Café.hu
18.02.2011
aktualizacja: 2011-03-11 17:17
Centrum, ul. Moniuszki 10
ZOBACZ TAKŻE
- La Bodega (25-03-11, 06:00)
- Opasły Tom (11-03-11, 06:00)
- Bombaj masala (11-02-11, 06:00)
- Saint Jacques (04-02-11, 06:00)
- Na Zielnej (28-01-11, 06:00)
- Bajgle z Berlina na Nowym Świecie. Podbijają Warszawę (21-01-11, 06:00)
Wyniki badań opinii publicznej mówią jednoznacznie: Węgrzy są narodem najbardziej lubianym przez Polaków. Niestety, jak zwykle nasze uczucia nie spotykają się ze wzajemnością i Polska jest określana na węgierskich mapach Europy starożytną maksymą ,,Hic sunt leones''. Potomkowie Macieja Korwina o naszym kraju wiedzą niewiele lub zgoła nic i nie za bardzo palą się, by to zmieniać. Polskę pojmują równie stereotypowo, jak my Białoruś. Ale nic to, kocha się mimo wszystko, tym bardziej że w Warszawie mamy mocną grupkę lokalnych Madziarów. Wbrew powszechnym przekonaniom swoich rodaków uznali Polskę za ciekawe miejsce do życia i robią wiele, by ofiarować nam to, co w ich ojczyźnie najcenniejsze, czyli wielką miłość do dobrej michy. Jeżeli zatęsknicie kiedyś za przysmakami znad Balatonu, to nie trzeba się stresować. Wszystko, co najważniejsze, znajdziecie w Warszawie.
Najpierw w malowniczym sklepie Papryka na ul. Zwycięzców, gdzie można dostać oryginalne kiełbasy i kabanosy paprykowe, wędzonki i słoninę. Do tego wina, palinki, pasty gulaszowe i czosnkowe, wątróbki gęsie i kacze, warzywa marynowane. Szczęśliwcy mogą upolować pojawiające się nieregularnie chrupiące skwarki wieprzowe, wielkie, pyszne i bardzo niezdrowe. Najbardziej wybrani niech też liczą na garść bon motów z puszty autorstwa właściciela Papryki Istvana Kovacsa, czyli Mądrego Kowala. By przekroczyć kolejne kręgi wtajemniczenia, niezbędna jest podróż do Śródmieścia, na ul. Zgody, gdzie mieści się restauracja Borpince prowadzona przez polsko-węgierską rodzinę Tronów. Pisałem już o niej wielokrotnie, bo trudno się wyzwolić z uzależnienia od tutejszej zupy rybnej halaszlo oraz paprykarza cielęcego z galuszkami. Na deser niezbędne jest zamówienie Szamloi galuskai, czyli kakaowego biszkoptu z bitą śmietaną, konfiturą morelową i gęstym sosem z gorzkiej czekolady. Dodatkową atrakcją Borpince jest fakt, że można tu spotkać Annamarię Molnar, jedną z najbardziej zjawiskowych Węgierek naszego miasta.
Kolejny punkt na madziarskim szlaku Warszawy pojawił się stosunkowo niedawno. To kawiarnia Café.hu działająca w nowej siedzibie Instytutu Węgierskiego. Przez dziesięciolecia Instytut Węgierski mieścił się na ogromnych powierzchniach budynku przy rogu Marszałkowskiej i Wspólnej. Niestety, rozmach relacji polsko-węgierskich zadekretowany za czasów socjalistycznych nie przetrwał próby transformacji i wielkie przestrzenie okazały się zbyt obszerne na to, co w tym zakresie dzieje się dzisiaj. Ale Węgrzy z tonu nie spuścili i choć nowy Instytut jest zasadniczo mniejszy, to nadal pozostaje w samym pępuszku Warszawy. Znajdziecie go w nieco zapomnianym pasażu Witolda Rowickiego na zapleczu domu towarowego Sezam. Nie jest to dziś najbardziej reprezentacyjne miejsce, ale ciągle będące pamiątką świetnej architektury i urbanistyki przełomu lat 60. i 70. Szczęśliwie zapomniały o nim burzymurki, które wytyczyły linię wysokiego napięcia przez pasaż Wiecha, i do dzisiaj można tu przyjrzeć się takim smaczkom, jak ceramiczny detal fasady Sezamu. Należy się nim napawać z witryn Café.hu pałaszując węgierskie obiadki. Każdego dnia inne, każdego dnia domowe, zaprawiane śmietaną i pociągające. Ja trafiłem na świetną kremową fasolówkę z golonką oraz równie doskonałą potrawkę z mięsa z zielonym groszkiem i tarhonya, czyli sprężystymi węgierskimi zacierkami. Z relacji świadków i wpisów w internecie wiem, że bywa tutaj też kapuśniak, zapiekanka ziemniaczana, naleśniki Hortobagyi, łazanki ze skwarkami i serem.
Lokal jest naprawdę niewielki, mieści się w nim ledwie pięć stolików, ale starczyło miejsca na naścienną plazmę, na której wyświetlane są węgierskie animacje z dawnych czasów. Gdy przyglądałem się perypetiom dwóch lisków, zajadając przy tym waniliową leguminę, której smak przypominał desery w proszku z czasów późnego Edwarda Gierka i Janosa Kadara, popadłem w prawdziwe wzruszenie. A gdy jeszcze poprosiłem o syrop z wodą z prawdziwego syfonu na naboje, dokładnie takiego, jaki miał wujek Jurek pracujący przed laty na placówce Metroneksu w Budapeszcie, popadłem w nostalgię. Czy to aby nie była autentyczna hungonostalgia?
Café.hu, ul. Moniuszki 10, tel. 512 043 063, www.cafehu.pl, nie można płacić kartą, czynne od poniedziałku do piątku, niedostępne dla niepełnosprawnych

Najpierw w malowniczym sklepie Papryka na ul. Zwycięzców, gdzie można dostać oryginalne kiełbasy i kabanosy paprykowe, wędzonki i słoninę. Do tego wina, palinki, pasty gulaszowe i czosnkowe, wątróbki gęsie i kacze, warzywa marynowane. Szczęśliwcy mogą upolować pojawiające się nieregularnie chrupiące skwarki wieprzowe, wielkie, pyszne i bardzo niezdrowe. Najbardziej wybrani niech też liczą na garść bon motów z puszty autorstwa właściciela Papryki Istvana Kovacsa, czyli Mądrego Kowala. By przekroczyć kolejne kręgi wtajemniczenia, niezbędna jest podróż do Śródmieścia, na ul. Zgody, gdzie mieści się restauracja Borpince prowadzona przez polsko-węgierską rodzinę Tronów. Pisałem już o niej wielokrotnie, bo trudno się wyzwolić z uzależnienia od tutejszej zupy rybnej halaszlo oraz paprykarza cielęcego z galuszkami. Na deser niezbędne jest zamówienie Szamloi galuskai, czyli kakaowego biszkoptu z bitą śmietaną, konfiturą morelową i gęstym sosem z gorzkiej czekolady. Dodatkową atrakcją Borpince jest fakt, że można tu spotkać Annamarię Molnar, jedną z najbardziej zjawiskowych Węgierek naszego miasta.
Kolejny punkt na madziarskim szlaku Warszawy pojawił się stosunkowo niedawno. To kawiarnia Café.hu działająca w nowej siedzibie Instytutu Węgierskiego. Przez dziesięciolecia Instytut Węgierski mieścił się na ogromnych powierzchniach budynku przy rogu Marszałkowskiej i Wspólnej. Niestety, rozmach relacji polsko-węgierskich zadekretowany za czasów socjalistycznych nie przetrwał próby transformacji i wielkie przestrzenie okazały się zbyt obszerne na to, co w tym zakresie dzieje się dzisiaj. Ale Węgrzy z tonu nie spuścili i choć nowy Instytut jest zasadniczo mniejszy, to nadal pozostaje w samym pępuszku Warszawy. Znajdziecie go w nieco zapomnianym pasażu Witolda Rowickiego na zapleczu domu towarowego Sezam. Nie jest to dziś najbardziej reprezentacyjne miejsce, ale ciągle będące pamiątką świetnej architektury i urbanistyki przełomu lat 60. i 70. Szczęśliwie zapomniały o nim burzymurki, które wytyczyły linię wysokiego napięcia przez pasaż Wiecha, i do dzisiaj można tu przyjrzeć się takim smaczkom, jak ceramiczny detal fasady Sezamu. Należy się nim napawać z witryn Café.hu pałaszując węgierskie obiadki. Każdego dnia inne, każdego dnia domowe, zaprawiane śmietaną i pociągające. Ja trafiłem na świetną kremową fasolówkę z golonką oraz równie doskonałą potrawkę z mięsa z zielonym groszkiem i tarhonya, czyli sprężystymi węgierskimi zacierkami. Z relacji świadków i wpisów w internecie wiem, że bywa tutaj też kapuśniak, zapiekanka ziemniaczana, naleśniki Hortobagyi, łazanki ze skwarkami i serem.
Lokal jest naprawdę niewielki, mieści się w nim ledwie pięć stolików, ale starczyło miejsca na naścienną plazmę, na której wyświetlane są węgierskie animacje z dawnych czasów. Gdy przyglądałem się perypetiom dwóch lisków, zajadając przy tym waniliową leguminę, której smak przypominał desery w proszku z czasów późnego Edwarda Gierka i Janosa Kadara, popadłem w prawdziwe wzruszenie. A gdy jeszcze poprosiłem o syrop z wodą z prawdziwego syfonu na naboje, dokładnie takiego, jaki miał wujek Jurek pracujący przed laty na placówce Metroneksu w Budapeszcie, popadłem w nostalgię. Czy to aby nie była autentyczna hungonostalgia?
Café.hu, ul. Moniuszki 10, tel. 512 043 063, www.cafehu.pl, nie można płacić kartą, czynne od poniedziałku do piątku, niedostępne dla niepełnosprawnych

Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




