La Bodega

Maciej Nowak
25.03.2011 aktualizacja: 2011-03-25 09:30
A A A Drukuj
La Bodega fot. Albert Zawada
Centrum, Nowy Świat 6/12 (d. Dom Partii)
ZOBACZ TAKŻE
Z lokalami takimi jak La Bodega mam zasadniczo jeden problem: trudno mi znieść nieustające nagabywania sommelierów. To nowa moda w warszawskiej gastronomii, by zatrudniać znawców win, którzy wobec umiarkowanego zainteresowania rodaków sfermentowanym sokiem z winogron usiłują sprzedawać swoją wiedzę nieco na siłę. Nie poddam się terrorowi stylu życia lansowanego przez kolorowe czasopisma, nie dam się przekonać argumentom kulturowym. Wina w większych ilościach po prostu nie lubię. Drażni mnie też traktowanie go jako znaku społecznego wyróżnienia i prestiżu, co z lubością kontestuję, dolewając do lampki colę. O, wtedy to się da pić!

Gdy w trakcie pierwszego kwadransa pobytu w La Bodega byłem trzykrotnie atakowany propozycją degustacji kwaśnej wody, poważnie rozważałem ucieczkę. Tym bardziej że ostatnia wizyta tutaj jesienią ubiegłego roku nie pozostawiła po sobie szczególnych wspomnień. Jedzenie było banalne i bez stylu. Zjeżony, nieco zirytowany i pozbawiony większych nadziei oczekiwałem na pierwsze zamówienie.

I tutaj zaskoczenie. Na stół wpłynął półmisek małych przekąsek w stylu tapas. Obfity, efektowny, smaczny. Kawałki surowego tuńczyka w soli morskiej towarzyszyły płatom łososia a la gravlax, malutkie kiełbaski chistorra walczyły o pierwszeństwo z kawałkami chorizo duszonego w czerwonym winie. I jeszcze kawałeczki terriny z wątróbki kaczej swoją delikatnością chciały zawojować muślinową strukturę małży św. Jakuba. No dobra, dobra, tapasy to żadne mecyje, nie da się złamać mej nieprzysiadalności kawałkiem kiełbaski. Czekam na bardziej poważne wyzwania. Zupą pomidorową z bazylią i parmezanem (14 zł) na pewno mnie nie zdobędziecie, bo jak deklarowałem to już nieraz, jestem ofiarą gierkowskiego przyśpieszenia, gdy zalały nas puszki z przecierem z tomatów i zupy takiej nie uznaję. Ale już czosnkowy rosołek z jajkiem sadzonym i delikatnymi kluseczkami ze szpinaku (15 zł) da się polubić. Również kremowa zupa z kurczakiem i owocami morza inspirowana tajską tom kha gai (19 zł) smakuje całkiem, całkiem oryginalnie. Czarująco zaprezentowało się też szafranowe risotto z krewetkami (38 zł), na którego dnie krył się subtelny, cytrusowy smak. A już podgrzany plaster hiszpańskiej szynki wypełniony musem z mango (34 zł) osaczył mnie zupełnie. Co się dzieje? Czyżby miękło me serce z kamienia?

W mangowym zaczadzeniu zamierzam się widelcem na malutkie bliny garnirowane drobiową wątróbką, gdy wtem uświadamiam sobie, że w ogóle ich nie zamawiałem. A zamówić nie mogłem, bo niczego takiego nie znalazłem w karcie. - Co jest? - warczę, podejrzewając, że to spisek pani enolożki, która zaproponuje wino tym razem idealne do blinów. - Mamy od kilku dni nowego szefa kuchni, który na razie pracuje na nie swojej karcie i chciał się pochwalić autorskim daniem... - odpowiada trwożliwie kelner. W miarę jak delikatne, puszyste bliny znikają z talerza, utwierdzam się w przekonaniu, że szef kuchni nie jest jednak próżnym samochwałą. Zresztą chwilę później mam okazję sam mu to powiedzieć. Zza drzwi zaplecza wyłania się drobny chłopak z talerzami, na których w kompozycji podkreślonej grzybową pianą znajdują się tortellini z serem i szpinakiem. Mówi po angielsku z mocnym niemieckim akcentem. Okazuje się, że pochodzi z Berlina, kilka lat temu uznał, że w Polsce bardziej mu się podoba niż w ojczyźnie, i właśnie przeniósł się do Warszawy z Krakowa, gdzie pracował w restauracji Tesoro del Mar. Talent nowo pozyskanego dla stolicy szefa tłumaczy, dlaczego nawet pozycje ze starej karty La Bodega nabrały nowego blasku. Zachwyca filet z halibuta z chrupką skórką i cudownym, lekkim sosem cytrynowym (42 zł). Świetnie usmażonym kotlecikom jagnięcym siły dodaje zapiekanka z kaszy (59 zł). Nie przegapcie też zgrabnie luzowanej kaczki (51 zł) oraz pieczonego fileta z łososia (43 zł). A jak kto lubi, to niech nawet ulegnie pokusom pani od win. Ja pozostanę przy calimocho, catamba, bambusie, czy jak tam zwą w ojczyznach win ich mieszanki z colą. Ale o to nawet nie śmiałbym poprosić zawodowego sommeliera w wytwornym stołecznym wine-barze.

La Bodega, ul. Nowy Świat 6/12 (d. Dom Partii), www.bodega.pl, tel. 22 745 46 10, szef kuchni Sascha Brandowsky, można płacić kartą, dostępne dla gości na wózkach



Podziel się