, gdzie mieszczą się hurtowo ambasady krajów azjatyckich, afrykańskich i południowoamerykańskich. Moja przyjaciółka M., jedna z telewizyjnych czarodziejek kuchni (i akurat nie ta, o której myślicie), twierdzi, że w chwilach małego lub większego zwątpienia w sens wszystkiego, przychodzi do Bombaj masala na palak paneer (24 zł) i lacca paratha (8 zł). I wtedy ponoć sens znienacka odnajduje. Za tymi skomplikowanymi nazwami kryje się zjawiskowa potrawa z białego sera i gęstego sosu szpinakowego oraz chlebek podwójnie maślany. Dlaczego podwójnie? Bo do masła ghee zbożowy placek trafia w trakcie obróbki cieplnej dwa razy, wchłaniając dużo smakowitego tłuszczu.
W karcie Bombaj masala znajduje się prawie 80 pozycji i dla kogoś takiego jak ja, kto do kuchni hinduskiej podchodzi z miarkowanym entuzjazmem, jest to dżungla nieprzebyta. Mój spokojny dystans wynika z faktu, że przynajmniej w warszawskich restauracjach, hinduskie specjały robią wrażenie mulistych. Wszystko tapla się w zawiesistych, zagęszczanych sosach, które smakiem różnią się umiarkowanie. Denerwuje mnie też egzaltacja na punkcie Indii, te posthipisowskie, ezoteryczne klimaty, które każą odnosić się do wszystkiego, co stamtąd pochodzi z wiernopoddańczym szacunkiem. Ale też umiem docenić to, co wartościowe, i nie mam oporów, by dać się poprowadzić przez ten wielki ogród orientalnych smaków. Zamiast jednak hasać po nim niefrasobliwie, poprosiłem obsługujące panie, by zaproponowały to, co wedle ich opinii w karcie Bombaj masala jest najbardziej godne uwagi. I nie pożałowałem tej decyzji.
Najpierw zachwyciły mnie zupy
Mulligatewny shorba (9 zł) to krem z soczewicy z ryżem. Spokojny w smaku, dostojny i rozgrzewający. Mutton shorba (14 zł) to z kolei intensywny czerwony bulion z licznymi kawałkami jagnięciny. Ostry, uwodzący i chyba uzależniający. Reszta obiadku przebiegła pod dyktando rozmaitych gęstych potrawek, ale ze zdziwieniem stwierdziłem, że są one tutaj mniej zamulające niż gdzie indziej. I rzeczywiście różnią się od siebie. Achari bhindi masala (24 zł), czyli zielono-czerwona okra smażona z warzywami, walczyła o pierwszeństwo z vegetable kofta curry (22 zł), solidnymi pulpecikami z warzyw zażywającymi kąpieli w kremowym, jogurtowym sosie. Kurczakowe jalfrezi (30 zł) to kawałki mięsa w słodko-kwaśnym sosie z dużymi, chrupiącymi kawałkami cebuli. To w ogóle jedna z cech tutejszej kuchni, że czuć w niej wyraźnie grubo krojone kawałki warzyw, a z sosów filują na jedzących całe liście ziół i czerwone wstążeczki chilli. Nie należy przegapić kruchych jak piernik kawałków jagnięciny w sosie skreczowanym na bazie tysiąca indyjskich przypraw (bhuna gosht - 30 zł) lub w delikatnej, muślinowej potrawce z nerkowców i migdałów (mutton gulzar - 30 zł). W kokosowo-cebulowym sosie pławią się krewetki (prawns molly - 36 zł), może niezbyt liczne i może coraz głośniej wołające na alarm, że spożywanie produktów z wielkich plantacji niszczących zarośla nabrzeżne Oceanu Indyjskiego jest rujnowaniem tamtejszego ekosystemu. Mniej wątpliwości natury etycznej, a na pewno nie mniej przyjemności prowokowała ryba w ostrym sosie goańskim (cokolwiek to znaczy, a kosztuje 30 zł). Porcje były solidne, sycące i nie dałem już rady skosztować specjałów z tradycyjnego pieca tandoor, który przypomina archaiczny dół z ogniem. Nie odmówiłem sobie jednak deserów, czyli kulek ze smażonego mleka (gulab jamun - 8 zł) i pistacjowych lodów o smaku i konsystencji najlepszych milanowskich krówek (10 zł).
Bombaj masala jest tak malutki, że facetom mojej postury nie pozostaje nic innego niż przed wejściem wciągnąć brzuch. Warto jednak iść na takie poświęcenie. I koniecznie wziąć ze sobą gotówkę, gdyż nie honorują tutaj kart płatniczych. Niezbędna jest również wcześniejsza rezerwacja, bo gdybyśmy wszyscy spotkali się w drzwiach, mogłoby dojść do prawdziwego nieszczęścia.
Bombaj masala, ul. Starościńska 10/12, tel. 22 392 54 75, www.bombajmasala.pl , otwarte codziennie od 11 do 21, nie można płacić kartą, niedostępne dla osób niepełnosprawnych

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


