Café.hu

Maciej Nowak
18.02.2011 aktualizacja: 2011-03-11 17:17
A A A Drukuj
Café.hu Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Café.hu
Centrum, ul. Moniuszki 10
ZOBACZ TAKŻE
Wyniki badań opinii publicznej mówią jednoznacznie: Węgrzy są narodem najbardziej lubianym przez Polaków. Niestety, jak zwykle nasze uczucia nie spotykają się ze wzajemnością i Polska jest określana na węgierskich mapach Europy starożytną maksymą ,,Hic sunt leones''. Potomkowie Macieja Korwina o naszym kraju wiedzą niewiele lub zgoła nic i nie za bardzo palą się, by to zmieniać. Polskę pojmują równie stereotypowo, jak my Białoruś. Ale nic to, kocha się mimo wszystko, tym bardziej że w Warszawie mamy mocną grupkę lokalnych Madziarów. Wbrew powszechnym przekonaniom swoich rodaków uznali Polskę za ciekawe miejsce do życia i robią wiele, by ofiarować nam to, co w ich ojczyźnie najcenniejsze, czyli wielką miłość do dobrej michy. Jeżeli zatęsknicie kiedyś za przysmakami znad Balatonu, to nie trzeba się stresować. Wszystko, co najważniejsze, znajdziecie w Warszawie.

Najpierw w malowniczym sklepie Papryka na ul. Zwycięzców, gdzie można dostać oryginalne kiełbasy i kabanosy paprykowe, wędzonki i słoninę. Do tego wina, palinki, pasty gulaszowe i czosnkowe, wątróbki gęsie i kacze, warzywa marynowane. Szczęśliwcy mogą upolować pojawiające się nieregularnie chrupiące skwarki wieprzowe, wielkie, pyszne i bardzo niezdrowe. Najbardziej wybrani niech też liczą na garść bon motów z puszty autorstwa właściciela Papryki Istvana Kovacsa, czyli Mądrego Kowala. By przekroczyć kolejne kręgi wtajemniczenia, niezbędna jest podróż do Śródmieścia, na ul. Zgody, gdzie mieści się restauracja Borpince prowadzona przez polsko-węgierską rodzinę Tronów. Pisałem już o niej wielokrotnie, bo trudno się wyzwolić z uzależnienia od tutejszej zupy rybnej halaszlo oraz paprykarza cielęcego z galuszkami. Na deser niezbędne jest zamówienie Szamloi galuskai, czyli kakaowego biszkoptu z bitą śmietaną, konfiturą morelową i gęstym sosem z gorzkiej czekolady. Dodatkową atrakcją Borpince jest fakt, że można tu spotkać Annamarię Molnar, jedną z najbardziej zjawiskowych Węgierek naszego miasta.

Kolejny punkt na madziarskim szlaku Warszawy pojawił się stosunkowo niedawno. To kawiarnia Café.hu działająca w nowej siedzibie Instytutu Węgierskiego. Przez dziesięciolecia Instytut Węgierski mieścił się na ogromnych powierzchniach budynku przy rogu Marszałkowskiej i Wspólnej. Niestety, rozmach relacji polsko-węgierskich zadekretowany za czasów socjalistycznych nie przetrwał próby transformacji i wielkie przestrzenie okazały się zbyt obszerne na to, co w tym zakresie dzieje się dzisiaj. Ale Węgrzy z tonu nie spuścili i choć nowy Instytut jest zasadniczo mniejszy, to nadal pozostaje w samym pępuszku Warszawy. Znajdziecie go w nieco zapomnianym pasażu Witolda Rowickiego na zapleczu domu towarowego Sezam. Nie jest to dziś najbardziej reprezentacyjne miejsce, ale ciągle będące pamiątką świetnej architektury i urbanistyki przełomu lat 60. i 70. Szczęśliwie zapomniały o nim burzymurki, które wytyczyły linię wysokiego napięcia przez pasaż Wiecha, i do dzisiaj można tu przyjrzeć się takim smaczkom, jak ceramiczny detal fasady Sezamu. Należy się nim napawać z witryn Café.hu pałaszując węgierskie obiadki. Każdego dnia inne, każdego dnia domowe, zaprawiane śmietaną i pociągające. Ja trafiłem na świetną kremową fasolówkę z golonką oraz równie doskonałą potrawkę z mięsa z zielonym groszkiem i tarhonya, czyli sprężystymi węgierskimi zacierkami. Z relacji świadków i wpisów w internecie wiem, że bywa tutaj też kapuśniak, zapiekanka ziemniaczana, naleśniki Hortobagyi, łazanki ze skwarkami i serem.

Lokal jest naprawdę niewielki, mieści się w nim ledwie pięć stolików, ale starczyło miejsca na naścienną plazmę, na której wyświetlane są węgierskie animacje z dawnych czasów. Gdy przyglądałem się perypetiom dwóch lisków, zajadając przy tym waniliową leguminę, której smak przypominał desery w proszku z czasów późnego Edwarda Gierka i Janosa Kadara, popadłem w prawdziwe wzruszenie. A gdy jeszcze poprosiłem o syrop z wodą z prawdziwego syfonu na naboje, dokładnie takiego, jaki miał wujek Jurek pracujący przed laty na placówce Metroneksu w Budapeszcie, popadłem w nostalgię. Czy to aby nie była autentyczna hungonostalgia?

Café.hu, ul. Moniuszki 10, tel. 512 043 063, www.cafehu.pl, nie można płacić kartą, czynne od poniedziałku do piątku, niedostępne dla niepełnosprawnych



Podziel się